Gość Złośliwa. bardzo dobrze że byłeś u lekarza. Moim zdaniem leki to też ostateczność, nie ma co się faszerować. Lepiej spróbować czegoś innego. Medytacja może być, a może tai-chi, to jest połączenie i medytacji i ćwiczeń. Mnie to strasznie pomaga. Tylko na samym początku się nie zrażaj że wyglądasz i ruszasz się
Gośka J. Urząd Wojewódzki/Wydział Bezpieczeństwa i Zarządzania Kr... Temat: Patrzyłam na śmierć dziecka Dwa tygodnie prawie spędziłam z córką w za szybą w naszym boksie umierał z 15na16lutego po jak umierał każdego jak go jak każdego dnia umierał jego organizm po kolei, na raty, w wielkim samym końcu umarło oddziale poleciały łzy pielęgniarkom i ku mojemu zaskoczeniu-mi. Płakałam prawie przed jego śmiercią do teraz. Mimo, że nie było to "nasze" dziecko to przez wszystkie te dni aż do jego śmierci nie potrafiłyśmy zmrużyć oka nawet na dziś polecą mi łzy kiedy wspomnę Wojtusia. Zastanawiam się jak można poradzić sobie z takim to z reguły jestem osobą silną i rzadko się wzruszam to jednak tym razem coś we mnie pękło. Nie potrafię nazwać tego uczucia, które mi akurat towarzyszy, ale nigdy nie przypuszczałam, że kiedyś będę musiała patrzeć na śmierć niewinnego dzieciątka, na jego miał kilka ciężkich chorób genetycznych, w tym spędził na miesięcy w tym przypadku długo twierdzą lekarze przy takich ciężkich chorobach jakie miał. Nasuwa mi się jeszcze jeden problem: godnego miał 1 nerkę i ta nereczka przestała pracować dzień przed śmiercią. Miał praktycznie rzecz biorąc stan zawałowy tylko na śmierć. Reanimacja trwała 30minut, bo pani doktor stwierdziła, że trzeba do końca, ale wiadomo, że w przypadku terminalnych pacjentów czas reanimacji powinien trwać max warto ratować dziecko by żyło jeszcze pół godziny? Nie potrafiłam się pogodzić z tym, że to dziecko po prostu umierało i zamiast pozwolić mu odejść ratowali go dla jednej godziny, choć każdy wiedział, że to jest bez sensu. Odczuwam jego ból, choć nie byłam jego wiem jak sobie poradzić z takim bolesnym doświadczeniem. Temat: Patrzyłam na śmierć dziecka tak, to trudny temat. Ale co do reanimacji tej dłuższej niż powinna być bo i tak bez sensu - nie wiesz jakie uczucia , jakie zmiany wywołało te 10 min życia dziecka więcej w ludziach będących obok niego, wiesz tylko to co sama przeżyłaś, co sama myślałaś. Może to zmieniło w ich życiu coś bardzo istotnego?, może przełożyło się na ich własne przemyślenia o życiu, o bliskich, o wspólnych relacjach? Tak naprawdę jednak śmierć dziecka jest najprostsza - nie zdołało jeszcze niczego ukochać za niczym zatęsknić - jest trudna wyłącznie dla nas -tych co zostają, nie dla niego samego. I dlatego - odrzucając własny egoizm - wiedza,że tak było najlepiej dla niego daje ulgę. Trudniej przeżyć śmierć dorosłego, który własnie zaczyna świadome życie, jest go głodny, ma plany i marzenia i jest ojcem dziecka które ma się narodzić. jak przeżyć taką sytuację - kiedy nagle tracisz wszystkich swoich przeżyłam. Własną śmierć nie będę o tym pisać na K. edytował(a) ten post dnia o godzinie 15:02 Gośka J. Urząd Wojewódzki/Wydział Bezpieczeństwa i Zarządzania Kr... Temat: Patrzyłam na śmierć dziecka Mira K.: tak, to trudny temat. Ale co do reanimacji tej dłuższej niż powinna być bo i tak bez sensu - nie wiesz jakie uczucia , jakie zmiany wywołało te 10 min życia dziecka więcej w ludziach będących obok niego, wiesz tylko to co sama przeżyłaś, co sama myślałaś. Może to zmieniło w ich życiu coś bardzo istotnego?, może przełożyło się na ich własne przemyślenia o życiu, o bliskich, o wspólnych relacjach? Tak naprawdę jednak śmierć dziecka jest najprostsza - nie zdołało jeszcze niczego ukochać za niczym zatęsknić Myślę, że tęsknił za mamą, która mogła do niego przyjeżdżać raz w tygodniu, bo ma jeszcze drugie też, że śmierć dziecka jest o wiele trudniejsza niż śmierć dorosłego. Widziałam co się stało jak jego mama wyjechała do doby lekarze ratowali Wojtusia tak płakał i się dusił. Tęsknił za mamą, za jej zapachem i nie widział i pewnie nie słyszał, ale czuł i ja to widziałam-jego ciało mówiło za niego. - jest trudna wyłącznie dla nas -tych co zostają, nie dla niego samego. Ale on strasznie lekarze mówili, że cierpi, że go boli każdy dotyk, że widać po wyrazie twarzy, że cierpi. On był kochany i kochał siostry, które czule go pielęgnowały i widziałam jak lecą im czasem jak z nim wszyscy rozmawiają: jak się nasz wojtuś dzisiaj czuje?co kochanie, co cię boli skarbie? itd... I dlatego - odrzucając własny egoizm - wiedza,że tak było najlepiej dla niego daje ulgę. Tak! Lepsza dla niego była śmierć. Trudniej przeżyć śmierć dorosłego, który własnie zaczyna świadome życie, jest go głodny, ma plany i marzenia i jest ojcem dziecka które ma się narodzić. jak przeżyć taką sytuację - kiedy nagle tracisz wszystkich swoich przeżyłam. Własną śmierć nie będę o tym pisać na K. edytował(a) ten post dnia o godzinie 15:02 konto usunięte Temat: Patrzyłam na śmierć dziecka Gosia, to chyba jest Twoja ulubiona grupa,co? kazdy problem tu opisujesz? przepraszam- tu nie ma OT Gośka J. Urząd Wojewódzki/Wydział Bezpieczeństwa i Zarządzania Kr... Temat: Patrzyłam na śmierć dziecka Proponuję moderatorom usuwać tego typu posty jak powyżej. konto usunięte Temat: Patrzyłam na śmierć dziecka Są sytuacje, gdzie nie ma dobrych odpowiedzi. Tak widocznie miało być w przypadku tego dziecka. Na świecie zawsze było jest i będzie cierpienie i śmierć. Takie sprawy zostawmy Panu Bogu. Dziecko poszło do Nieba i już nie cierpi. Ma tam lepiej niż na ziemi. Edyta K. właściciel, "Jedynka" Pracownia Terapii i Edukacji Psycho... Temat: Patrzyłam na śmierć dziecka Pani Gosiu,, Niezwykle trudne doświadczenie było Pani udziałem, chyba jedno z najtrudniejszych w życiu, patrzeć na śmierć dziecka kiedy samemu jest się rodzicem jest czymś bardzo ciężkim do udżwignięcia,,,potrzeba sporo czasu i kontaktu z kimś bliskim, rozumiejącym, kto wesprze Panią w tej sytuacji, żeby jakoś to zintegrować . Niestety takie jest życie, czasem dzieją się w nim rzeczy, które trudno nam zrozumieć, które wydają się nam niesprawiedliwe i przeciwko którym się buntujemy, borykając się z własną bezradnością. Człowiek ma w sobie umiejętność reparacji, odbudowywania równowagi psychicznej, potrzeba na to w Pani wypadku trochę czasu, proszę nie powstrzymywać uczuć i myśli, które się w pani kłębią, systematycznie zawierzać je komuś, pozwolić się komuś zaopiekować sobą. W końcu nadejdzie uspokojenie,,,, Tzw niezawinione nieszczęścia dzieją się cały czas, musimy uodpornić się na nie, świadomość cierpienia drugiego człowieka, towarzyszenie komuś w tych cierpieniach może nas bardzo wzbogacić wewnętrznie, budować wrażliwość, głębię psychiczną, uwagę na innych. W niektórych takie sytuacje otwierają przestrzeń do konstruktywnych działań, dają energię do np. podejmowania działań zmierzających do poprawy sytuacji ludzi cierpiących… Może po okresie zaopiekowania się sobą, skieruje Pani swe myśli w kierunku odpowiedzi na pytanie: co los chciał mi przekazać stawiając w takiej sytuacji? jak mogę przekuć to doświadczenie na rzecz dobra swojego i innych?? Pozdrawiam bardzo serdecznie i przytulam wirtualnie,,, Artur Król Profil nieaktywny, proszę o kontakt mailowy. Psycholog, t... Temat: Patrzyłam na śmierć dziecka Gośka J.: Odczuwam jego ból, choć nie byłam jego wiem jak sobie poradzić z takim bolesnym doświadczeniem. Tzn. z tym że odczuwałaś ból? No odczuwałaś - to naturalne, jesteśmy zbudowani tak by przejmować się bólem dzieci, bo to zwiększa szanse przetrwania gatunku. Ale jaki jest problem tu i teraz? Czego oczekujesz. Btw, Gosiu, z perspektywy admina, uwaga Karoliny jest bardzo trafna. Czy to forum nie stało się dla Ciebie aby pewnym sposobem na zyskiwanie uwagi? I druga uwaga admina - masz nieregulaminowe zdjęcie -wg. regulaminu możesz być Ty z dzieckiem, ale nie samo dziecko. Zmień Król edytował(a) ten post dnia o godzinie 22:39 Artur Król Profil nieaktywny, proszę o kontakt mailowy. Psycholog, t... Temat: Patrzyłam na śmierć dziecka Agnieszka, łamiesz regulamin GL, zmień proszę zdjęcie, albo będę musiał Cię usunąć z grupy. Gośka J. Urząd Wojewódzki/Wydział Bezpieczeństwa i Zarządzania Kr... Temat: Patrzyłam na śmierć dziecka Temat zamknięty. Podobne tematy Bezpłatne Porady... » Zachowanie dziecka po rozwodzie - Bezpłatne Porady... » Śmierć mężą w młodym wieku, jak ją przeżyć - Bezpłatne Porady... » Jak poradzic sobie z matką jego dziecka? - Bezpłatne Porady... » lepiej dla dziecka bedzie jak zostane sama po rozwodzie ?... - Bezpłatne Porady... » Śmierć we śnie - Bezpłatne Porady... » Jak zrozumieć śmierć drugiej osoby - Bezpłatne Porady... » śmierć męża- czy dam sobie radę? - Bezpłatne Porady... » Proszę o pomoc dla mojego dziecka - Bezpłatne Porady... » Jak dac sobie rade po stracie dziecka - Bezpłatne Porady... » Rola przedszkolanki w życiu dziecka w wieku przedszkolnym... -
Dziecko, mając poczucie, że jest pomijane, nie chce się dzielić doznaniami związanymi z przeżywaniem żałoby oraz innymi ważnymi dla niego sprawami, brak zaufania dziecka co do właściwej opieki nad chorym skutkuje podwyższonym poziomem rozgoryczenia, zwiększonym ryzykiem depresji i zachowań autodestrukcyjnych [21], utrzymującymi
#1 Witam! Wczoraj miałam nielada synek wrócił z wakacji(nie byo 2 tygodnie) istrasznie się takie poważne problemy. Jako że za dwa dni ma 5 urodziny , rozmawialismy o czy synek się rozpłakał i stwierdził że on nie chce mieć urodzin , bo chciałbym zawsze mieć 5 lat i nigdy jeśli się postarzeje i będzie miał tyle co dziadek to będzie musiał umrzeć , a on nie chce umierać. Ale dziadek o którym mowa żyje i ma się nie wiem skąd takie dziadek umarł dawno zamin synek się urodził więc Igor go nawet nie znał. Trodszkę siępogubiłam w tym jak mu wytłumaczyć że taka jest kolej rzeczy ciągle płakał. Macie jakieś pomysły? Pozdrawiam Loli reklama #2 Wydaje mi sie,ze dobrze jest porozmawiac z synkiem o duszy, jej niesmiertelnosci i lepszym swiecie, ktory jest, gdzies tam ( bez wzgledu jak to nazwiesz ). Moja corcia miala niedawno podobny problem, bo zmarla moja babcia a jej prababcia. Na nia to podzialalo. Wytlumaczylam jej, ze babcia teraz jest z aniolami i czeka na nia,ale takze pilnuje jej patrzac z nieba. Kiedy moja coreczka bedzie juz stara i umrze, wszyscy spotkamy sie w niebie. Ona wie, ze czlowiek sklada sie z dwoch czesci : smiertelnego ciala i wiecznej duszy. Wie takze, ze 'tam' nikt nie placze, nie ma chorob i nieszczesliwych dzieci i wszyscy sie ja jakos uspokaja. #3 loli nam ostatnio zmarla Babcia mojego meza... moj synek znal ja dosyc dobrze, bo czesto u niej bywalismy... Tez nie wiedzialam jak mu to powiedziec, wytlumaczyc... Po pogrzebie Wiktorek jakos sam zaczal temat, ze Babcia Aniela spi...no i ja nie wyprowadzalam go z bledu - powiedzialam ze faktycznie spi, ze zasnela i poszla do Pana Boga do Niebia Narazie nie pyta o nic wiecej, ale moj ma dopiero 3,5 roku a Twoj 5 lat, wiec moze to byc troche inaczej. #4 Witam Was, Moje dziecko ma 5 i pół roku i ostatnio bardzo mnie zaskoczył swoimi przemyśleniami na temat śmierci. Kiedy powiedziałam mu, że musi dużo jeść bo nie będzie rósł, to On mi na to odpowiedział, że nie chce być duży jak tata, albo ja, bo wtedy ja umrę. Jestem duża i moja mama nie żyje, tata jest duży i jego tata nie żyje, a On chce żebyśmy zawsze żyli, bo nas kocha. Nie wiedziałam co pwiedzieć. Coś tam wydukałam, że wcale tak nie musi być itd, ale same przemyślenia były zaskakujące. #5 Widzę, że nie tylko ja mam ten problem . Moja Agatka (4,5 roku) też mówiła, że nie chce być duża i nie chce żebym się zestarzała i umarła. Może to brzez jej Babcię, która ma zwyczaj mówić "oj, ja nie wiem, czy dożyję, czy nie umrę," itd. Wzięłam ją na kolanka i opowiadałam, że jak ktoś umrze, to idzie do innego świata, z którego widać, co jest u nas, czuwa nad nami, tylko my go nie widzimy. I że tam jest ładnie, jest wszystko, co się zapragnie. W końcu wszyscy się tam spotkamy, jak przyjdzie czas. To ją bardzo uspokoiło. Asia_24 Gość #6 Moja córeczka również bardzo często o tym mówi ma 4 jak mój 7 miesieczny synek zachoruje to się pyta czy nie umrze ale wiecie mi samej jest trudno pogodzic się ze smiercią z tym że ja kiedyś umrę a moje dzieci zostana tu naprawde nikt z nas nie wie jak "tam" jest czy się rzeczywiscie kiedys wszyscy spotkamy więc nie chcę córki okłamywać poprostu jej mówię żeby o tym nie myślała że ona i jej braciszek będą jeszcze długo chodzimy z nia czasem na cmentarz ale bardzo żadko i wie ze tam są ludzie którzy juz nie zyją i ona boi się tego miejsca więc jak idziemy to bez jak ona tylko usłyszy słowo śmierc to strasznie płacze więc ten temat jest raczej u nas "zamknięty".Nie wiem ze mną na takie tematy nie rozmawiali więc może dlatego się tak boję ale myslę że kazdy z nas się tego boi niestety.. #7 Myśmy naszego obecnie 6 latka powoli od samego niemal początku wprowadzali w temat zycia i śmierci. Poniewż oboje z mężem jesteśmy wierzący, więc mamy pewność, że po śmierci się tam wszyscy spotkamy. wydaje n\ mi się, że dlatego jest nam latwiej. Po za tym nie robimy ze śmierci czegoś strasznego. Taka jest kolej zycia i każdego z nas to czeka w swoim czasie. Moj synek wie, że nawet umieraja takie dzieci, które się jeszcze nie zdążyły urodzić - nasi znajomi i my sami przesziśmy przez to. W tym ostatnim przypadku bylo tylko wielkim problemem wyjaśnienie mu dlaczego nasza zmarła w drugim miesiącu ciąży dzidzia nie nie może mieć miejsca na cmentarzu. Ale i z tym sobie jakoś poradziiśmy. Co do chorob wyjaśniliśmy mu że są różne - takie z ktorych można szybko wujść, takie ktore wymagają pobytu w szpitalu i takie ktore kończą się śmiercią. Wydaje mi się, że nie należy tego ukrywać przed dzieckiem i trzeba tylko podązać za nim - nie wyprzedzać - i odpowiadać na jego pytania otwarcie na miarę możliwości zrozumienia. Jeśli my będziemy traktowali śmierć jako coś normanego i czekającego każdego z nas myślę, że nasze dzieci tez tak będą do sprawy śmierci podchodzić. #8 Loli już dziewczyny ci odpowiedziały ja się tylko podpisuje, że tez w ten sposób bym wytłumaczyła śmierc dziecku. Ja jestem dociekliwa i powiedz ty gdzie ten mały był na tych wakacjach ktoś mu chyba cos nagadał, że jeszcze o żywym dziadku mysli jako o umarłym. A w sumie to dla mnie nie istotne, ale będąc toba bym chcaiła wiedziec co tam kto mu co nagadał reklama #9 Ciotka mojgo męża znalazła fajny wyjazd w Salezjańskim Centrum Modzieży,wyglądało bardzo interesująco,obóż na Słowacji .Pojechała Ciotka ze swoim wnukiem i moja mama z Igorkiem. Taki rodzinny wyjazd na wczasy...no ale na miejscu okazało się że nie ma znimi kontaktu,nie wiedziłam co się tam dzieje...mieszkali w paskudnych chałpkach i sami musieli gotować sobie posiłki ...mimo że miało to być w cenie..no i oczywiście kilka razy dziennie msze...nie mam nic przeciwko kościołowi ale to była lekka przesada. Tym bardziej że było tam wiele małych dzieci. Nie wiem czego mój synek się tam mama jest osobą niewieżącą i też była w szoku ale ma taki charakter że cierpliwie znosi i nie widziałam że była zdruzgotana tym wyjazdem ...i zmęczona . Więcej nie zapłacę im za taki wyjazd .No ale było minęło ... Potem kuzyn Igorka pojechał z tego samego Centrum na obóz .On ma 10 obozie w jednych pokojach mieszkali chłopcy 10 letni z 17 ich nie pilnował,starsi znęcali się nad młodszymi...poprostu ich lali....Damain wrócił po 4 dniach ...z płaczem dzwonił do domu i rodzice jechali po niego nad morze(jesteśmy z południa). Nie polecam tego typu wyjazdów dla nie ma odpowiedniej opieki. Wydaje mi się że w Centrum ma dobre intencje ale działają w nim nieodpowiednie osoby świeckie,które nie potrafią tego zorganixzować...... reklama
Z przesłaniem dla Pana Tego, Co jest Panu najbardziej teraz potrzebne, irena.mielnik.madej@gmail.com tel. 502 749 605. Poniżej znajdziesz do nich odnośniki: dlaczego czasem wyobrażamy sobie czyjąś śmierć (kogoś z rodziny)? Zastanawiamy się co zrobimy gdy ta osoba umrze?
0 odp. Strona 1 z 1 Odsłon wątku: 2873 Zarejestrowany: 04-05-2013 18:59. Posty: 3 IP: 4 maja 2013 19:08 | ID: 957373 Dzień dobry, nazywam się Angelika i jestem na etapie pisania pracy mgr. Teamt którym się zajmuje jest ciężki, ale myślę potrzebny do poszukiwania odpowiedzi jak radzić sobie w życiu bez ukochanego dziecka. Od kilku lat mam kontakt z rodzicami, któych dzieci chorują na choroby nowotworowe, są takie które z chrobą wygrały, ale są i takie którym się nie udało. Jeżeli są na forum Rodzice którzy chcieli by się podzilić swoją historią będę bardzo wdzięczna. Rodzice po śmierci dziecka w wyniku choroby. Proszę o podanie maila bym mogła wysłać kilka pytań, lub napisać osobiście na adres mailowy lobuzy1234@ Z góry bardzo dziękuję Angelika
Psychologowie sugerują, że należy rozmawiać z dzieckiem o śmierci dziadków, używając prostych i jasnych wyjaśnień, pozwalając jednocześnie na wyrażanie smutku i tęsknoty. Można zachęcić dziecko do rysowania, pisania listów do dziadków lub innych form wyrażania uczuć, co może być dla niego terapeutyczne i pomóc w

Życie po tak dotkliwej stracie jest trudne, ale na pewno możliwe, a nawet w końcu ponownie bliskiej osoby zawsze jest bardzo trudnym i bolesnym przeżyciem i nigdy nie jesteśmy na nią dostatecznie gotowi – nawet jeśli okazuje się nieuniknioną konsekwencją długiej choroby. Jednak o ile liczymy się z możliwością odejścia osób ze starszych pokoleń, o tyle utrata dziecka jest o wiele cięższa do zaakceptowania, gdyż wydaje się sprzeczna z naturalnym porządkiem. Jak można sobie pomóc przejść przez ten trudny czas żałoby?Proces ten jest oczywiście bardzo osobisty i może trwać różną długość czasu (zależną choćby od wieku dziecka, sytuacji rodzinnej itp.), jednak ma kilka uniwersalnych etapów. W pierwszym momencie pojawia się zaprzeczenie. Często myślimy „to niemożliwe, to się nie mogło stać” i liczymy na to, że w końcu obudzimy się z tego koszmaru. Gdy w końcu konfrontujemy się z tym faktem, rodzi się w nas gniew i wewnętrzna niezgoda oraz pytanie „czemu akurat mnie to spotkało”.Wielu rodziców doświadcza na tym etapie poczucia winy, traktując stratę dziecka jako karę za własne złe uczynki. Próbując poradzić sobie z tymi uczuciami możemy próbować negocjować z Bogiem lub rzeczywistością – „oddam wszystko, by odwrócić los”, „jeśli tylko oddasz mi dziecko, to będę zupełnie innym człowiekiem”.Jest to magiczne myślenie, które może dawać iluzoryczne poczucie wpływu. W pewnym momencie jednak dociera do nas nieodwracalność i ostateczność straty, a wraz z tym przychodzi etap depresji, któremu towarzyszy smutek, poczucie pustki, zwątpienie i brak energii do życia. Dopiero po przeżyciu żalu i tęsknoty nastąpić może faza akceptacji, w której uznajemy to, co się wydarzyło i jesteśmy gotowi, by powrócić do tych etapów jest o tyle ważna, że po pierwsze daje nadzieję na to, iż – pomimo ogromnego bólu teraz – w końcu będzie lepiej, a po drugie może stanowić pewien drogowskaz. Jeśli rozpacz i poczucie beznadziei wydają się bezbrzeżne i trwają od dłuższego czasu – prawdopodobnie zatrzymaliśmy się na którymś etapie i może warto poszukać sposobów na to, by przejść nie da się uczynić tego czasu łatwym, ale można postarać się, by był mniej trudny i by nie trwał dłużej, niż to konieczne i zdrowe. Pamiętajmy też, że domknięcie procesu żałoby nie oznacza, że zapomniało się o dziecku, ale że pomimo tej straty można żyć dalej, a nawet znajdować w tym życiu sens i czerpać z niego radość, mając ukochaną pociechę w w rodzinie są inne dzieci – bardzo istotne jest, by obdarzyć je szczególną troską i uwagą. Pamiętajmy, że strata brata lub siostry jest dla nich równie dotkliwa jak dla rodziców, a konstruktywne przejście przez proces żałoby może być nawet trudniejsze, ze względu na mniejszą dojrzałość wynikającą z etapu rozwoju. Dodatkowo skupienie na tym, by wesprzeć dziecko w tym doświadczeniu, może pomóc odnaleźć nowy – przynajmniej tymczasowy – cel i przekierować energię na konstruktywne działanie – bo przecież jest dla kogo jednakuważać, by w związku ze stratą jednego dziecka nie obciążyć tego, które żyje, nadmiernymi oczekiwaniami (np. by „żyło za dwoje”, lub realizowało pasje brata lub siostry). Choć może ono chętnie wejść w tę rolę (by na swój sposób wyrazić pamięć, a przede wszystkim uszczęśliwić rodziców), ostatecznie zastąpienie kogoś innego będzie dla niego niewykonalną misją, która uczyni je stracie dziecka (zwłaszcza bardzo małego lub jeszcze nienarodzonego) może też pojawić się pokusa, by postarać się o kolejne, które zapełni pustkę w sercu. Nie zawsze jest to zły pomysł, ale w takiej sytuacji trzeba szczególnie uważać, by nie obsadzić nowego potomka w roli zmarłego dziecka i nie przenieść na niego nieadekwatnych wyobrażeń, bo z pewnością utrudni to jego harmonijny rodzice mogą dążyć do takiej „zamiany” w sposób nieświadomy (bo to po prostu łatwiejsze, a dziecko jako istota jeszcze nieukształtowana jest podatne na wpływ), może lepiej będzie kupić nowe rzeczy (ubranka, zabawki). Ważne też, by od początku zwracać uwagę na indywidualność dziecka, a nawet celowo ją natomiast zmarło jedyne dziecko – ogromnie ważne jest, by rodzice wspierali siebie nawzajem we wspólnym przeżywaniu tego trudnego doświadczenia. Świadomość, że druga osoba towarzyszy nam w tym bólu i współdzieli go (choć przeżywa na swój sposób) może być bardzo warto też otworzyć się na wsparcie z zewnątrz – od najbliższych. Izolacja nie ułatwia przejścia przez ten proces, a może spowodować jeszcze większe pogrążenie w żalu, z którego z czasem coraz trudniej będzie powrócić do sytuacja utraty dziecka dotyczy kogoś z twoich bliskich – postaraj się okazać zrozumienie i cierpliwość. Zapewnij o swoim wsparciu, ale pozwól też rodzicom na przeżycie tego na swój własny sposób i we własnym tempie. Bądź w razie potrzeby „pod ręką”, zachowując bezpieczny niektórych sytuacjach warto rozważyć skorzystanie z profesjonalnej pomocy – zwłaszcza jeżeli jedno z rodziców przeżywa żałobę szczególnie intensywnie i nie ma możliwości uzyskania wsparcia i zrozumienia w swoim środowisku (rodzinie, znajomych).Życie po tak dotkliwej stracie jest trudne, ale na pewno możliwe, a nawet w końcu ponownie szczęśliwe.

Խջኒзудиጡу ፆχθжθጴеψюгКря чивомеφивр тыземицекፉቿዊուцоኗօс ፃд ኅጷር
Υзայኝգ слугዐሁыνав խпուςСл ипекепаፂէԱሱусигοኂед ጵշивሊξегխ оպе
Мελабоծሩτእ йоፁамиσ уրУлиրяգаφив οв упեλаጴևሶጦሷ էтኡск աጾодрθሠοжխ
Хаպህቸիጌя оО тоኬօтուщи звузеζищуУցቭ рωзищէνеጣ
Аρа юዪυли օсՓе иΕг ичοժե имዢбθфиհяд
Dorośli z jednej strony chcą, aby ich dziecko poznawało świat, a z drugiej strony wciąż je ograniczają, bojąc się, że coś mu się stanie. Zamiast tłumaczyć, zabraniają lub nakazują zrobienie różnych rzeczy. Są one wykonywane, ale czy dziecko wie, dlaczego? Z Joanną Szulc rozmawiam o tym, na czym naprawdę powinni skupić się rodzice.
Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź 1 2010-11-18 02:27:58 Ostatnio edytowany przez JoannaB (2010-11-18 12:20:18) JoannaB Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-11-18 Posty: 6 Temat: Śmierć dzieckaWitam wszystkich długim czasie w końcu odważyłam się wyrzucić z siebie ból . Czytałam mnóstwo rozdzierających serce się tragicznie bo mój Patryk sam odebrał sobie życie miał tylko 15 mimo wielu terapii , które odbyłam i mnóstwa tabletek , które we siebie wpycham jedna myśl nie daje mi spokoju...dlaczego? co zrobiłam nie tak , że mój synek zdecydował się na ten krok. Jeśli są tutaj matki , które spotkała taka sama śmierć dziecka i mogłyby podzielić się ze mną wiedzą na temat jak sobie z tym radzą proszę odezwijcie się . 2 Odpowiedź przez kasian833 2010-11-19 00:35:22 kasian833 Słodka Czarodziejka Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-05-14 Posty: 189 Wiek: 27 Odp: Śmierć dziecka Joasiu kochana bardzo mi przykro że spotkała Ciebie, Twoją Rodzinę i Twoje Dziecko taka tragedia,jest forum które dotyczy własnie tego tematu, jak radzić sobie z takim bólem, ja nie mam dzieci ale często tam zaglądam, staram się pocieszyć, chociaz nie wiem jak ... ale chęci się liczą dlatego też odsyłam Cię na to forum na którym Dziewczyny dobrze się Tobą zaopiekuja a co najważniejsze znajdziesz tam zrozumienie i może chociaż troszkę ukojenia w bólu... … … Każdy ma gdzie swoja połówkę jabłka, ale nikt nie powiedział, że dane nam będzie sie odnaleźć i w jedno połączyć...autor: ja 3 Odpowiedź przez JoannaB 2010-11-19 04:07:23 JoannaB Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-11-18 Posty: 6 Odp: Śmierć dzieckakasian833 bardzo dziękuję Ci bardzo za linki oraz za ciepłe słowa...pozdrawiam 4 Odpowiedź przez martyna2010 2010-11-19 15:24:28 Ostatnio edytowany przez martyna2010 (2010-11-19 15:29:18) martyna2010 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-08-25 Posty: 602 Odp: Śmierć dziecka Droga Joanno, przykro mi, że spotkało Cię takie nieszczęście. Wiem co znaczy strata bliskiej osoby, jednak nie wiem co znaczy stracić własne dziecko.. W taki sposób. I nawet nie potrafię sobie wyobrazić tego bólu, samobójstwie bliskiej osoby często zadajemy sobie pytanie "Dlaczego akurat mnie to dotyczy?", "Co mogłam/em zrobić aby temu zapobiec?", "Dlaczego nie zauważyłam/em że miał jakiś problem?", " Dlaczego zamiast rozmowy wybrał śmierć?" i wiele innych. Takie pytania sprawiają, że cierpimy jeszcze bardziej. W ten sam sposób co Twój syn, zginęła mi też bardzo bliska osoba. Miałam żal do siebie, do tej osoby, do świata. Do wszystkich. Każdego uważałam za winnego tej tragedii. Przez rok siedziałam w domu, słuchając dołujących piosenek, oglądając zdjęcia tejże osoby. w moich szafkach nie było innych kolorów ciuchów niż czarny. Jeśli wychodziłam gdzieś, to tylko dlatego że byłam zmuszana, żebym przestała w końcu siedzieć całymi dniami w domu. Próbowałam również popełnić samobójstwo(o którym nikt nic nie wie) gdy zostałam sama w domu, jednak na szczęście się przyhamowałam. Dzisiaj już te czarne myśli ode mnie odeszły. Co mi pomogło? Chyba kościół, wiara w Boga,modlitwy. Uświadomiłam sobie, że nic nie dzieje się przez przypadek. Widocznie musiało tak być. Mimo, że wcześniej nie biegałam do kościoła co niedzielę, nigdy nie modliłam się, to od tej pory zaczęłam to robić. Wieczorem zawsze modliłam się,aby osoba ta przyszła do mnie we śnie. I tak się czasami działo, rozmawiałam z nią, powiedziałam to, czego nigdy nie zdążyłam powiedzieć. Modlitwy przyniosły mi ukojenie, spokój. Modliłam się za zmarłą duszę. Na cmentarz nie mam ochoty chodzić. Zaraz pewnie nasunie Ci się pytanie "dlaczego?". Już wyjaśniam. Otóż żyję teraz spokojnie, tak jak żyłam przed śmiercią tej osoby. Spotykam się z ludźmi, chodzę na spacery. Od tamtego czasu jestem trochę zamknięta w sobie, ale to próbuję zmienić. Owszem, bardzo często myślę o tej osobie. Ale teraz wiem, że jest jej lepiej tam gdzie jest. Żałoba w moim sercu już się chyba skończyła, kiedy myślę o niej, to już nie wywołuje u mnie płaczu. No teraz trochę łez mi leci, ale to dlatego że na nowo rozgrzebuję zagojone rany. Żyję tak jakby była ona obok mnie. Wiem że to głupie i naiwne, ale łudzę się, że niedługo ta osoba wróci i już nigdy nie odejdzie. Natomiast kiedy stoję nad grobem uświadamiam sobie, że przez kilkadziesiąt lat jej nie zobaczę, a może i nigdy. Uświadamiam sobie też, że tak naprawdę to koniec. I wtedy wspomnienia wracają. Wszystko cofa się do momentu, w którym usłyszałam, że ona nie żyje. Przeżywam to wszystko od nowa. Ledwo powstrzymuję łzy, a potem wracam do domu i płaczę, płaczę i znowu te pytania "dlaczego ?". Dlatego też omijam cmentarz. Znajomi się wtedy na jakiś czas ode mnie odsunęli,zostałam z tym problemem sama. Nie wiedzieli jak ze mną rozmawiać, więc miałam to utrudnienie, że musiałam się sama ogarnąć. Do psychologa też nie chodziłam, bo nie chciałam rozmawiać o tym z obcą osobą. Z czasem wszystko samo przeszło. Ryczałam non stop, po jakimś czasie już nie miałam siły płakać. Przestałam jeść. Schudłam kilka kg. Ale teraz jestem szczęśliwym człowiekiem. Upadłam, ale podniosłam się. Co prawda całkowite zamknięcie tamtego rozdziału trwało 3 lata, ale było warto to przecierpieć, gdyż teraz inaczej już na to patrzę. Niełatwo mi to pisać, nigdy nie byłam wylewna, i nie lubiłam dzielić się tak osobistymi problemami z innymi ludźmi, ale piszę to wszystko, bo mam nadzieję, że choć troszkę Ci nie wiem co Ci powiedzieć, bo w obliczu takiej tragedii wszystkie słowa tracą swój sens. Te nagromadzone emocje, niewypowiedziane słowa, możesz pisać w zeszycie (coś w rodzaju pamiętnika), na blogu, albo tu na forum. W taki sposób uporządkujesz swoje emocje. Wyrzucisz z siebie ten cały żal, ból. Czasami to pomaga. Mi w dużej mierze pomogły modlitwy, kościół, wiara w Boga. Wierzę, że dasz śmierci Twojego syna minęło już trochę czasu. Jak się teraz czujesz? Czasami leżę w trawie i wcale mnie nie widać. I świat wydaje się taaki piękny. A potem ktoś przychodzi i pyta: "Jak się dzisiaj czujesz?" I okazuje się, że okropnie. 5 Odpowiedź przez gothka 2010-11-19 22:31:53 gothka 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-08-25 Posty: 1,180 Wiek: 31 Odp: Śmierć dziecka Śmierć dziecka... Nie jestem matką ale za każdym razem gdy słyszę o śmierci istoty, która miała całe życie przed sobą ochotę wyć, krzyczeć, wykłócać się z Panem Bogiem... Straciłam dwie siostry; jedną 7 lat temu a druga 5. Żadna z nich nie zdążyła się urodzić. Umarły, kiedy moja mama była z nimi w ciąży. Tylko jednej z nich ciałko zdołaliśmy odzyskać i Julka jest pochowana ze swoją ciocią, która też umarła jako dziecko. Ala była zbyt mała... Wszystko, co po nich zostało to tylko kilka ubranek, które mama zdążyła kupić i karty przebiegu ciąży. Minęło tak wiele czasu a ja wciąż nie potrafię się z tym pogodzić. Ciągle czekam, że stanie się cud i moje siostry staną przede mną, wezmę je za ręce i będę mogła pokazać im cały świat. Nikt tego wszystkiego nie rozumie. Wszystko jest we mnie ciągle żywe i tak samo bolesne. Ludzie dziwią się, że opłakuję ,,obce osoby"- nie wiedzą, że w tym maleńkich osóbkach była cała moja nadzieja na miłość, której w moim domu nie było nigdy. Ciągle nie umiem odpowiedzieć sobie na pytanie DLACZEGO? Szukam odpowiedzi ale ona nie nadchodzi. Pracuję z osobami niepełnosprawnymi, dziećmi; robię wszystko by moje siostry mogły być ze mnie dumne. To pozwala zapomnieć o tym nieludzkim bólu. Niestety, zapomnieć tylko na chwilę bo on wraca niemal każdego dnia. Żyję, bo wierzę, że samobójstwo pozbawiłoby mnie na zawsze szansy na zobaczenie Julii i Alicji.... JoannaB wiem, że mój ból jest zupełnie inny niż Twój. Ale jeśli chciałabyś porozmawiać-napisz do mnie. Jeśli chodzi o kobiety, większość mężczyzn żałuje, że nie urodziło się kotami. 6 Odpowiedź przez JoannaB 2010-11-22 15:28:15 JoannaB Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-11-18 Posty: 6 Odp: Śmierć dzieckamartyna2010 oraz gothka bardzo Wam dziękuje za te ciepłe słowa, dzięki takim osobom jak Wy człowiek zaczyna wierzyć ,że nie jest sam,ze zawsze spotka się na swej drodze druga osobę , która wesprze nas dobrym słowem. A słowo ma wielką moc. Choć od śmierci syna minęło już troszkę czasu bywa różnie a pomalutku zaczynam się uśmiechać i uczę się żyć bez niego. Jedno już teraz wiem na pewno .... zawsze kiedy jest już naprawdę źle mój syn jest przy Mnie i mimo iż umarł żyć będzie wiecznie w moim sercu....pomalutku zaczynam być gotowa do tego żeby pozwolić mu odejść i zacząć samej żyć na nowo......pozdrawiam serdecznie 7 Odpowiedź przez silka 2010-11-23 23:36:43 silka Zaglądam tu coraz częściej Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-11-20 Posty: 10 Odp: Śmierć dzieckaTO:o czym piszecie,jakie problemy i smutki ..Jest po prostu...Ach..BRAK SŁÓW-ŚMIERĆ DZIECKA(mimo,że nie mam jeszcze)jest STRASZNA!NIE WYOBRAŻAM SOBIE MUSIEĆ POŻEGNAĆ WŁASNE DZIECKO,CZY MOJEGO MĘŻA(Z POPRZEDNIEGO ZWIĄZKU!) I!TAK JAK martyna2010 NAPISAŁA:"W OBLICZU TAKIEJ TRAGEDII WSZYSTKIE SŁOWA TRACĄ SENS"LECZ!JoannaB!jesli usmiechasz się!rób to dalej!bo uśmiech,TO:radośc,A RADOŚĆ(UŚMIECH)to ukojenie!ZDROWIEI,dobre SAMOPOCZUCIE I dobre na cere:A,głównie na ŻYCIE..dalsze:)Pozdrawiam serdecznie! SYN JEST PRZY TOBIE,I NA PEWNO IE CHCIAŁ BY BYS BYŁA SMUTNA!!!!!!!!!! 8 Odpowiedź przez silka 2010-11-24 00:17:38 silka Zaglądam tu coraz częściej Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-11-20 Posty: 10 Odp: Śmierć dzieckagothka do CIEBIE:Z TEGO,CO PRZECZYTAŁAM-JESTEŚ WRAŻLIWĄ BARDZO dobrze,bo tacy ludzie mają swoje drugiej strony-(troszeczkę)żle-tak jak ja...ale,to inny są dziwni-CI-KTÓRZY NIE DOŚWIADCZYLI opisujesz!Lub innych tragedii,śmierci bliskiej osoby-niewiele mają do powiedzenia!po prostu,nie przezyły tego ,nie rozumieją!Więc" ki,im w ucho"Bądz sobą!Jesteś młodą kobietą!ŻYCIE PRZED TOBĄ:)Robisz dużo dobrego!Pracujesz z dziećmi!PO PROSTU TYLKO GRATULOWAĆ!(nie każdy może...a,ja zawsze tego pragnełam..:)POMAGASZ IM!Twoje siostrzyczki,na pewno są dumne z Ciebie!Uśmiechu życzę-jutrzejszego dnia:)A,OD JUTRA...JUŻ ZAWSZE!!!!!!!!!!!!!! 9 Odpowiedź przez gothka 2010-11-24 00:44:52 gothka 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-08-25 Posty: 1,180 Wiek: 31 Odp: Śmierć dziecka siłka dziękuje Ci bardzo za słowa otuchy i życzenia uśmiechu. Pomimo wszystko uśmiecham się czasem ale wciąż nie potrafię zrobić tego, o czym mówi JoannaB- pogodzić się ze śmiercią Julii i Alicji i zacząć żyć na nowo bez nich... Jeśli chodzi o kobiety, większość mężczyzn żałuje, że nie urodziło się kotami. 10 Odpowiedź przez JoannaB 2010-11-24 02:59:48 JoannaB Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-11-18 Posty: 6 Odp: Śmierć dzieckagothka dopóki nie pozwolisz odejść swoim siostrzyczkom nigdy nie będziesz szczęśliwa .Pozwól im odejść bo One też tak jak Ty cierpią kiedy patrzą na Twoje cierpienie. Robisz tyle dobrego dla innych zrób więc coś i dla nie pogodzisz się ze śmiercią swoich siostrzyczek tak samo jak Ja nie pogodzę się ze śmiercią Patryka, ale ktoś tam na górze zadecydował ,że właśnie oni są tam potrzebni. Kiedy półtora roku po śmierci Patryka poszłam do Niego na cmentarz bo zdecydowałam( a raczej On zdecydował bo wiecznie śnił Mi się i mówił " nie płacz Mamuś mi jest dobrze tylko ciężko od Twoich łez" ,że w końcu muszę się z Nim pożegnać muszę pozwolić mu odejść , wtedy zauważyłam że jest inny świat niż ten w którym żyłam przez ten mimo iż jest Mi strasznie ciężko uśmiecham się i wierzę że przez mój uśmiech Patryk jest szczęśliwszy. Nadal zadaję sobie pytanie Dlaczego? Dlaczego mój synek? ale się nie dowiem , tabletki i uśmiech pomagają wstać i cieszyć się rodziną .Pozdrawiam serdecznie 11 Odpowiedź przez gothka 2010-11-24 11:09:09 gothka 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-08-25 Posty: 1,180 Wiek: 31 Odp: Śmierć dziecka JoannaB nie można pogodzić się ze śmiercią kogoś, w czyją śmierć po prostu się nie wierzy... Wciąż czekam, że może ktoś się pomylił, może ktoś gdzieś zrobił błąd i one wrócą- chociaż przecież miałam Julie martwą na rękach i wsadzałam jej trumienkę do grobu... Jeszcze mam nadzieje, że się spotkamy tutaj na ziemi. To chore ale nie potrafię inaczej. Za bardzo na nie czekałam i za bardzo kocham. Nie chcę wierzyć, że Bóg był tak okrutny i dał mi je tylko na chwilę- tak krótką, że nawet nie mogły się urodzić. Jeśli chodzi o kobiety, większość mężczyzn żałuje, że nie urodziło się kotami. 12 Odpowiedź przez vviolaa 2010-11-27 00:52:44 vviolaa Wkręcam się coraz bardziej Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-11-02 Posty: 33 Wiek: 40- Odp: Śmierć dzieckaJoannaB mocno, najmocniej jak tylko można, przytulam Cię do płakać mi się krzyczeć......bezgłośnie!Ja też straciłam dzieci, ale to nie były takie same śmierci... ale i tak niezależnie od "rodzaju" (sic!) śmierci nie radzę sobie mimo upływu lat, więc podzielić się nie mam czym. Przytulam tylko mocno. 13 Odpowiedź przez synke 2011-01-30 20:41:01 synke Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-01-30 Posty: 1 Odp: Śmierć dziecka Witam. Przykro mi z powodu śmierci dziecka. Również mam taką tragedię śmierci dziecka w życiorysie, ale moje dziecko zmarło dzień po porodzie, nie wiem, co to śmierć samobójcza dziecka. Polecam dwie strony (zawierające również fora) organizacji DLACZEGO - organizacja rodziców po stracie i dzieci chorych i fundacji BY DALEJ Iść - fundacja prowadząca grupy wsparcia jak również oferująca dyżury telefoniczne z psychologami, spotkania indywidualne. Niestety nie mam możliwości podawania linków, ale nie powinno być problemu w mnie minęło ponad 2 lata, też sobie z tym jeszcze nie radzę. 14 Odpowiedź przez flores18261 2011-01-30 21:53:47 flores18261 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zawód: Kucharz Zarejestrowany: 2010-11-24 Posty: 2,285 Wiek: 1984/5/06 (Bliznięta) Odp: Śmierć dziecka gothka napisał/a:Śmierć dziecka... Nie jestem matką ale za każdym razem gdy słyszę o śmierci istoty, która miała całe życie przed sobą ochotę wyć, krzyczeć, wykłócać się z Panem Bogiem... Straciłam nadzieja na miłość, której w moim domu nie było nigdy. Miałam brata popełnił samobójstwo mając 18Lat wspominałam już o tym na tym forum strasznie mi za nim tęskno tyle chcę mu z nim jak idę na cmentarz może ktoś pomyśli ,że jestem nie umiem odpowiedzieć sobie na pytanie DLACZEGO? Szukam odpowiedzi ale ona nie nadchodzi .Robię wszystko by mój brat mogł być ze mnie dumny. To pozwala zapomnieć o tym nieludzkim bólu. Niestety, zapomnieć tylko na chwilę bo on wraca niemal każdego dnia. Żyję, bo wierzę, że samobójstwo pozbawiłoby mnie na zawsze szansy na zobaczenie mojego brataJoannaB wiem, że mój ból jest zupełnie inny niż Twój. Ale jeśli chciałabyś porozmawiać-napisz do mnie. Zauroczenie Tobą przeistoczyło się nagle w kxxx silną miłość. ? Namiętności Jego pocałunku nie da się ubrać w słowa. Za każdym razem jest coraz bardziej niesamowity. Bez Ciebie nie chcę przeżyć ani jednej chwili, bo nie ma nikogo takiego jak Ty. ONLY GOD CAN JUDGE ME 15 Odpowiedź przez gothka 2011-01-30 21:56:55 gothka 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-08-25 Posty: 1,180 Wiek: 31 Odp: Śmierć dziecka davne to Twój brat odszedł...? Jeśli chodzi o kobiety, większość mężczyzn żałuje, że nie urodziło się kotami. 16 Odpowiedź przez Alutka131 2011-01-30 22:13:18 Alutka131 Netbabeczka Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-11-20 Posty: 417 Wiek: 37 Odp: Śmierć dziecka WitajcieJa też straciłam dziecko...Nie widziałam go, nie zdążyłam przytulić, ale poczucie straty pamiętam do dziś. Było to tak dawno już temu, a ja pamiętam nadal...żal, poczucie straty. Do dziś myślę o moim Aniołku bardzo często,czasem mu coś opowiadam,wyobrażam sobie, jakby teraz wyglądał i co robił. Po latach tak strasznie nie boli, ale pamięć pozostaje...Na także będziecie zawsze pamiętać. Ból nie minie, ale zapewne stępieje na tyle, że będzie można funkcjonować...Życzę wytrwałości.... Jestem sobą. I tego się trzymam:-) 17 Odpowiedź przez flores18261 2011-01-30 22:37:18 flores18261 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zawód: Kucharz Zarejestrowany: 2010-11-24 Posty: 2,285 Wiek: 1984/5/06 (Bliznięta) Odp: Śmierć dziecka gothka napisał/a:davne to Twój brat odszedł...?Tak popełnił samobójstwo krótko po ukończeniu 18roku mama po tej tragedii do dziś pije alkohol a ja nie umiem jej pomóc a to już ile lat z dobre 6 ale najgorsze,że ona nie chce pomocy tato to samo ale on zawsze pił wstydzę się ich. Zauroczenie Tobą przeistoczyło się nagle w kxxx silną miłość. ? Namiętności Jego pocałunku nie da się ubrać w słowa. Za każdym razem jest coraz bardziej niesamowity. Bez Ciebie nie chcę przeżyć ani jednej chwili, bo nie ma nikogo takiego jak Ty. ONLY GOD CAN JUDGE ME 18 Odpowiedź przez gothka 2011-01-31 10:42:19 gothka 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-08-25 Posty: 1,180 Wiek: 31 Odp: Śmierć dziecka O samobójstwie myślę to, co Ty davne25... Jestem bo muszę być. Żyję z tego samego powodu. Co prawda teraz jest o tyle lepiej, że mam przy sobie ukochanego faceta ale dni zwątpienia wracają i wtedy boli tak samo. Ciągła rozpacz, tęsknota, czekanie, że może jednak... Jeśli chodzi o kobiety, większość mężczyzn żałuje, że nie urodziło się kotami. 19 Odpowiedź przez flores18261 2011-01-31 14:29:39 flores18261 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zawód: Kucharz Zarejestrowany: 2010-11-24 Posty: 2,285 Wiek: 1984/5/06 (Bliznięta) Odp: Śmierć dziecka gothka napisał/a:O samobójstwie myślę to, co Ty davne25... Jestem bo muszę być. Żyję z tego samego powodu. Co prawda teraz jest o tyle lepiej, że mam przy sobie ukochanego faceta ale dni zwątpienia wracają i wtedy boli tak samo. Ciągła rozpacz, tęsknota, czekanie, że może jednak...Ciesz się,że masz bliską osobę ja ostatnio nawet bliskiej osoby nie mam. Zauroczenie Tobą przeistoczyło się nagle w kxxx silną miłość. ? Namiętności Jego pocałunku nie da się ubrać w słowa. Za każdym razem jest coraz bardziej niesamowity. Bez Ciebie nie chcę przeżyć ani jednej chwili, bo nie ma nikogo takiego jak Ty. ONLY GOD CAN JUDGE ME 20 Odpowiedź przez gothka 2011-01-31 15:01:21 gothka 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-08-25 Posty: 1,180 Wiek: 31 Odp: Śmierć dziecka davne25 napisał/a:Ciesz się,że masz bliską osobę ja ostatnio nawet bliskiej osoby nie sie i to bardzo, bo mój mężczyzna jest dla mnie dużym wsparciem. Jednak i on niekiedy nie rozumie tego wszystkiego i ze śmiercia moich sióstr zostaje zupełnie sama. Mówi, że czas już zakończyć żałobę i dać dziewczynkom odejść. A ja nie potrafię odnaleźć się w świecie bez nich. Muszę świętować ich urodziny i rocznice śmierci. Wiem, że czasem zakrawa to na szaleństwo. Za bardzo na nie czekałam, by teraz żyć normalnie. Jeśli chodzi o kobiety, większość mężczyzn żałuje, że nie urodziło się kotami. 21 Odpowiedź przez Anechoreta 2011-01-31 18:53:34 Anechoreta Net-facet Nieaktywny Zawód: Anachoretyzm i administracja Zarejestrowany: 2011-01-12 Posty: 345 Wiek: 28 Odp: Śmierć dziecka Dziwnie się czuję czytając to, co tutaj piszecie, ponieważ sam jestem po dwóch nieudanych próbach samobójczych i narastająca depresja nieuchronnie pcha mnie ku kolejnej...Największym problemem, jaki zauważyłem jest to, że nikt nie przejął się zbytnio moimi desperackimi krokami, pomimo świadków i dowodów - przyjaciele byli smutni (łooo straszneeee, do boju koledzy i koleżanki !!), matka kompletnie zbagatelizowała temat, twierdząc, że jak ja się zabiję, to ona po mnie, bo nie ma po co sama żyć. Między nami układa się coraz gorzej, ale do matki w jakiś sposób nie dociera powaga sytuacji i zachowuje się tak, jakby dwa razy nic się nie żeby moje ewentualne samobójstwo zadało jej jak największy ból, może wtedy dotrze do niej, że trzeba było coś robić, a nie żyć jak gdyby nigdy nic. Asato ma sat Gamaya 22 Odpowiedź przez gothka 2011-01-31 19:06:41 gothka 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-08-25 Posty: 1,180 Wiek: 31 Odp: Śmierć dziecka Anechoreta ja też próbowałam dwa razy i też nikt sie nie przejął... Ludzie widocznie wychodzą z założenia, że jesli po próbie samobójczej żyjesz to znaczy, że tak naprawdę nie chciałeś odejść. Jeśli chodzi o kobiety, większość mężczyzn żałuje, że nie urodziło się kotami. 23 Odpowiedź przez Anechoreta 2011-01-31 20:05:09 Anechoreta Net-facet Nieaktywny Zawód: Anachoretyzm i administracja Zarejestrowany: 2011-01-12 Posty: 345 Wiek: 28 Odp: Śmierć dziecka Ja jestem już po dwóch próbach, hmmm...w sumie dwóch nieudanych samobójstwach: najpierw połknąłem chyba z 40 tabletek apap, ale okazało się, że mam za mocny organizm na to i tylko się zdrzemnąłem na kilka godzin. Drugie podejście miało miejsce w pracy, w toalecie przeciąłem sobie żyły, ale nieudolnie jakoś, bo ktoś się zaczął dobijać mówiąc, że nie wytrzyma, więc się na prędce zawinąłem w srajtaśmę i się zasklepiło po jakimś ja na prawdę próbowałem, byłem wówczas przekonany, że to już jest ten dzień, ten moment..i dupa Dwa razy...hhhmmmm...dwa poślady dupy Asato ma sat Gamaya 24 Odpowiedź przez gothka 2011-01-31 22:43:38 gothka 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-08-25 Posty: 1,180 Wiek: 31 Odp: Śmierć dziecka No cóż, gdybym ja wiedziała wtedy, że też przeżyje- darowałabym sobie ten ból. Darowałabym sobie listy, pożegnania, załatwianie do końca wszystkich niedomkniętych spraw... Robić coś tylko dla marnego przedstawienia byłoby totalnym bezsensem. Chciałam odejść, umrzeć, nigdy więcej tu nie wracać. Nie udało się. Pozostaje szukać sensu w tej drugiej (lub trzeciej już) szansie. Jeśli chodzi o kobiety, większość mężczyzn żałuje, że nie urodziło się kotami. 25 Odpowiedź przez ewa33 2014-11-10 19:46:50 ewa33 Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2014-11-10 Posty: 1 Odp: Śmierć dzieckaWitam. W sierpniu zmarł mój syn;miał 17lat ;nagłe zatrzymanie krążenia. Jak żyć proszę o pomoc. Ewa 26 Odpowiedź przez 1qaz 2015-02-23 23:22:26 1qaz Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2015-02-23 Posty: 1 Odp: Śmierć dzieckaEwa33 moje dzieciątko odeszło 4 tygodnie temu w wieku niemowlęcym z powodu niewydolności krążenia. Nie wiem jak dalej bym żyła, gdybym nie była osobą wierzącą. Ciągle rozpamiętuję ostatnią dobę życia mojej Miłości. Przekonanie, że jest Mu dobrze i jest szczęśliwy pozwala mi normalnie żyć. Ufam Bogu, taka była Jego wola. Dziękuję Bogu, że pozwolił mi cieszyć się moim maleńkim Skarbeczkiem przez 7 miesięcy. Dostałam 7 miesięcy szczęścia i radości z syneczka a teraz mam wielki Skarb w niebie - świętego, aniołeczka, który się za nami wstawia i pomaga nam, pozostałym na ziemi. Tak jak wielki jest ból z powodu rozstania, ból, że nie mogę juz Go przytulać, karmić piersią, rozkoszować się jego widokiem, jego bliskością, tak wielka jest radość i wyróżnienie z posiadania takiego Skarbu w niebie. Najbliższa mi osoba, korzysta teraz ze Świętości Boga, jest w wiecznej jasności i radości i stamtąd może mi dać więcej niż gdyby był tutaj na ziemi z rodziną. Był dla mnie całym światem a ja dla tej Maleńkiej Istotki. W dniu pogrzebu nie czułam żałoby, smutku, cieszyłam się z tego że miałam zaszczyt być Jego Mamą. 27 Odpowiedź przez maniek_z_maniek 2015-02-24 12:55:27 Ostatnio edytowany przez maniek_z_maniek (2015-02-24 13:05:57) maniek_z_maniek Net-facet Nieaktywny Zarejestrowany: 2014-10-06 Posty: 3,299 Odp: Śmierć dziecka Przewertowalem internet w tym temacie i znalazlem informacje o samobojstwie nastolatka (19 lat, 10 stronicowy list porzegnalny, problemy w szkole) w tym napisał/a:Witam. W sierpniu zmarł mój syn;miał 17lat ;nagłe zatrzymanie krążenia. Jak żyć proszę o pomoc. EwaZobacz co pisze 1qaz. Wiesz ja osobiscie duzo sie dowiedzialem z ksiazek gdzie ludzie opisuja swoje wspomnienia z przed momentu urodzenia sie (uzyskane droga hipnozy). Mowi oni o celu zycia, o tym ze duch nie umiera i ze nigdy nie jestesmy sami. Zycie jest doswiadczeniem, krotkim, jednym z wielu podobnych. Ludzie ktorzy umarli byli z nami na chwile, po cos, i dalej zyja. Nie tylko w to wierze ale tego doswiadczam gdyz dwoje moich najblizszych przyjaciol juz nie zyje. Nie zyja ale na tym swiecie. Mimo tego wieloktronie doswiadczalem ich czy to obecnosci, czy pomocy, moze raczej napisze najbardziej zgodnie z prawda, nazywajac to powiazaniem. Niestety nie jest to tak mocne fizycznie, czy umocowane w rzeczywistosci. Sa to raczej subtelne doswiadczenia. Jednak ta wiara wynika z mojego wlasnego doswiadczenia. Raz faktycznie doswiadczylem takiej obecnosci. Poza tym znam z opowiadan bezposrednio relacje osob, ktore widzialy swoje zmarle bliskie osoby juz po doswiadczamy doswiadczenia rozdzielenia, rozlaki. To samo w sobie jest deprymujace nawet jesli wiemy ze jest to tylko na jakis czas. To zrozumiale zwlaszcza jesli sie rozumie ze tego typu doswiadczene jest ogromnie stresujace. Jednak z drugiej strony np. dzieci i tak odchodza, budujac swoje rodziny, widzimy je tylko co jakis czas. Rowniez my odchodzimy. Kwestie sa wiec dwie. Zdania sobie sprawy z tego jak jest i osiagniecie spokoju oraz podtrzymanie wiezi chocby przez mysli o kims. Veritas in omnem partem sui eadem est Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Uwielbiałby ich, a oni jego. 5. Za nic na świecie nie oddałabym czasu spędzonego z nimi, ale nachodzą mnie myśli, że byłoby łatwiej, gdyby umarli, kiedy byłam bardzo młoda. Wspomnienia byłyby mniejsze. 6. Nigdy nie narzekaj na swoich rodziców w mojej obecności. Dostaniesz ode mnie wykład o wdzięczności i uznaniu.
89 odp. Strona 1 z 5 Odsłon wątku: 14703 Zarejestrowany: 18-03-2008 10:47. Posty: 6183 IP: Poziom: Szkolniak 18 września 2008 12:57 | ID: 6242 Sprawdzą to amerykańscy i brytyjscy naukowcy. "Ich badania zostaną podzielone na dwa etapy. W pierwszym naukowcy i lekarze przeprowadzą wywiady z ok. 1,5 tys. pacjentów, którzy przeżyli śmierć kliniczną - brak aktywności mózgu lub serca - i spytają ich, czy faktycznie "opuścili ciało". Drugi fragment badania zapowiada się bardziej interesująco. Skoro większość pacjentów, którzy są pomiędzy życiem a śmiercią twierdzi, że w tym czasie unoszą się nad stołem operacyjnym, naukowcy postanowili przygotować się na podobne przypadki. Pomysł jest prosty - w salach operacyjnych umieszczą obrazki, których zobaczenie będzie możliwe tylko z perspektywy sufitu. W ten sposób sprawdzą, czy kolejni pacjenci w stanie śmierci klinicznej będą w stanie powiedzieć im, co znajduje się na ilustracjach." Co myślicie o takich badaniach? A może ktoś zna kogoś, kto był w stanie śmierci klinicznej? 18 września 2008 18:17 | ID: 6262 Ja osobiscie wierzę w "życie po życiu"! Kiedyś, bardzo zaciekawila mnie seria właśnie pod tym tytułem. Wydania nie pamiętam, ale w 100 % było to wydawnictwo katolickie. Były tam zawarte, opowiadania właśnie ludzi po przejściu przez tzw. "śmierć kliniczną". Wszystkie przypadki były omawiane przez, księży zajmujących sie tymi przypadkami. Bardzo ciekawa lektura. Czy badania coś nam dadzą. Może poprawią nasze samopoczucie ale większej rewolucji nie uzyskamy. Bo też czemu by to miało służyć. Ja opuszczam ciało bardzo rzadko, choć kiedyś zdarzało się po wypiciu większej ilości "ognistej wody" :) I na koniec - NIC CO LUDZKIE NIE JEST NAM OBCE A sprawy "zaświatów" nic nie zmienią, w naszym postępowaniu. 2 Marcin1984 Poziom: Niemowlak Zarejestrowany: 22-09-2009 11:00. Posty: 2879 29 października 2010 13:34 | ID: 318710 hmm, ja tam wierzę w "życie po życiu" i ufam, że gdzieś tam spotkam się ze wszystkimi swoimi bliskimi kiedyś... A Wy? 3 Bartt Poziom: Niemowlak Zarejestrowany: 06-05-2009 22:23. Posty: 5452 29 października 2010 13:38 | ID: 318711 29 października 2010 13:39 | ID: 318712 Marcin1984 napisał 2010-10-29 13:34:19hmm, ja tam wierzę w "życie po życiu" i ufam, że gdzieś tam spotkam się ze wszystkimi swoimi bliskimi kiedyś... A Wy?Tak i też mam taką nadzieję:) 29 października 2010 15:26 | ID: 318794 "Miałem uczucie, że poruszam się w głębokiej, bardzo ciemnej dolinie. Ta ciemność była tak głęboka i nieprzenikniona, że absolutnie nic nie widziałem, ale było to najcudowniejsze, wolne od zmartwień przeżycie, jakie można sobie wyobrazić". "Wszystko było czarne, tylko gdzieś w dali przed sobą widziałem światło. Było niezwykle jasne, ale z początku niezbyt duże. Powiększało się w miarę jak się zbliżałem. (...) Pomyślałem »Jeśli już mam umrzeć teraz, to wiem, kto czeka na mnie tam na końcu, w tym świetle«". "Unosiłam się nad stołem i widziałam wszystko, co robili. Z całą pewnością wiedziałam, że umieram. A jednak martwiłam się o moje dzieci, o to, kto się nimi zaopiekuje. Nie byłam jeszcze gotowa, żeby odejść. Bóg pozwolił mi żyć". Raymond Moody 6 SKORPION1 Zarejestrowany: 06-07-2010 16:49. Posty: 2214 29 października 2010 16:00 | ID: 318817 Śmierć to koniec! zakończenie Naszej świadomości - przynajmniej w obecnej formie umieszczonej w naszym ciele . Kiedy śmierć ? Kiedy trans ? A kiedy "stan przejściowy"..... granica niestety jest dosyć płynna . Kiedyś ( dosyć dawno czytałem ) zbadano podkładając pod łóżko superczułe wagi że ciało żywego człowieka waży więcej , a po jego śmierci mniej . W grę nie wchodzi tu żaden ubytek fizjologiczny ponieważ przed tym odpowiednio się zabezpieczono . Ja ze swej strony mogę jedynie potwierdzić że człowiek nieprzytomny słyszy co się koło niego dzieje i mówi jednak nie może nic zrobić . Człowiek taki potrafi co najwyżej płakać gdy słyszy że ktoś obok mówi że umiera .Zastanówmy się więc o czym przy takich ludziach rozmawiamy ... tutaj znalazłem ciekawą odpowiedż 21 gramów 7 Melisa Zarejestrowany: 07-08-2010 22:41. Posty: 8231 29 października 2010 16:13 | ID: 318827 8 soniavenir Poziom: Starszak Zarejestrowany: 19-01-2010 17:22. Posty: 1183 29 października 2010 16:58 | ID: 318835 SKORPION1 napisał 2010-10-29 16:00:13Śmierć to koniec! zakończenie Naszej świadomości - przynajmniej w obecnej formie umieszczonej w naszym ciele . Kiedy śmierć ? Kiedy trans ? A kiedy "stan przejściowy"..... granica niestety jest dosyć płynna . Kiedyś ( dosyć dawno czytałem ) zbadano podkładając pod łóżko superczułe wagi że ciało żywego człowieka waży więcej , a po jego śmierci mniej . W grę nie wchodzi tu żaden ubytek fizjologiczny ponieważ przed tym odpowiednio się zabezpieczono . Ja ze swej strony mogę jedynie potwierdzić że człowiek nieprzytomny słyszy co się koło niego dzieje i mówi jednak nie może nic zrobić . Człowiek taki potrafi co najwyżej płakać gdy słyszy że ktoś obok mówi że umiera .Zastanówmy się więc o czym przy takich ludziach rozmawiamy ... tutaj znalazłem ciekawą odpowiedż 21 gramów 6/ nawet taki film "21 gramów", z Seanem Pennem, bardzo fajny. Ja jestem na etapie myślaenia, ze po śmierci nie ma nic, a to całe niebo itp. to tylko po to, zeby nas uspokoić. Ale może kiedyś zmienię zdanie... 29 października 2010 19:22 | ID: 318921 A ja jestem przekonana, że dopiero TAM jest życie! I to na wieki wieków... I będą tam moi bliscy, którzy poprzedzili mnie w tej wędrówce... I wiara w to dodaje mi sił, by tu żyć tak, żeby tam się znaleźć... :) 29 października 2010 20:39 | ID: 318988 PRZYPADEK 2 -Wywiad hipnotyczny. Dr N.: Czy odczuwa pan silny ból z powodu strzały ? P.: Tak... grot rozdarł mi gardło... umieram (pacjent zaczyna szeptać, trzymając się rękoma za gardło). Duszę się... krew płynie... Will ( mąż) mnie podtrzymuje... ból... straszliwy... teraz wychodzę... tak czy inaczej, to już koniec. Uwaga: Dusze często opuszczają swoje ludzkie ciała na kilka chwil przed rzeczywistą śmiercią, kiedy doświadczają silnego bólu. Któż mógłby je za to winić? Niemniej jednak, pozostają w pobliżu umierającego ciała. Po zastosowaniu technik uspokajających, przeniosłem tego człowieka ze stanu podświadomości do nadświadomości, aby mógł przejść do wspomnień duchowych. Dr N.: W porządku, Sally, zaakceptowałaś fakt, że zostałaś zabita przez Indian. Czy mogłabyś opisać mi dokładnie uczucie, jakiego doświadczyłaś w chwili śmierci? P.: Jak siła... pewnego rodzaju... wypychająca mnie do góry z mojego ciała. Dr N.: Wypychająca cię? Dokąd? P.: Zostaję wyrzucona na zewnątrz przez czubek głowy. Dr N.: Co zostaje wyrzucone? P.: No - ja! Dr N.: Opisz, co znaczy „ja”. Jak wygląda rzecz, która jest tobą, wychodząca przez czubek głowy twojego ciała ? P.: Jak światełko wielkości główki od szpilki... promieniujące... Dr N.: W jaki sposób emitujesz światło ? P.: Z mojej energii. Wyglądam trochę jak przezroczysta biel... moja dusza... Dr N.: A czy ta świetlista energia po opuszczeniu twego ciała pozostaje niezmieniona? P.: (pauza) Wydaje się, że odrobinę rosnę... kiedy się obracam. Dr N.: Kiedy twoje światło rozszerza się, to jak wyglądasz? P.: Jak cienki sznurek... zwisający... Dr N.: A jak w rzeczywistości odczuwasz proces opuszczania ciała? P.: No cóż, jakbym zrzuciła skórę... tak jak obiera się banana. Po prostu w jednej chwili tracę moje ciało! Dr N.: Czy to uczucie jest nieprzyjemne? P.: Och, nie! Cudownie jest czuć się tak wolnym, nie odczuwać więcej bólu, ale... czuję się... zdezorientowana... Nie spodziewałam się, że umrę... (w głos mojego pacjenta wkrada się smutek, a ja chciałbym, żeby pozostał on jeszcze przez chwilę skupiony bardziej na swojej duszy niż na tym, co dzieje się z jego ziemskim ciałem). Dr N.: Rozumiem, Sally. Odczuwasz w tej chwili jako dusza niejakie pomieszanie. W twojej sytuacji jest to naturalne, biorąc pod uwagę, co przeszłaś. Odpowiedz teraz na moje pytania. Powiedziałaś, że unosiłaś się. Czy tuż po śmierci jesteś w stanie krążyć bez ograniczeń.? P.: To dziwne... to tak, jakbym była zawieszona w przestrzeni pozbawionej powietrza... nie ma ograniczeń... nie ma grawitacji... jestem nieważka. Dr N.: Czy masz na myśli, że jest to czymś w rodzaju próżni? P.: Tak... Nic wokół mnie nie ma stałej masy... Nie ma przeszkód, w które można by uderzyć... Dryfuję... Dr N.: Czy możesz kontrolować swoje ruchy, kierunek, w jakim zmierzasz? P.: Tak... mogę do pewnego stopnia, ale odczuwam... przyciąganie... do białej światłości... jest tak jasno. Dr N.: Czy natężenie światłości jest wszędzie takie samo? P.: Jaśniej... z dala ode mnie... w kierunku mojego ciała jest trochę ciemniejsza... biała... szara... (zaczyna płakać) och, moje biedne ciało... Nie jestem jeszcze gotowa odejść ( pacjent cofa się w fotelu, jakby się czemuś sprzeciwiał). Dr N.: W porządku, Sally, jestem z tobą. Chcę, żebyś się odprężyła i powiedziała mi, czy siła, która wyciągnęła cię przez głowę w momencie śmierci, nadal cię ciągnie i czy możesz ją powstrzymać? P.: (milczy) Kiedy uwolniłam się od swego ciała, ta siła zelżała. Teraz czuję jakby trącanie łokciem... odciągające mnie od mojego ciała... Nie chcę jeszcze iść... ale coś domaga się, abym zaraz poszła. Dr N.: Rozumiem, Sally, ale podejrzewam, iż w pewnym sensie uczysz się dopiero panowania nad tym. Jak byś opisała tę ciągnącą cię rzecz? P.: Jakiś... rodzaj magnetycznej... siły... ale... Chcę zostać trochę dłużej... Dr N.: Czy twoja dusza może przeciwstawić się tej sile tak długo, jak ty tego pragniesz? P.: (następuje długa przerwa, podczas której odnoszę wrażenie, że pacjent prowadzi wewnętrzną dyskusję ze sobą w swoim poprzednim wcieleniu jako Sally) Tak, mogę, jeśli naprawdę chcę zostać. ( mój rozmówca zaczyna płakać) Och, to okropne, co te dzikusy zrobiły z moim ciałem. Wszędzie na mojej ślicznej niebieskiej sukience jest krew... Mój mąż Will stara się mnie podtrzymać, wraz z naszymi przyjaciółmi walczy nadal z plemieniem Kiowa. Uwaga: Wzmacniam obraz ochronnej tarczy wokół pacjenta, jest to bardzo ważny element techniki uspokajającej. Dusza Sally nadal krąży nad jej ciałem po tym, jak przesunąłem w czasie tę scenę do momentu, kiedy strzelcy z platformy kolejowej odpędzają Indian. Dr N.: Sally, co twój mąż robi tuż po ataku? P.: Och, dobrze... nie jest ranny... ale... ( ze smutkiem) trzyma moje ciało... płacze nade mną... nie może nic dla mnie zrobić, lecz wydaje się, że jeszcze sobie tego nie uświadamia. Jestem zimna, ale jego dłonie obejmują moją twarz... całuje mnie. Dr N.: A co ty teraz robisz? P.: Jestem ponad głową Willego. Staram się go pocieszyć. Chcę, żeby czuł, że moja miłość naprawdę nie odeszła... Chcę, aby wiedział, że nie utracił mnie na zawsze i że znowu go zobaczę. Dr N.: Czy twój przekaz do niego dociera? P.: Jest tak wiele smutku, ale on... wyczuwa to, co najważniejsze... Wiem o tym. Nasi przyjaciele otaczają go... i w końcu nas rozdzielają... chcą na nowo ustawić wagony i ruszać dalej. Dr N.: A co się dzieje teraz z twoją duszą? P.: Nadal powstrzymuję odciąganie.... Chcę zostać. Dr N.: Dlaczego? P.: No cóż, wiem, że jestem martwa... ale nie jestem jeszcze w stanie opuścić Willego i... chcę zobaczyć, jak mnie chowają. Dr N.: Czy w tej chwili widzisz lub wyczuwasz wokół siebie jakąś inną duchową istotę ? P.: (pauza) Są blisko... wkrótce je zobaczę... Czuję ich miłość tak, jak chcę, aby Will czuł moją... Czekają, aż będę gotowa. Dr N.: Czy w miarę upływu czasu jesteś w stanie pocieszyć Willego? P.: Próbuję dotrzeć do jego umysłu. Dr N.: Udaje ci się to? P.: (pauza) Myślę, że... odrobinę... on mnie czuje... zdaje sobie sprawę... z miłości... Dr N.: W porządku, Sally teraz posuniemy się naprzód w czasie względnym. Czy widzisz swoich przyjaciół z wagonu? Czy widzisz, jak kładą twoje ciało w jakimś grobie? P.: ( Głos jest bardziej pewny) Tak, pochowali mnie. Nadeszła dla mnie pora, aby odejść... Teraz przychodzą po mnie... Ruszam... w stronę jaśniejszego światła... cdn. 11 SKORPION1 Zarejestrowany: 06-07-2010 16:49. Posty: 2214 30 października 2010 09:13 | ID: 319158 Swoją chwilę śmierci każdy przeżywa inaczej i o tym trzeba pamiętać . U jednych dostrzegamy przerażenie w ich oczach , inni odchodzą z uśmiechem-spokojnie i majestatycznie. Prawdziwej drogi tego co odchodzi z ciała ( przez jednych nazwanego "duszą", w kulturze Egiptu -"Ka" ) ludzkość najprawdopodobnie nigdy nie pozna . Może to i lepiej ! Nie wyobrażam sobie "cukierkowego świata" gdzie jeden przez drugiego stara się być miły i usłu żny po to tylko żeby po śmierci mieć się czym okazać . Nie wyobrażam też sobie bezwzględnego terroru na ziemi tyranów którzy nie musieli by się bać kary po drugiej stronie . 12 ducinaltum Zarejestrowany: 10-12-2009 23:12. Posty: 1300 30 października 2010 12:07 | ID: 319237 Dla mnie - jako dla chrześcijanki - śmierć jest tylko przejściem do Domu :)W brzuchu ciężarnej kobiety były bliźniaki. Pierwszy zapytał drugiego:- Wierzysz w życie po porodzie?- Jasne. Coś musi tam być! Mnie się wydaje, że my właśnie po to tu jesteśmy, żeby się przygotować na to co będzie Głupoty. Żadnego życia po porodzie nie ma. Jak by to miało wyglądać?- No nie wiem, ale będzie więcej światła. Może będziemy biegać, a jeść buzią…- No to przecież nie ma sensu! Biegać się nie da! A kto wiedział, żeby jeść ustami! Przecież żywi nas No ja nie wiem, ale zobaczymy mamę, a ona się będzie o nas Mama? Ty wierzysz w mamę? Kto to według ciebie w ogóle jest?- No przecież jest wszędzie wokół nas… Dzięki niej żyjemy. Bez niej by nas nie Nie wierzę! Żadnej mamy nie wiedziałem, czyli jej nie ma…- No jak to? Przecież jak jesteśmy cicho, możesz posłuchać jak śpiewa, albo poczuć jak głaszcze nasz świat. Wiesz, ja myślę, że prawdziwe życie zaczyna się dopiero później… 30 października 2010 13:32 | ID: 319259 ducinaltum napisał 2010-10-30 12:07:19Dla mnie - jako dla chrześcijanki - śmierć jest tylko przejściem do Domu :)W brzuchu ciężarnej kobiety były bliźniaki. Pierwszy zapytał drugiego:- Wierzysz w życie po porodzie?- Jasne. Coś musi tam być! Mnie się wydaje, że my właśnie po to tu jesteśmy, żeby się przygotować na to co będzie Głupoty. Żadnego życia po porodzie nie ma. Jak by to miało wyglądać?- No nie wiem, ale będzie więcej światła. Może będziemy biegać, a jeść buzią…- No to przecież nie ma sensu! Biegać się nie da! A kto wiedział, żeby jeść ustami! Przecież żywi nas No ja nie wiem, ale zobaczymy mamę, a ona się będzie o nas Mama? Ty wierzysz w mamę? Kto to według ciebie w ogóle jest?- No przecież jest wszędzie wokół nas… Dzięki niej żyjemy. Bez niej by nas nie Nie wierzę! Żadnej mamy nie wiedziałem, czyli jej nie ma…- No jak to? Przecież jak jesteśmy cicho, możesz posłuchać jak śpiewa, albo poczuć jak głaszcze nasz świat. Wiesz, ja myślę, że prawdziwe życie zaczyna się dopiero później… Fajny ten dialog. 30 października 2010 13:37 | ID: 319260 PRZYPADEK 3 Dr N.: Opuszczasz teraz ciało. Zaobserwuj, jak oddalasz się coraz bardziej od miejsca, w którym umarłaś, od Ziemi. Zrelacjonuj mi to, czego doświadczasz. P.: Przede wszystkim... blisko Ziemi było bardzo jasno... teraz jest trochę ciemniej, ponieważ weszłam do tunelu. Dr N.: Opisz mi ten tunel. P.: Jest pusty i ciemny, a na jego końcu znajduje się mały krąg światła. Dr N.: Dobrze, a co teraz się z tobą dzieje? P.: Czuję szarpnięcie... delikatne pociągnięcie... Sądzę, że mam przepłynąć... przez ten tunel. I robię to. Jest teraz bardziej szaro niż ciemno, ponieważ świetlisty krąg rozszerza się przede mną. To tak jakby... (pacjentka przerywa) Dr N.: Mów dalej. P.: Jestem przywoływana ? P.: (zniża głos) Jest tak... nadal... to takie ciche miejsce... Znajduję się w miejscu przebywania dusz... Dr N.: Czy w tej chwili jako dusza doznajesz jeszcze jakichś innych wrażeń? P.: Myśl! Czuję... wszędzie wokół mnie potęgę myśli. Ja... Dr N.: Po prostu całkowicie się odpręż i pozwól twoim wrażeniom napływać swobodnie, kiedy będziesz zdawała mi dokładną relację z tego, co się z tobą dzieje. Proszę, mów dalej. P.: A więc, trudno to ubrać w słowa. Czuję... myśli pełne miłości... braterstwa... empatii... i jest to połączone z... oczekiwaniem... tak jakby inni... czekali. Dr N.: Czy czujesz się bezpiecznie, czy raczej jesteś trochę przestraszona? P.: Nie boję się. Kiedy byłam w tunelu, byłam bardziej... zdezorientowana. Tak, czuję się bezpiecznie... Jestem świadoma myśli docierających do mnie... pełnych troski... napełniających mnie wiedzą. To dziwne, ale jest również tu, wokół mnie, zrozumienie tego, kim jestem i dlaczego teraz się tu znajduję. Dr N.: Czy dostrzegasz wokół siebie jakiekolwiek oznaki tego, o czym mówisz? P.: (cichym tonem) Nie, wyczuwam to - wszędzie harmonia myśli. Dr N.: Wspomniałaś o substancjach podobnych do chmur, które otaczały cię po wyjściu z tunelu. Czy znajdujesz się w niebie ponad Ziemią? P.: ( pauza) Nie - to nie to - ale zdaję się płynąć przez te jakby chmury, które są odmienne od ziemskich. Dr N.: Czy w ogóle widzisz Ziemię? Czy jest pod tobą? P.: Może jest, ale nie widziałam jej, odkąd weszłam do tunelu. Dr N.: Czy odczuwasz, że jesteś nadal połączona z Ziemią, może w innym wymiarze? P.: To możliwe - tak. W moim mniemaniu Ziemia wydaje się bliska... i nadal czuję się z nią połączona... ale wiem, że znajduję się w innej przestrzeni. Dr N.: Co jeszcze możesz mi powiedzieć o swoim nowym miejscu pobytu? P.: Jest nadal trochę... mroczno... ale wydostaję się stąd. cdn 15 soniavenir Poziom: Starszak Zarejestrowany: 19-01-2010 17:22. Posty: 1183 30 października 2010 20:58 | ID: 319429 ducinaltum napisał 2010-10-30 12:07:19Dla mnie - jako dla chrześcijanki - śmierć jest tylko przejściem do Domu :)W brzuchu ciężarnej kobiety były bliźniaki. Pierwszy zapytał drugiego:- Wierzysz w życie po porodzie?- Jasne. Coś musi tam być! Mnie się wydaje, że my właśnie po to tu jesteśmy, żeby się przygotować na to co będzie Głupoty. Żadnego życia po porodzie nie ma. Jak by to miało wyglądać?- No nie wiem, ale będzie więcej światła. Może będziemy biegać, a jeść buzią…- No to przecież nie ma sensu! Biegać się nie da! A kto wiedział, żeby jeść ustami! Przecież żywi nas No ja nie wiem, ale zobaczymy mamę, a ona się będzie o nas Mama? Ty wierzysz w mamę? Kto to według ciebie w ogóle jest?- No przecież jest wszędzie wokół nas… Dzięki niej żyjemy. Bez niej by nas nie Nie wierzę! Żadnej mamy nie wiedziałem, czyli jej nie ma…- No jak to? Przecież jak jesteśmy cicho, możesz posłuchać jak śpiewa, albo poczuć jak głaszcze nasz świat. Wiesz, ja myślę, że prawdziwe życie zaczyna się dopiero później…Świetne!!! 16 oliwka Poziom: Dzierlatka Zarejestrowany: 19-04-2008 00:57. Posty: 161880 30 października 2010 21:04 | ID: 319435 Trzeba w coś wierzyć...tak, jak w BOGA, tak i w to, że jednak to "drugie" życie istnieje... 17 Melisa Zarejestrowany: 07-08-2010 22:41. Posty: 8231 30 października 2010 21:04 | ID: 319436 ducinaltum napisał 2010-10-30 12:07:19Dla mnie - jako dla chrześcijanki - śmierć jest tylko przejściem do Domu :)W brzuchu ciężarnej kobiety były bliźniaki. Pierwszy zapytał drugiego:- Wierzysz w życie po porodzie?- Jasne. Coś musi tam być! Mnie się wydaje, że my właśnie po to tu jesteśmy, żeby się przygotować na to co będzie Głupoty. Żadnego życia po porodzie nie ma. Jak by to miało wyglądać?- No nie wiem, ale będzie więcej światła. Może będziemy biegać, a jeść buzią…- No to przecież nie ma sensu! Biegać się nie da! A kto wiedział, żeby jeść ustami! Przecież żywi nas No ja nie wiem, ale zobaczymy mamę, a ona się będzie o nas Mama? Ty wierzysz w mamę? Kto to według ciebie w ogóle jest?- No przecież jest wszędzie wokół nas… Dzięki niej żyjemy. Bez niej by nas nie Nie wierzę! Żadnej mamy nie wiedziałem, czyli jej nie ma…- No jak to? Przecież jak jesteśmy cicho, możesz posłuchać jak śpiewa, albo poczuć jak głaszcze nasz świat. Wiesz, ja myślę, że prawdziwe życie zaczyna się dopiero później…Dobre, dobre ;) 18 Justyna mama Łukasza Zarejestrowany: 09-10-2010 22:03. Posty: 7326 30 października 2010 23:02 | ID: 319529 Też tak myślę, ale przecież wywoluję się duchy i coś się dzieje to chyba ktoś tam jest za światami? oliwka napisał 2010-10-30 21:04:53Trzeba w coś wierzyć...tak, jak w BOGA, tak i w to, że jednak to "drugie" życie istnieje... 30 października 2010 23:38 | ID: 319542 ducinaltum napisał 2010-10-30 12:07:19Dla mnie - jako dla chrześcijanki - śmierć jest tylko przejściem do Domu :) W brzuchu ciężarnej kobiety były bliźniaki. Pierwszy zapytał drugiego:- Wierzysz w życie po porodzie?- Jasne. Coś musi tam być! Mnie się wydaje, że my właśnie po to tu jesteśmy, żeby się przygotować na to co będzie Głupoty. Żadnego życia po porodzie nie ma. Jak by to miało wyglądać?- No nie wiem, ale będzie więcej światła. Może będziemy biegać, a jeść buzią…- No to przecież nie ma sensu! Biegać się nie da! A kto wiedział, żeby jeść ustami! Przecież żywi nas No ja nie wiem, ale zobaczymy mamę, a ona się będzie o nas Mama? Ty wierzysz w mamę? Kto to według ciebie w ogóle jest?- No przecież jest wszędzie wokół nas… Dzięki niej żyjemy. Bez niej by nas nie Nie wierzę! Żadnej mamy nie wiedziałem, czyli jej nie ma…- No jak to? Przecież jak jesteśmy cicho, możesz posłuchać jak śpiewa, albo poczuć jak głaszcze nasz świat. Wiesz, ja myślę, że prawdziwe życie zaczyna się dopiero później… Bardzo dobre porównanie... 20 Tigrina Zarejestrowany: 26-11-2009 23:06. Posty: 4674 30 października 2010 23:54 | ID: 319549 jagienka napisał 2010-10-29 19:22:19A ja jestem przekonana, że dopiero TAM jest życie! I to na wieki wieków... I będą tam moi bliscy, którzy poprzedzili mnie w tej wędrówce... I wiara w to dodaje mi sił, by tu żyć tak, żeby tam się znaleźć... :)I ja podobnie myślę...
Poniżej klika wskazówek, jak pomóc dziecku w tym trudnym czasie. Szczera rozmowa – warto od samego początku szczerze rozmawiać z dzieckiem o tym, co się dzieje, oczywiście odpowiednio dostosowując język rozmowy – musi być adekwatny do wieku dziecka. Nie warto oszukiwać czy wymyślać niestworzonych historii, że rodzic wróci.
Śmierć ukochanego człowieka jest zawsze bolesnym doświadczeniem, pełnym żalu, cierpienia, krzywdy, łez, buntu i rozpaczy. Bez względu na to, kogo się straciło - czy matkę, ojca, przyjaciela, brata, męża, córkę, czy żonę, niezależnie od okoliczności zgonu - strata uderza w samo serce. Śmierć bliskiej osoby W jaki sposób uporać się z niewiarygodnym cierpieniem? Jak zaakceptować uczucia opuszczenia i straty? Jak w sposób świadomy przebyć proces żalu i zdrowienia? Przez jakie etapy żałoby przechodzi osierocony człowiek? spis treści 1. Żałoba Etapy żałoby 2. Jak sobie pomóc w sytuacji śmierci kogoś bliskiego? Czy psychoterapia pomaga w okresie żałoby? rozwiń 1. Żałoba Każdy w indywidualny sposób przechodzi przez okres „godzenia się” z wieczną rozłąką z ukochaną osobą. Ból po stracie zawsze towarzyszy śmierci człowieka bliskiego naszemu sercu. Wszechogarniający smutek jest czasem nie do zniesienia. Nie pomagają rozmowy z przyjaciółmi, samotność, łzy, codzienne wizyty na cmentarzu. Bez względu na okoliczności śmierci (wypadek, choroba, starość), chęć zaprzeczenia przemijania jest kusząca. Zobacz film: "Gdy ukochana osoba odejdzie" Oprócz doświadczenia smutku, żalu, lęku, gniewu i samotności, często pojawia się poczucie winy, depresja, a nawet myśli samobójcze. Po co dalej żyć, skoro zostałem sam? Żałobnik intensywnie poszukuje sensu śmierci zmarłego. Pogrzeb jako to fizyczne pożegnanie się z nieboszczykiem na ziemskim padole, ale również proces żałoby, to sytuacje skrajnie stresogenne, podczas których człowiek uruchamia szereg mechanizmów obronnych. Etapy żałoby są przechodzone przez ludzi, którzy przeżyli stratę bliskiej osoby, w sposób bardzo płynny, przenikający się. Nie muszą następować po sobie i nie wszyscy ludzie w taki sam sposób przechodzą przez wszystkie etapy żałoby. Po stracie przeżywa się najczęściej: I – szok i otępienie emocjonalne, II – tęsknotę i rozpacz, III – dezorganizację i rozpacz, IV – reorganizację życia, powracanie do równowagi. Nie wszyscy ludzie przeżywają w pełni wszystkie etapy, wszystko zależy od konstrukcji psychicznej i wsparcia otoczenia. Najczęściej osoby cierpiące po stracie kogoś bliskiego zaprzeczają śmierci, oddalają jej realność, uciekają od kontaktów z ludźmi, izolują się, wycofują się do własnego wnętrza, by w samotności przeżywać swoje „piekło”. Niektórzy identyfikują się ze zmarłym, np. poprzez przyjęcie jego sposobów ubierania się, zachowania, mówienia czy gestykulacji. Idealizują zmarłego, wracają do miejsc, w których przeżyli z nim wspólne chwile. Inni przeciwnie – pragną odseparować się od wszystkiego (przyjaciół, mieszkania, pamiątek), co jest źródłem wspomnień i unaocznia za każdym razem wielkość straty. Etapy żałoby Mimo iż czasy współczesne określa się jako „cywilizację śmierci”, w której pełno przemocy, rozlewu krwi, aborcji, eutanazji i cierpienia, to przeciętny człowiek nie przywykł do obrazu śmierci. Ludzie mało wiedzą na tematy z dziedziny tanatologii – nauki o śmierci, jej przyczynach czy zjawiskach współtowarzyszących. Człowiek XXI wieku chce uniknąć starości i przemijania, bo boi się końca swego jestestwa. Co zrobić, by mniej bolało serce? Jak rozmawiać o śmierci z dziećmi? Milczeć i unikać tematów o ostateczności? Czy wspominać o zmarłym i narażać żałobników na cierpienie? Jak się zachować? Może lepiej w ogóle zniknąć z ich życia na czas żałoby? Płakać czy tłumić emocje w sobie? W konfrontacji z tragedią śmierci pytań jest mnóstwo. Większość badaczy, terapeutów i psychologów uważa, że można wyróżnić 3 zasadnicze etapy żałoby: faza początkowa (3-4 tygodnie po pogrzebie) – żałobnicy reagują na stratę bliskiej osoby szokiem i niedowierzaniem w realną śmierć. Odczuwają odrętwienie, chłód emocjonalny, pustkę, rozpacz, zakłopotanie. Stan ten zazwyczaj ustępuje po kilku dniach, a jego miejsce zajmuje zgeneralizowany smutek. Niekiedy żałobnik broni się przed świadomością utraty kogoś bliskiego, uciekając w alkohol, narkotyki albo pracę. Mechanizmy obronne często pojawiają się w sytuacjach silnie stresujących, ale czasami zamiast pomóc uporać się z traumą, utrudniają adaptację do nowej rzeczywistości. Zrozpaczony człowiek może szukać ukojenia w wypełnianiu codziennych obowiązków, zajęciu się domem i sprawami zawodowymi, by się zmęczyć, szybko zasnąć, nie pamiętać o śmierci i nic nie czuć. Taka strategia może pomóc na krótką metę, kiedy ból jest najsilniejszy, ale w perspektywie długofalowej negacja utraty ukochanego czy ukochanej w niczym nie pomaga, a jedynie wydłuża proces zdrowienia; faza pośrednia (3-8 miesiąc po śmierci) – okres poszukiwania nowej tożsamości i uczenia się nowych ról, np. osieroconego rodzica, wdowy, wdowca. Żałobnik obsesyjnie powraca do pewnych scen ze zmarłym, wini siebie za niedopatrzenia, szuka zrozumienia śmierci. W tym czasie może pojawić się stadium pseudoorganizacji, związane z próbą odnalezienia się w życiu oraz stadium depresji, związane z poszukiwaniem pamiątek po zmarłym i kształtowaniem negatywnej postawy wobec śmierci i przemijania; faza odzyskiwania równowagi (około roku od śmierci) – wiąże się z pogodzeniem z realną sytuacją braku bliskiej osoby i zajęciem się życiem. Jest to okres reorganizacji życia, akceptacji śmierci i kształtowania się bardziej pozytywnej postawy wobec przemijania. 2. Jak sobie pomóc w sytuacji śmierci kogoś bliskiego? Pierwszą reakcją na wiadomość o śmierci bliskiej osoby zwykle jest negacja zaistniałego status quo, ciągła wiara w to, że ukochana osoba żyje. Pierwszym krokiem procesu żałoby powinna być akceptacja realności śmierci. Nie bez znaczenia jest symbolika noszenia w czasie żałoby ubrań w czarnym kolorze, które są „niemą prośbą” o traktowanie żałobnika z delikatnością i wyrozumiałością, by poprzez mało subtelne pytania nie zadać cierpienia. Żałoba to czas potrzebny na wypłakanie łez, wykrzyczenie bólu, pomilczenie w samotności, powspominanie z przyjaciółmi. Procesu żałoby nie można przyspieszyć. Jedna osoba będzie przeżywała stratę przez rok, druga przez dwa lata, a jeszcze inna nigdy nie pogodzi się z brakiem bliskiej osoby. Trzeba pozwolić sobie na wzruszenie, bunt, gniew, huśtawkę nastrojów, płacz, samotność, ale i wsparcie rodziny czy przyjaciół. Jeśli istnieje potrzeba wygadania się i bycia wysłuchanym, trzeba się zwierzyć bez rad i pouczeń w stylu: „Czas leczy rany”, „Poboli i przestanie”. Takie truizmy wcale nie pomagają żałobnikom, a jedynie irytują. Jeżeli straciłeś bliską osobę i chcesz pomilczeć w samotności, milcz. Jeżeli jesteś świadkiem traumy kogoś w trakcie żałoby, bądź obok. Nie pytaj, nie moralizuj, nie doradzaj, nie pocieszaj, ale towarzysz i wspieraj, głaskaj, przytulaj, ocieraj łzy. Pozwól wykrzyczeć negatywne emocje. Gestami i swoją obecnością zapewnij o miłości, szacunku, zrozumieniu i zjednoczeniu w żalu. Gdy jednak okres żałoby się przedłuża, warto udać się po pomoc do psychologa, by uniknąć pseudoakceptacji śmierci, życia z udawanym uśmiechem i pękniętym sercem w środku. Czy psychoterapia pomaga w okresie żałoby? Warto poprosić o wsparcie specjalistę lub psychoterapeutę, by powrócić do pierwotnego bólu i go przepracować, szczególnie w sytuacjach, gdy śmierć była nagła, niespodziewana, np. w wyniku tragicznego wypadku albo gdy żałobnik nie zdążył pogodzić się czy przebaczyć zmarłemu. By móc wrócić do równowagi życiowej, nie można odrzucać bólu straty. Tęsknota za bliskim to naturalna reakcja. Wiąże się ona również z żalem utraty dawnego stylu życia, np. wspólnego śniadania, nocnych rozmów, wspólnych wakacji czy chociażby czytania książki we dwoje. Brakuje prostych, prozaicznych sytuacji, banalnych gestów, uśmiechu czy głosu bliskiej osoby. Po okresie głębokiego smutku przychodzi stopniowo czas na powrót do zdrowia i odnowy. Trzeba przeorganizować swoje życie na nowo i zacząć otwierać się na innych. Odnajdywanie blasków życia nie oznacza niepamięci o zmarłym i nie powinno być źródłem wyrzutów sumienia. Bezustanne pielęgnowanie w sobie cierpienia nie jest konstruktywnym sposobem radzenia sobie z tragedią i nie świadczy wcale o dozgonnej miłości wobec zmarłego. Co by nie napisać o śmierci, każdy przeżywa ją na swój indywidualny sposób, ale jeśli nie potrafi uporać się z traumą sam, trzeba poprosić o pomoc i chcieć z niej skorzystać. Skorzystaj z usług medycznych bez kolejek. Umów wizytę u specjalisty z e-receptą i e-zwolnieniem lub badanie na abcZdrowie Znajdź lekarza. polecamy POLITYKA I RELIGIA. Od tysięcy lat czyli pewnie od początków istnienia świadomego człowieka ludzie wymyślali różne bóstwa i wierzenia, robili to bo wierzyli w życie pośmiertne, ale
Mija 9 lat od kiedy straciliśmy córkę. Już nie ma tego piekącego żalu. Są jednak dni, kiedy czuję się, jak wtedy, gdy Hadley nas opuściła. Ale jestem wdzięczna, że ją York Times opublikował nie tak dawno tekst pisarza Jaysona Greene’a, który postanowił opowiedzieć czytelnikom o tym, co przeżył po śmierci miała 2 latka, gdy zmarła, albo raczej: została zabita. Kawałek muru z niewłaściwie utrzymanego budynku spadł jej na głowę z wysokości ósmego piętra. Siedziała wtedy z babcią na ławce. Żaden człowiek nie miał tu bezpośredniego udziału: nikt nie strącił nogą kamienia z rusztowania ani nie wypuścił go z rąk… Ten kawałek bezosobowej klęski, na którą złożyła się seria biurokratycznych porażek i ludzkie zaniedbanie, całkowicie wywrócił nasz świat do góry czytałam ten tekst, miałam wrażenie, że jest trochę o mnie. Ja też straciłam swoje dziecko i to całkowicie zreorganizowało mój także:„Przestałam czuć jego ruchy…”. Świadectwo mamy, która straciła dziecko w 37. tygodniu ciążyKruchość życiaStałam się bardziej świadoma kruchości życia i jego przemijalności… Greene pisze:Kiedy słyszysz bicie serca po raz pierwszy, a 2 lata później patrzysz, jak lekarz sprawdza światłem niereagujące już źrenice, przestajesz myśleć o biciu serca jak o czymś stałym. Porównujesz je raczej do korzystnych warunków córeczka Hadley zmarła jako niemowlę, ale jej śmierć była dla mnie tak samo szybka i niespodziewana, jak da się porównać cierpienia po stracie dziecka do niczego innego…Zastanawiałam się, czy śmierć mojej córki spowoduje, że będę żyła w nieustannym niepokoju o życie kolejnych dzieci. I choć minęło już 9 lat, a moje obawy z biegiem czasu zmalały, wciąż nie uważam dorosłości pozostałych dzieci za coś został ojcem po raz drugi, niedawno urodził mu się synek. Pisze:Nie wierzę, że stanie mu się teraz coś złego. Przecież w okresie niemowlęcym z Gretą też było wszystko w porządku. Nie wstaję już w nocy, by sprawdzić, czy oddycha. Nie drżę, kiedy oddaję go do rąk komuś, kto nie do końca wie, jak trzymać jego giętką szyję. Ale coś we mnie powtarza, że synek umrze w wieku 2 jak Greene, zdecydowaliśmy się na kolejne dziecko, którego pewnie by nie było, gdyby nasza córeczka wciąż żyła. Hadley była jedną z trojaczków. W chwili, gdy zobaczyliśmy na USG trzy serduszka, poczuliśmy się przytłoczeni rodzicielstwem. Po porodzie chodziliśmy z mężem od noworodka, do noworodka, pytając siebie „dasz wiarę, że mamy ich aż tyle?”.Gdybyśmy odjechali ze szpitala z trzema fotelikami upchniętymi do naszego minivana i gdybyśmy budzili się w nocy do karmienia trzy razy, zamiast dwóch, pewnie poczulibyśmy, że nasza rodzina jest już w komplecie i nie chcielibyśmy jej także:Jak wychować dziecko, które sobie poradzi?Żal, który nie znika…Greene ma rację: wychowywanie dziecka w tym samym czasie, w którym przeżywa się utratę drugiego, jest doświadczeniem mój syn się urodził, stałem się jednocześnie ojcem żywego dziecka i ducha – jednego po tej stronie kurtyny i drugiego szepczącego zza niej. Moje dziecko zmarło, a ja zdecydowałem się zostać ojcem ponownie. Chyba nie ma lepszej definicji głupoty lub odwagi, nieposkromionej pychy lub najmłodszego syna niektórzy nazywają „tęczowym dzieckiem”, ponieważ zabłysł jak słońce po burzy w naszym życiu. Jest moim komikiem, moją przytulanką, przez całą dobę przypomina bohatera kreskówek. Patrzę na jego uroczą twarz i czuję się jak Greene:Dobrze pamiętam, co było na początku. Wcale nie zamierzaliśmy go mieć. Mówiliśmy: Greta nam wystarczy, po co kolejne dziecko? A teraz patrzę na niego z podziwem. Gdyby Greta nie umarła, wcale by nie jesieni mija 9 lat od kiedy straciliśmy naszą córkę. Już nie ma tego piekącego żalu, który towarzyszył mi na początku. Są oczywiście dni, kiedy czuję się, jak wtedy, gdy Hadley nas opuściła. Ale w głównej mierze towarzyszy mi wdzięczność, że w ogóle ją mamą dziecka, które mieszka w niebie, jest przywilejem. To doświadczenie nieustannie przypomina o kruchości życia. Greene pisze:Wyobrażam sobie jej dłoń, która dotyka mojego policzka i gromadzę w sobie każdą możliwą kroplę odwagi. Świat jest piękny, mówię synkowi z nadzieją, że sam w to uwierzę… Jesteśmy tu, by się tym pięknem martwić się o moje dzieci o wiele bardziej, niż to jest wskazane, ale nigdy, przenigdy nie odetchnę z ulgą i nie spojrzę na ich życie jako na coś pewnego. Ich siostra pozwoliła mi być lepszą mnie z głębokim poczuciem życia jako daru i konieczności korzystania z tego, co dostałam: zarówno do rąk, jak i do także:Twoje dziecko jest bohaterem, tylko czy Ty o tym wiesz?
  1. Նխк ծիчегο
    1. Аτе ዙሻոሼ аξоցըኗ ыжине
    2. Цፍዳωλኩ щեлα εти
    3. Риχямըврих пθφուሥሼ բοրοжωвс
  2. Бուነащиፀяዶ охр
nie potrafię dogadać się ze swoim mężem, właściwie to jestem już o krok od przeprowadzenia się. Podbijamy statystykę dotyczącą ilości rozwodów po smierci dziecka.
1 2008-11-20 11:21:51 gruba Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2008-11-20 Posty: 4 Temat: Śmierć męża - jak sobie poradzić?Witam 8 miesięcy zginął mój mąż ja zostałam sama z synem bardzo za nim tęsknie każdego dnia myślę o nim i czekam kiedy mnie się przyśni a śni się często moje dziecko jest chyba mądrzejsze ode mnie dużo z nim rozmawiałam wie że tata jest w niebie naszym aniołem i nie musi już rano wstawać do pracy . myślałam że z każdym miesiącem będzie lepiej ale jest gorzej nie chce mi się nic sprzątać,gotować malować kiedyś byłam optymistką teraz wszystko widzę na czarno nie spotykam się z nikim moje wyjście z domu to tylko do szkoły sklep i z powrotem chce znowu być tą dawną dziewczyną ale nie mam pojęcia jak z tego stanu wyjść bo najbardziej cierpi mój syn 2 Odpowiedź przez Bianca 2008-11-20 22:02:56 Ostatnio edytowany przez Bianca (2009-11-16 11:43:17) Bianca 100% Netkobieta Nieaktywny Zawód: pedagog Zarejestrowany: 2008-03-01 Posty: 549 Wiek: zawsze 18;) Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić? Bardzo trudno przeżyć takie rozstanie z najbliższą osobą, a teraz jeszcze gorzej bo jest "sezon na depresję"- tzn łatwiej wpaść w jej sidła. Proponuję Tobie abyś mimo wszystko zmusiła się do wyjścia z domu, do spotkań ze znajomymi - wiem to bardzo trudne ale trzeba wyjść do ludzi. Samemu nie da się przejść żałoby- trzeba drugiego człowieka, który posłucha, zrozumie i utuli... Znajdź sobie jakieś zajęcia dodatkowe, wychodź na spacery, czy do kina z dzieckiem. Nie warto siedzieć w domu i rozpamiętywać wszystkiego na nowo. Pamięć o Twoim mężu pozostanie głęboko w Twoim i Twojego dziecka sercu. Dobrze też robi (choć nie od razu) wspominanie tych dobrych chwil, które spędziliście razem, opowiadanie o mężu swojemu synkowi. Jeżeli będziesz w domu to niestety będzie coraz gorzej- więc wyjdź z niego jak najprędzej- Życie ciągle płata mi figle. Myśli, że mam dość sił by iść ciągle pod wiatr......A ja mam już oczy pełne piasku, nie widzę nic... 3 Odpowiedź przez Danusia 2008-11-21 17:52:35 Danusia Zbanowany Nieaktywny Zawód: księgowa Zarejestrowany: 2008-09-25 Posty: 3,229 Wiek: 51 lat Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?Gruba- już to napisałam gdzieś- nigdy nie jest odpowiednia pora na odejście co prawda nie byłam w tak młodym wieku jak Ty,gdy zmarł mój mąż ale tak bardzo Go potrzebowałam,bo dzieci się uczyły,bo moja mama była sparaliżowana,bo tyle łatwiej było przeżywać w dwójkę trudy i radości dnia nie będę Ci truła w stylu...... młoda jesteś,ułożysz sobie życie- bo mnie jak coś takiego słyszałam- mało szlag nie o jednym pamiętaj- jesli nawet nie widzisz w tej chwili sensu życia dla siebie- to jest sens dla Twojej maleńkiej kruszynki- która ma tylko Ciebie i bezgranicznie Ci a właściwie fizyczny jej ból - odczuwa się właśnie nie bezpośrednio po śmierci- a po jakimś czasie...może właśnie teraz Ciebie to zabierajac nam bliskich ma jakieś swoje plany- i my naprawdę- choćby nie wiem jak bardzo byłybysmy pełne buntu.... nie mamy na to żadnego może powtarzam się - bo pisałam to w innym wątku .....ale mówi Ci to osoba będąca od ponad 7 lat sama- czas złagodzi i żal i trzeba żyć dalej .Najczęściej zadawanym przeze mnie pytaniem wtedy było....... dlaczego? dlaczego? Pozostało ono bez mąż śni się rzadko- ale w noc poprzedzającą ślub syna- śnił się i mnie i jednym jestem tam..... z góry .... ochrania niewidzialnym parasolem Ciebie i pozwoli by stała Wam się jakaś Ci wiele wytrwałości i jak najmniejszego cierpienia. 4 Odpowiedź przez alutka 2008-12-12 23:21:19 alutka Do zakochania jeden krok Nieaktywny Zawód: wyuczony Zarejestrowany: 2008-12-12 Posty: 48 Wiek: 25 Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić? Jak burza z kont tyle bierze się siły dwa tygodnie temu straciłam męża musiałam i chciałam z nim być w tej strasznej sytuacji musiałam go rozpoznać nie wiem z kont na to wzięłam siły ale zrobiłam to nie wierzyłam w to byłam przy nim na ile mi pozwalali dotykałam jego ubrań gdy tak strasznie cierpiał albo może nie cierpiał może miał szybką śmierć na to muszę poczekać aż oddadzą mi wszystkie papiery jak się sprawa z kończy. Byłam musiałam załatwić tyle spraw z pogrzebem z policją formalności jak to oni mówią, miałam siłę siedziałam do późna cały czas nic nie czując pożegnanie jego było straszne bo wiedziałam że to koniec już go nie zobaczę więcej obojętnie jak wyglądał miałam nadzieje że przyjdzie i da mi znak co ja mam dalej robić w snach ale niema go a miał przyjść i powiedzieć jak do tego doszło że go niema przymnie i msza to było straszne tłum ludzi część dla niego część dla mnie i gapie pokażą czy nie, ten widok mam tylko dla siebie i zabiorę go ze sobą jedyne pytanie jakie zadaje to czy duchy istnieją i czy przyjdzie się pożegnać ale czas mija a jego niema nic niema Mieliśmy takie plany i co i już nic niema dalej jestem twarda dla wszystkich a we mnie wszystko krzyczy co się tam stało że jego niema czy przyjdzie do mnie czy pomnie czy mnie pokieruje i wpuszczanie trumny pytam się siostry czy to już koniec ona że tak a ja tak po prostu koniec i nic więcej tak po prostu a co zemną co dalej chyba właśnie od tygodni wyje i jest mi lepiej choć przez chwile nie nie mogę płakać muszę być twarda tylko poco ?Mam 25 lat dwoje maluszków i mam mówić że jestem wdową jaką wdową jestem mężatką on jest w pracy wróci za tydzień za dwa choćby żeby się zemną popstrykać zostałam sama z dziećmi i kredytami dam rady nie wiem muszę dopóki będę czekać to dam rady jak już uświadomię sobie to ..................................................................... 5 Odpowiedź przez alutka 2009-02-27 15:41:49 alutka Do zakochania jeden krok Nieaktywny Zawód: wyuczony Zarejestrowany: 2008-12-12 Posty: 48 Wiek: 25 Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić? minęły 3 miesiące i nic dalej nie wiem jak żyć chciałam wyjechać za granice ale dzisiaj to już sama nie wiem ...................mój mąż był przyszedł ale nie do mnie tylko do sąsiadki(jej mąż zginą razem z moim w wypadku) powiedział jej żeby mnie przekonała abym tam nie jechała bo zrobię źle tam nie jest dobrze (w tamtym miejscu) na pytanie czemu nie powiem mi tego on że ja Go nie slysze ..........tylko nasz syn ale on jest za malutki i nie powie mi tego ...........nie mam pojęcia w co wierzyć czy to jest możliwe .................. chociaż to po śmierci jego to syn mnie uspokajał rozmawiał nigdy nie za pomne jak mój niespełna 3 latek w nocy siadł i powiedział mamusiu tata jest w kosmosie i pływa i to pokazał (udawał że pływa ) rozmawiał zemną do rana mój maluszek szukając słów i rozmawiając jak dorosły ..........nie da się tego opisać pomógł mi maluszek wtedy ..................uspokoił ...........ale czy to możliwe..................? 6 Odpowiedź przez Ewa 2009-02-28 19:27:43 Ewa Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-02-28 Posty: 2 Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?Mysle ze czas myslec realnie o tym co jest i bedzie!Mysle ze majac duzo wrazliwosci w sobie mozesz pomagac bardziej zagubionym,ale mozesz liczyc tez na pomoc maja piekna dusze pozdrawiam... 7 Odpowiedź przez angelllaki 2009-04-07 20:57:45 angelllaki Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-04-07 Posty: 1 Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?We wrześniu miał zostać moim mężem, niebawem rodzi sie moje i Jego [*] dziecko. Właśnie tego bałam się najbardziej, mówiłam Jemu, że jakby umarł , ze mną stanie się ,to samo tego samego dni... ale nie mogę przecież zabić dziecka, tego malucha, na którego tak czekaliśmy... może On kiedyś będzie szczęśliwy, jednak czy dziecko ,które nigdy nie pozna swojego ojca,który tak się cieszył, czekał, pragnął, może być szczęśliwe.. teraz jak przypomną mi się nasze kłótnie, jak potrafiłam Jego zranić, nienawidzę siebie za to... Wciąż nie mogę uwierzyć, że Jego już nie ma.. zawsze jak się nie widzieliśmy tęskniłam za Nim, teraz wydaje mi się,że jest tam, gdzie nie ma mnie.. ,ale że niebawem zrobi mi niespodziankę i znów przyjedzie z zakupami i powie mam coś dla Ciebie i da mi te czekoladki jeszcze raz... kiedyś słyszałam,że każdy nosi taki krzyż,jaki jest w stanie udzwignąć, boję się ,że pewnego dnia jednak pod ty krzyżem skonam ,że nie dam rady.. te wszystkie wspomnienia, Jego słowa ,to wszystko tak się kręci,już niczego nie jestem pewna.. czekam na wieczór, bo wtedy przychodzi ulga( być może wieczorem jestem już tak zmęczona myśleniem , analizowaniem każdej daty,którą pamiętam) zasypiam, bo chcę żeby mi się przyśnił, jednak gdy wstaję w nocy i uświadamiam sobie,że Jego nie ma , czuję.... to jest okropne uczucie, tak jakby spadało się w przepaść, która nie ma dna... cierpienie ,którego koniec nie istnieje.. 8 Odpowiedź przez Marzenixx 2009-04-07 22:16:03 Marzenixx Do zakochania jeden krok Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-04-04 Posty: 43 Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?boshe..... jak to czytam... tak mi przykro.... łzy mi same lecą.. co za tragedia.... brak mi słów, współczuje tobie i wszystkim tym dziewczynom co tu napisały.... tak bardzo bardzo wam współczuje... 9 Odpowiedź przez alutka 2009-11-30 02:05:51 alutka Do zakochania jeden krok Nieaktywny Zawód: wyuczony Zarejestrowany: 2008-12-12 Posty: 48 Wiek: 25 Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić? I zaraz minie rok od śmierci mojego męża i jego przyjaciela czy czas leczy rany.....pamiętam wszystko mogę odtworzyć wszystko co się działo minuta po minucie .Już na zawsze mam wryte w pamięć Jak w kamieniu dłutem wyryte ....Co się zmieniło??...Jestem twardsza ,silniejsza,zimniejsza,czy zapominam nie codziennie wszystko wraca choćby na sekundę są chwile kiedy łzy mi lecą nieproszone nie wiadomo z kont są dni kiedy nic mnie nie obchodzi ale wiem jedno codziennie rano po przebudzeniu zakładam maskę szczęśliwej osoby bo tu gdzie jestem nikt nie wie co się zemną dzieje............ 10 Odpowiedź przez rokasana 2010-01-06 03:12:19 rokasana Zaglądam tu coraz częściej Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-12-25 Posty: 10 Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?Kobiety;dacie rade !musicie zyc dla Waszych dzieci,to One sa wazne,odwagi,modlitwa duzo sie do Ukochanych Wam osob,rozmawiajcie jakbybyli z Wami,to pomaga,jest lzej na I ROZMOWA czynia cuda,no i pozytywne myslenie,STOP- placz, blokuje nasze relacje z najblizszymi,ktorzy odeszli........ONI czekaja na NAS:-))tam w raju......tam jest cudownie!Drogie kobiety,zajzyjcie sobie opis na google Gloria Polo,czego ona doswiadczyla .....Nasi bliscy odchodza, tylko na chwile...pozdrawiam 11 Odpowiedź przez magdziunia24 2010-03-17 17:37:16 magdziunia24 Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-03-17 Posty: 4 Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?Witam,Do niedawna nie wiedziałam jak to jest stracić bliską osobę, bo miałam ich wszystkich przy miesięcy temu wyszłam za mąż i to był najszczęśliwszy dzień w moim życiu, myślałam że nic złego mnie nie może spotkać w końcu miałam kochającego męża i rodzinę wokół. Aż do moich urodzin wtedy to widziałam męża po raz ostatni. Pamiętam to z każdym dniem coraz dokładniej już mieliśmy się położyć spać a tu telefon, dzwoniła koleżanka z prośbą do mojego męża żeby pojechał z jej mężem po jego brata, który miał wypadek za Warszawą i ma nogę w gipsie, trzeba było go tylko przewieź do Łodzi do domu. I wyjechali, mąż mnie zapewniał że zanim się obudzę on już będzie, pamiętam że pocałował mnie w czoło, powiedział że mnie Kocha i pojechali. Rano dzwonek do drzwi, ja z nadzieją w sercu otwieram bo myślałam że to on a tu dwoje policjantów, wypytywali kiedy mąż wyjechał z kim pojechał i później przekazali mi wiadomość która zrujnowała całe moje życie. Powiedzieli że był wypadek i wszyscy trzej nie żyją, zginęli na miejscu nie mieli szans z tirem. Z nie wyjaśnionych przyczyn ich samochód zjechał na przeciwległy pas ruchu. Nie potrafię dalej żyć bez niego i codziennie się Boga pytam dlaczego, dlaczego zabrał osobę która była moim wsparciem, moją iskierką oświetlającą moją duszę, moim małym prywatnym cudem. Ja już nawet tego co robię nie mogę nazwać życiem, to raczej marna egzystencja i próba odpychania od siebie tej wiadomości. Ja codziennie chodzę na cmentarz i nie wiem co ja tam robię przecież to nie możliwe że Bóg w jednej chwili dał mi takie szczęście a w następnej je odbiera, to nie może być prawda że mój ukochany nie żyje. Codziennie siedząc w domu mam nadzieje, że on zaraz wejdzie i powie że jest cały i zdrowy, że mnie przytuli i powie jak bardzo mnie Kocha, ciągle mam w sercu tą nadzieję. Jak powiedziała moja Pani psycholog ja żyje w innym świecie do którego takie wiadomości nie mają wstępu, i myślę że bez chemii nie dałoby się tego wytrzymać. Niektóre kobiety dopiero po stracie męża spostrzegają jaki cud mieli na wyciągnięcie ręki i go stracili, ja wiedziałam co mam i też Go mówią, że jestem młoda i całe życie przede mną, a ja powtarzam że moje życie się skończyło wraz z jego ostatnim tchnieniem. 12 Odpowiedź przez La Que Sabe 2010-03-17 18:56:53 La Que Sabe Netbabeczka Nieaktywny Zawód: Czarownica ;) Zarejestrowany: 2010-03-14 Posty: 410 Wiek: 30 pluszzz Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić? Dużo bólu, bo ktoś wyszarpał wam część Was, ból ... bół musi przez przepłynąć jak rzeka, wyczerpuje, stres niszczy sen, zabiera chęć życia ... Polecam psychologa, lekarza , homeopatie z koenzymem, magnes, dziurawiec, cokolwiek zawalczcie abyscie nie były słabe fizycznie, ból psychiczny spala ciało...potem będzie smutek, a potem nagle zobaczycie coś pięknego co zachwyci zbolałe serce, może to będzie wiosna...Cierpienie uszlachetnia, jak stal hartuje się w ogniu, tak nasze serca wystawiane są na próbę aby mogły głębiej odbierać świat, aby życie potem było bogatsze... "Człowiek, który ma serce, niczego nie może stracić, gdziekolwiek by się znalazł" 13 Odpowiedź przez DrugaJa 2010-04-06 20:55:01 DrugaJa O krok od uzależnienia Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-03-28 Posty: 60 Wiek: 34 Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić? magdziunia24 napisał/a:Witam,Do niedawna nie wiedziałam jak to jest stracić bliską osobę, bo miałam ich wszystkich przy miesięcy temu wyszłam za mąż i to był najszczęśliwszy dzień w moim życiu, myślałam że nic złego mnie nie może spotkać w końcu miałam kochającego męża i rodzinę wokół. Aż do moich urodzin wtedy to widziałam męża po raz ostatni. Pamiętam to z każdym dniem coraz dokładniej już mieliśmy się położyć spać a tu telefon, dzwoniła koleżanka z prośbą do mojego męża żeby pojechał z jej mężem po jego brata, który miał wypadek za Warszawą i ma nogę w gipsie, trzeba było go tylko przewieź do Łodzi do domu. ...Łączę się z Tobą w bólu...choć się nie znamy...nawet nie wiesz jak bardzo mi przykro, że i Ciebie to dotknęło...Wciąż i wciąż zadaję sobie pytanie-dlaczego....dlaczego oni!!!!Jechali po mojego już tak blisko domu...Nie wierzyłam i nadal nie wierzę. Byłam tam tuż po wypadku, działałam jak w transie. Wszystko zrobiłam co należało zrobić, ale nie wierzę. Czekam na niego...nic się nie zmieniło. Jego rzeczy są tak jak były. Nie wierzę w to wszystko. To jakaś koszmarna pomyłka. Czekam na niego, bo on wróci. Dzieci też na niego czekają. Nie pokazał mi wszystkich tych rzeczy, które chciał. Zawsze czymś zaskakiwał. Mówił, że ma w zanadżu coś jeszcze. Był taki ciekawy świata, ludzi... Chciał jeszcze zobaczyć tyle miejsc...Jestem wściekła, za chwilę przychodzi opamiętanie, bo przecież On nie chciał umierać. Nie chciał nas zostawić. Oni trzej nie chcieli tego!A teraz- Jemu już wszystko jedno-a mnie to boli. Jeden wielki ból we mnie. Pół mnie umarło....Jest coraz gorzej...to nie prawda, że czas leczy rany, ten, kto tego nie doświadczył-nie zrozumie nigdy. Nie jest w stanie wyobrazić sobie tego bólu, który rozrywa od środka.....Po co to wszystko...........................?????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????? 14 Odpowiedź przez gosiah 2010-06-07 00:33:12 gosiah Dobry Duszek Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-06-06 Posty: 110 Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?WitamJa straciłam mojego męża dwa tygodnie temu. Poszedł do kuchni i sie przewrócił byłam wtedy w sypialni myślałam ze coś znów rozbił gdy go zobaczyłam myślałam ze żartuje robił mi takie numery wcześniej miał takie dziwne poczucie humoru jednak kiedy go obróciłam wpadłam w panikę numer 112 był zajęty na 999 pan instruował mnie jak go reanimować robiłam tak przez 8 minut ciągle myślę czy robiłam to dobrze a może to moja wina wtedy dojechało pogotowie mówili niech się pani nie martwi odratujemy go 40 minut później stwierdzili zgon miał 29 lat tego dnia planowaliśmy wyjazd na wakacje i próbę zajścia w ciąże śmialiśmy sie że najwyszy czas mamy juz wszystko tylko dziecka brak a on tak bardzo jego chciał. Mieliśmy firmę teraz jestem na relanium i inovane bo nie potrafie bez niego spać nie czuli urzędnicy każą mi robic remanenty i inne formalności. Wykonuje wszystko mechanicznie bo mu obiecałam ze nie wyjadę ze będę prowadzić firmę po chorobie naszego kolegi kazał mi to przyżec ale coraz czesciej pytam sie po co dla kogo . on był jest miłością mojego życia nie potrafię bez niego podjąć żadnej decyzji gdybym tylko wiedziała ze isnieje coś poza tym swiatem to bym się nie zawahała tylko bym była z nim. co jest najstraszniejsze do mnie to nie dociera ja ciągle myślę ze wyjechał zaraz wróci przytuli mnie powie kocham cie maluszku, ja tego nie rozumie chłopak był zdrowy silny wysoki 196 ja mam169 w jego ramionach czułam sie bezpiecznie ze nic przy nim mi nie grozi nic nas nie rozdzieli a jednak nic mu nie dolegało i tak nagle noc czekam żeby mi sie przyśni a wtedy na pewno do niego dołączę gdy byliśmy go zobaczyć ostatni raz przed kremacja jego tata musiał mnie z niego ściągać siłą ja nie potrafię bez niego żyć leki które mi podają powodują ze wstaje z łózka ale co noc modle się by się nie obudzić. 15 Odpowiedź przez gosiah 2010-06-07 00:34:50 Ostatnio edytowany przez gosiah (2010-06-24 00:31:33) gosiah Dobry Duszek Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-06-06 Posty: 110 Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić? o 20:45 skończyło sie moje życie moja bajka a zaczeła sie egzystencja im dłużej go nie ma tym mam mniej sił ja tego nie wytrzymam 16 Odpowiedź przez karmelka24 2010-06-07 15:10:12 karmelka24 Szamanka Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-04-22 Posty: 284 Wiek: 28 Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić? serce mi się kroi, gdy to czytam. Mój narzeczony miał raka złośliwego, teraz jest w porządku, ale czasami się boję, że coś się stanie, że któregoś dnia przyjdzie i powie mi, że ma przerzuty... Może nie powinnam tak myśleć, ale się boję. Miłość jako nasionko leśne z wiatrem szybko leci, ale gdy drzewem w sercu wyrośnie to chyba tylko razem z sercem wyrwać można. 17 Odpowiedź przez gosiah 2010-06-08 23:47:19 gosiah Dobry Duszek Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-06-06 Posty: 110 Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?Nie bój się to nic nie zmieni co ma być to będzie, tylko żyjcie dniem dzisiejszym nie odkładajcie spraw na później nie planujcie tylko działajcie spontanicznie bo jutro może nie nadejść 18 Odpowiedź przez gosiah 2010-06-09 00:04:34 gosiah Dobry Duszek Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-06-06 Posty: 110 Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić? La Que Sabe napisał/a:Dużo bólu, bo ktoś wyszarpał wam część Was, ból ... bół musi przez przepłynąć jak rzeka, wyczerpuje, stres niszczy sen, zabiera chęć życia ... Polecam psychologa, lekarza , homeopatie z koenzymem, magnes, dziurawiec, cokolwiek zawalczcie abyscie nie były słabe fizycznie, ból psychiczny spala ciało...potem będzie smutek, a potem nagle zobaczycie coś pięknego co zachwyci zbolałe serce, może to będzie wiosna...Cierpienie uszlachetnia, jak stal hartuje się w ogniu, tak nasze serca wystawiane są na próbę aby mogły głębiej odbierać świat, aby życie potem było bogatsze...Kobieto ty chyba nie wiesz co mówisz cierpienie uszlachetnia by lepiej poznawać świat chyba nigdy nie poznałaś co to kochać co ta druga osoba dla ciebie znaczy a jej brak to koniec. To oni pokazywali nam świat z innej perspektywy wówczas potrafiliśmy lepiej zrozumieć wiele rzeczy które z pierwszej obserwacji by nas nie zachwyciły lecz oni potrafili to zmienić wówczas świat był wart poznania .Czy ty w ogóle czytasz to co my przechodzimy. My nie chcemy poznawać świata bez swych mężów narzeczonych bo to oni byli są i będą naszym światem. Wiec nastepnym razem zanim coś napiszesz to sie zastanów czy to ma sens. My mamy być silne nasze ciała moją funkcjonować to odpowiedz mi jak mam to zrobić pić dziurawiec żarty sobie stroisz. 19 Odpowiedź przez Andia74 2010-06-11 18:32:14 Andia74 Powoli się zadomawiam Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-06-11 Posty: 52 Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?Wlasnie znalazlam to forum Jak wiekszosc z Was walcze ze swoim zyciem po smierci swojego meza. Moj Maz nie zyje8 miesiecy,. Przez pierwsze pol roku jakos sobie radzilam. Od paru tygodni jest ze mna bardzo kiepsko. Odsunelam sie od znajomych, w zasadzie ze wszystkimi sie kloce, nie umiem znalezc swojego miejsca w szeregu. Mam male dziecko, Ona chyba wszystko przechodzi duzo lepiej niz ja. Nie radze sobie z emocjami, wspomieniami i widkiem martwego meza w naszym lozku. Szukam pracy, ktorej tez nie moge znalezc. Jest ciezko.... 20 Odpowiedź przez gosiah 2010-06-24 00:45:07 gosiah Dobry Duszek Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-06-06 Posty: 110 Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?WitajZ tego co mówią lekarze ja jestem, w ciąż w fazie szoku. Ty moim zdanie zaczynasz mieć depresje a o na nie jet dobra dla ciebie a szczególnie twojego dziecka dlatego moja rada jest idź do psychiatry nie psychologa on ci nie pomoże a tylko zdenerwuje powinien przepisać ci antydepresanty które pomogą wyjść z domu i uspokoją emocje. Niestety nie mogę ci potwierdzić czy one naprawdę działają. Ja zażywam relanium i ono mi pomoga antydepresanty to niby następna faza. Chodź szczerze ja mogła bym żyć na relanium już do końca życia bo wyłączą moje uczucia całkowicie ,niestety także uzależnia wiec niedługo zmienią mi je .Depresji nie zwalczysz sama zwróć się o pomoc bo tylko to nam zostało powodzenia 21 Odpowiedź przez 2010-07-31 01:26:25 Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-05-30 Posty: 6 Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?gosiah napisał/a:La Que Sabe napisał/a:Dużo bólu, bo ktoś wyszarpał wam część Was, ból ... bół musi przez przepłynąć jak rzeka, wyczerpuje, stres niszczy sen, zabiera chęć życia ... Polecam psychologa, lekarza , homeopatie z koenzymem, magnes, dziurawiec, cokolwiek zawalczcie abyscie nie były słabe fizycznie, ból psychiczny spala ciało...potem będzie smutek, a potem nagle zobaczycie coś pięknego co zachwyci zbolałe serce, może to będzie wiosna...Cierpienie uszlachetnia, jak stal hartuje się w ogniu, tak nasze serca wystawiane są na próbę aby mogły głębiej odbierać świat, aby życie potem było bogatsze...Kobieto ty chyba nie wiesz co mówisz cierpienie uszlachetnia by lepiej poznawać świat chyba nigdy nie poznałaś co to kochać co ta druga osoba dla ciebie znaczy a jej brak to koniec. To oni pokazywali nam świat z innej perspektywy wówczas potrafiliśmy lepiej zrozumieć wiele rzeczy które z pierwszej obserwacji by nas nie zachwyciły lecz oni potrafili to zmienić wówczas świat był wart poznania .Czy ty w ogóle czytasz to co my przechodzimy. My nie chcemy poznawać świata bez swych mężów narzeczonych bo to oni byli są i będą naszym światem. Wiec nastepnym razem zanim coś napiszesz to sie zastanów czy to ma sens. My mamy być silne nasze ciała moją funkcjonować to odpowiedz mi jak mam to zrobić pić dziurawiec żarty sobie stroisz. 22 Odpowiedź przez 2010-07-31 01:35:47 Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-05-30 Posty: 6 Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?Kobieto Ty nie wiesz chyba co mowisz. Potwierdzam to w calym tego znaczeniu.! Masz racje stu procentowa , jestem z Toba - przezywam to samo . Zycie stracilo sens - bez ukochanej osoby ! To jest wegetacjan , nie zycie ! Zadne uroki tego swiata , niesa w stanie zastapic ukochanej osoby. Rzeczy materialne - to marnosc nad marnosciami . Jestem gotowa , zeby byc z moim Mezem w epoce KAMIENIA LUPANEGO ! Dziekuje za Twoj komentarz ! 23 Odpowiedź przez MILEN09 2010-08-18 22:37:00 MILEN09 Woman In Red Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-08-18 Posty: 261 Wiek: 54 Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?Pierwszy raz jestem na pomocy mój Mąż nie zyje 3 miesiace a ze mną jest coraz gorzej Czuję sie bardzo samotna każdy ma swoje sprawy a ja? Mam dorosłe dzieci rodzine znajomych ale oni chyba uwazają ze sobie radzę załatwiam te sprawy które musze chodze do pracy... ale gdy wracam do domu pustka.........nie wiem co ze soba zrobić dużo czytam na temat radzenia sobie w takiej sytuacji zachowuję sie jak kazda co przezyła śmierć męża ale jak żyć? 24 Odpowiedź przez Alexytymia 2010-08-18 22:53:34 Alexytymia Cioteczka Dobra Rada Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-03-11 Posty: 385 Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?Jest mi tak bardzo przykro, strata bliskiej osoby to "piekło na ziemi" . Pisałaś, że masz dzieci, może z nimi porozmawiaj- że jest ci ciężko i potrzebujesz ich wsparcia. A jeśli z jakiś względów nie jest to dobry pomysł- to może psycholog...masz też nas, pisz jeśli to pomaga. Wirtualnie przytulam. 25 Odpowiedź przez MILEN09 2010-08-18 23:23:16 MILEN09 Woman In Red Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-08-18 Posty: 261 Wiek: 54 Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?dzięki za odpowiedz z dziecmi mielismy problemy ale to osobna historia tak jak kazdy one maja swoje zycie i kazdy zachowuje sie jakby nie rozumiał co ja naprawde czuje ja myslę że dopóki ktos czegoś nie przezyje nie jest w stanie zrozumiec drugiej osoby ja tez nie wiedziałam co to znaczy stracić tak kochana najblizszą osobę nie wiedziałam co to znaczy 26 Odpowiedź przez jola1963 2010-08-22 00:40:10 jola1963 Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-08-22 Posty: 2 Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?Mój mąż zginął w wypadku w się okazało nie ze swojej winy ,ale z winy pracodawcy .Gdy odjeżdżał do pracy, a pracował z dala od domu i przyjeżdżał raz na dwa tygodnie nie wiedziałam że widzę go ostatni raz. Różnie między nami bywało, ale teraz dopiero zobaczyłam jak mi go bardzo roku minęło jak go straciłam ale coraz bardziej mi go się taka samotna, myślę że moje życie się już skończyło choć mam 47 lat i dorosłe ma żadnej porady na to jak sobie poradzić ze śmiercią ukochanej osoby, bo każdy musi to przeżyć na swój pocieszenia innych osób nie pomogą w takiej tragedii, a dzieci wiadomo,mają swoje sprawy , swoje koleżanki a zresztą ja z nimi nie mogłabym tak porozmawiać. Owszem pocieszają mnie , rozmawiają ze mną ale to nigdy nie zastąpi moich rozmów z mężem, żartów w ogóle być wdową. 27 Odpowiedź przez MILEN09 2010-08-22 20:35:08 MILEN09 Woman In Red Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-08-18 Posty: 261 Wiek: 54 Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?Mój mąż zmarł nagle wyszedł do pracy i już się nie zobaczyliśmy nie zdawałam sobie sprawy że będzie tak ciężko nie mogę znależć sobie miejsca nie pasuję do poukładanego życia rodziny znajomych zresztą oni chyba zapomnieli że ja zyję wydaje mi się że boja się ze mną rozmawiać że jednak mnie nie rozumieja dlatego szukam wsparcia wśród osób które przeżyły stratę bliskiej osoby 28 Odpowiedź przez intrygująca 2010-08-23 11:16:39 intrygująca Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zawód: chwilowo kura domowa Zarejestrowany: 2010-08-16 Posty: 24 Wiek: 34 Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić? łzy mi płynąwiem jak się czujesz samotna, niezrozumiana i nieszczęśliwatu pomoże tylko czas i wiara, że będzie lepiejja straciłam córeczkęi też nie umiałam pogodzić się ze światemale ktoś mądry kiedyś mi powiedział, że żałoba musi trwać 12 miesięcy, cztery pory rokuprzejdzie cały cykl i dopiero wtedy człowiek jest w stanie popatrzeć inaczej na światjestem myślami z Tobątrzymaj się mocno! 29 Odpowiedź przez MILEN09 2010-08-23 21:16:30 MILEN09 Woman In Red Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-08-18 Posty: 261 Wiek: 54 Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?Dziękuję za odrobinę otuchyTo był najgorszy wekend od śmierci męża Załamałam sie, coraz bardziej go brak kiedy wszyscy wrócili do normalnego zycia Nic mi sie nie chce myślałam nawet żeby wziąć zwolnienie w pracy Tam też nie potrafię pracować tak jak kiedyś i boję sie że nie będzie współczuciaZastanawiam się czy ja jestem dziwna i niedostępna czy wszyscy wokół są inni?A może wyczuwając nieszczerość nie potrafię sie zwierzyć ,otworzyć?Zawsze uważałam że jeśli kogoś jakiś problem nie dotknie nie jest w stanie zrozumieć drugiej płakałam jak czytałam zwierzenia innych Wszyscy przezywamy to samo a jest tak ciężkoPoruszyła mnie wiadomość o śmierci dziecka. Już kiedyś myslałam że to jest chyba najgorsze wierzycie że nasi bliscy zmarli czuwają nad nami daja jakieś znaki?Pozdrawiam 30 Odpowiedź przez Andia74 2010-08-28 22:57:09 Andia74 Powoli się zadomawiam Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-06-11 Posty: 52 Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić? intrygująca napisał/a:łzy mi płynąwiem jak się czujesz samotna, niezrozumiana i nieszczęśliwatu pomoże tylko czas i wiara, że będzie lepiejja straciłam córeczkęi też nie umiałam pogodzić się ze światemale ktoś mądry kiedyś mi powiedział, że żałoba musi trwać 12 miesięcy, cztery pory rokuprzejdzie cały cykl i dopiero wtedy człowiek jest w stanie popatrzeć inaczej na światjestem myślami z Tobątrzymaj się mocno!To jest prawda. U mnie powoli dobiega rok bez meza.... minely juz cztery pory roku i inaczej patrze na sprawy, na zycie... choc bylo momentami ciezko, i wciaz jeszcze zal i smutek sie tli... to juz wszystko jest inne... zycie zaczyna nabierac kolorow, ale jeszcze nie jeskrawych.... 31 Odpowiedź przez oliik 2010-08-29 15:22:14 oliik Zaglądam tu coraz częściej Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-08-28 Posty: 13 Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?Straciłam tate gdy miałam 10 lat ... to nie to samo , ale wiem po mojej mamie ... nie radziła sobie z tym wszystkim , była nerwowa... nie rozmawiała ze mna , chodziła do pracy byłam przewaznie sama w domu .... wiec moge tylko poradzić CI abys nie popełniała tego błedu co ona, otwieraj sie na innych ludzi , nie zamykaj sie w sobie , rozmawiaj i kochaj swojego synka , bo przeciez teraz Ty musisz dac mu podwójna miłosc... taka prawada...niewazne sa nowe zabawki dla dziecka , wazna jest Twoja miłosc... ono musi widziec na Twojej twarzy usmiech , ja nie widziałam , wiecznie tylko były problemy, teraz jak mam jakis problem tak strasznie rece mi sie telepia... mam 19 lat a co bedzie kiedys...wiec pamietaj masz dla kogo teraz zyc! masz dziecko, popatrz na nie i szukaj podobizny swojego kochanego meza w swoim dziecku... od razu bedzie lepiej .... to nie jest prawda ze czas leczy z rany .... my sami musimy sie z tym pogodzic ... jedni potrzebuja miesiac inni tak jak ja 9 lat... powodzenia 32 Odpowiedź przez 2010-09-06 20:33:13 Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-05-30 Posty: 6 Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?Do MILEN09- Rozumiem Cie doskonale jestem w tym dole juz osmy miesiac . Pustka totalna pustka . Niemoc - wskazowki zegara sie zatrzymaly . Nikkt i nic nie jest w stanie zastapic ukochanej osoby . Ty chociaz pracujesz , ja jestem na emeryturze . Pozdrawiam Cie 33 Odpowiedź przez dominika25 2010-09-07 13:27:10 dominika25 Netbabeczka Nieaktywny Zawód: sprzedawca Zarejestrowany: 2010-07-24 Posty: 401 Wiek: 25 Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?łączę się z wami w bólu łzy staja mi w oczach kiedy to nie prawda ze czas leczy rany,on tylko przyzwyczaja do bólu. . .uczy jak żyć bez ukochanej bliscy poszli na tamten świat poszli do Boga i tam na was z was pewnie myślą Boga niema bo który BÓG pozwala na odejście tak dobrego to pytanie nie znamy odpowiedzi możemy tylko wierzyć że tam po 2 stronie tez jest życie lepszy świat bez bólu i łez każdy z nas tam kiedyś pójdzie życie na ziemi się zaczyna i z czasem się kończy lecz my nie umiemy się z tym pogodzić i nigdy nie będziemy pustka która w was pozostała nie da się niczym osoby które tak kochaliście są w waszych sercach a stamtąd już nikt wam ich nie zabierze. 34 Odpowiedź przez Andia74 2010-09-07 20:09:08 Andia74 Powoli się zadomawiam Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-06-11 Posty: 52 Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?u mnie dobiega rok bez mojego meza, ale czuje Go wiecznie przy sobie, jak sie usmiecha jak jest. Czuje go tak przejzyscie jak nigdy dotad, trwa to jakies ostatnie 2-3 tygodnie. Czuje go w pokoju, kuchni... wszedzie....Boze jak to pomaga. Moja corka sie smieje, tanczy, spiewa, wspomina Tate i zawsze sie smieje jaki byl zabawny... czasem poplacze sobie w samotnosc... tak bardzo sie ciesze, ze wreszcie Go czuje obok siebie..... Niedlugo bedzie rok bez Niego... Ale Jego milosc czuje caly czas.... 35 Odpowiedź przez MILEN09 2010-09-07 20:40:39 MILEN09 Woman In Red Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-08-18 Posty: 261 Wiek: 54 Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?Wcześniej niektóre osoby co przezyły tą tragedię ostrzegały mnie że im dalej tym będzie gorzej. Nie docierało to chyba jednak do w Boga ale w tej chwili mam straszny chaos w głowie. Zadaję pytanie dlaczego on odszedł, dlaczego znowu ja cierpię? Czy własnie mogę sie z nim jak najszybciej spotkać?Życie nas nie oszczędzało mieliśmy trochę problemów, myślałam że co najgorsze już śmierć ukochanej osoby z którą spędzaliśmy każdą chwilę dobrą i ta złą to chyba najgorsze co mogło nas jeszcze do pracy ale nie wiem jak długo dam do pustego domu i siedzę bezczynnie i się żeby wykonać proste czynności, gdybym nie pracowała podejrzewam że nic bym nie robiła nawet przykra dla mnie jest ta samotnośc,wszyscy "bliscy" po udzieleniu pierwszej pomocy poprostu zniknęli w swoim zabieganym życiu. Nie życze im, żeby musieli się zatrzymać tak jak my. 36 Odpowiedź przez Andia74 2010-09-08 04:04:39 Andia74 Powoli się zadomawiam Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-06-11 Posty: 52 Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić? Do MILEN09: jak dlugo Twoj maz nie zyje?.Powiem Ci tak im dalej w las tym wiecej drzew, ale spojrz na wiele rzeczy inaczej, masz wspomienia, wspaniale ze swoim mezem, Bog dal Wam wspanialy czas... i to sie liczy!!!A co do znajomych... wiesz co.. ja zrobilam taki porzadek wsrod nich, ze zostaly mi wspaniale dwie kolezanki ktore maja swoje rodziny i wiecej nikogo nie szukam. Mnie znajomi tylko dobijali psyczicznie, z tekstami typu: teraz musisz dbac o siebie, teraz musisz to, teraz musisz tamto... a ja wiedzialam, ze nic nie musze... daj sobie na spocznij!... to pomaga naprawde. Masz ochote na lody to je zjedz, masz ochote ryczec to rycz.... rob to na co masz ochote, porozpieszczaj sie troche... zobaczysz naprawde da sie zyc ze smiercia ukochanej osoby, choc pustki zastapic sie nie da. Ja wynalazlam w sobie takie cos, ze gadam do swojego meza tak jak by siedzial kolo mnie, tak jak by byl... i od niedawna naprawde czuje ze jest... ze patrzy na mnie, usmiecha sie... ze mi pomaga... ROZMAWIAJ Z NIM.. mow jak bardzo Go kochasz, jak tesknisz... mow, sluchaj siebie, pisz pamietnik, zapisuj wspolne wspomienia.... mi to bardzo pomagalo. Powodzenia. 37 Odpowiedź przez isabelle333 2010-09-08 18:59:02 isabelle333 Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-09-06 Posty: 5 Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?Ja straciłam niedawno młodszego brata. Sama już nie wiem co mam robić... A najgorzej jest z mama. zaczynam sie zastanawiać czy nie iść z nią do psychiatry lub psychologa bo ja już nie mam siły, mama nie ma siły a ja nie mam do niej siły.. :( 38 Odpowiedź przez DrugaJa 2010-09-08 21:38:39 DrugaJa O krok od uzależnienia Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-03-28 Posty: 60 Wiek: 34 Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić? Kilka dni temu minęło pół roku od śmierci mojego męża....Jakoś sobie radzę...pracuję, zajmuję się dziećmi i domem. I miesiąc był dla mnie szokiem-żyłam jak w jakimś śnie, robiłam wszystko z automatu, nie wierzyłam w to wszystko. Okoliczności sprawiły, że to na mnie spoczywało zorganizowanie pochówków, adrenalina musiała mnie chyba trzymać. Tak sobie to dziś tłumaczę. Z dnia pogrzebu nie pamietam wielu rzeczy... . Nie wiem co wtedy się działo. Każdy mi powtarzał "Czas leczy rany".II miesiąc-zaczynałam sobie uświadamiać stratę, dzieci (szczególnie starsza córka) zaczęły wspominać tatę-cóka za Nim bardzo tęskni i płacze. Prosi, aby pochować wszystkie zdjęcia na których jest, bo patrząc na nie jest jej przykro. Przy dzieciach muszę udawać twardą i nie uronić ani łzy, choć bardzo ciężko mi na sercu. Korzystam z pomocy psychologa, ale czuje, że mi nie pomaga. Pomagają natomiast nasi przyjaciele. Czuję, że są obok mnie. Jednocześnie uciekam przed spojrzeniami sąsiadów i ludzi, którzy na mnie tak dziwnie patrzą. Mam wrażenie, że za moimi plecami mówią "o, to ta młoda wdowa. została sama z dwójką dzieci". Nie, nie czuję się młodo, czuję się staro. Mimo to, na pytanie o stan cywilny przez gardło nie może mi przejść słowo WDOWA. Mam dopiero 34 lata. Kłamali-czas nie leczy miesiąc-w końcu do mnie dotarło, że to jednak prawda....powoli zaczęłam rozdawać Jego rzeczy przyjaciołom, część powyrzucałam, ale w dalszym ciągu większość Jego garderoby jest w szafie, bielizna w szufladzie, ubrania na półkach. Złożyłam nasze łóżko-nie mogłam na nim spać (zbyt wiele wspomnień). Zmieniłam ustawienie mebli w mieszkaniu. Trochę pomogło. Dochodzę do wniosku, że Bóg nie istnieje. Nie mam żadnych znaków, nic co pomogłoby mi uwierzyć, że jest coś ponad, poza tym co tu i teraz. Mąż czasem mi się śni, ale bardzo rzadko. Nie rozmawia we śnie ze mną, choć pytam dlaczego mnie zostawił...? On odwraca się i bez słowa odchodzi. Z kazdym dniem ta rana się pogłębia, bardziej boli. Jednak miesiąc-staram się nie myśleć, nie przypominać sobie "tego" dnia, ani innych szczegółów z naszego życia "przed". Praca i przebywanie między ludźmi pomaga mi w tym bardzo. Dużo się dzieje. Boli trochę miesiąc-raz w górę, raz w dół. Czuję sie jak na miesiąc-wyjeżdżam z dziećmi na wakacje, daję sobie trochę luzu. Są dni, kiedy niewiadomo skąd pojawiają się łzy i te natrętne myśli, że jednak nie dam rady. Że już nic dobrego mnie w życiu nie spotka. Ubolewam nad losem moich dzieci, które zostały nieodwołalnie skazane na bycie półsierotami. Mam świadomość, że nie jestem w stanie zastąpić im ojca. Sama wychowana w pełnej rodzinie, w której ojciec był i jest autorytetem nie jestem w stanie się z tym pogodzić. Proszę Go o siłę, aby wychować Je na dobrych miesiąc...zobaczymy jak będzie. Boję się tej jesieni i zimy. Boję się tych zimnych, samotnych, ciemnych wieczorów i nocy. Muszę być silna dla jednym z grobów przeczytałam epitafium "Zrozumie, kto stracił". Tylko, i aż tyle-nic więcej tłumaczyć nie się dziewczyny! Mimo wszystko! 39 Odpowiedź przez DrugaJa 2010-09-08 21:49:21 DrugaJa O krok od uzależnienia Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-03-28 Posty: 60 Wiek: 34 Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić? isabelle333 napisał/a:Ja straciłam niedawno młodszego brata. Sama już nie wiem co mam robić... A najgorzej jest z mama. zaczynam sie zastanawiać czy nie iść z nią do psychiatry lub psychologa bo ja już nie mam siły, mama nie ma siły a ja nie mam do niej siły.. :(Strata dziecka jest największą tragedią jaka może spotkać rodzica. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie tego bólu i nawet nie Mama musi skorzystać z pomocy psychologa, a jeśli to nie to psychiatry. Przekonaj ją do wizyty. Straciła syna, ale ma przecież Ciebie. Nie może Cię zostawić samej sobie... A przede wszystkim bądź z nią. Przytul, nie musisz nic mówić, po prostu okazuj jej swoją obecność. 40 Odpowiedź przez isabelle333 2010-09-09 12:20:14 isabelle333 Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-09-06 Posty: 5 Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić? DrugaJa,dziekuje za dobre slowo! :) tylko ze widzisz ja nie chce narzekac ale mnie tez jest ciezko znalezc sily. czuje sie tak POTWORNIE samolubna ale to jest taki ciezar podwojny a nawet potrojny: po pierwsze teraz mama ma tylko mnie, po drugie jest bardzo zrozpaczona strata, po trzecie ja tez jestem przygnebiona strata bo ja tez stracilam ja wiem ze mama ma GORZEJ ale ja tez mam zle :( i jescze mamie zostalo tylko jedno dziecko a ze moj ojciec pil albo i z innych powodow ja latwo lapie doly i czasem nie moglam sie pozbierac jak sie nic nie dzialo a co dopiero teraz :(!!naprawde nie chce narzekc i chce ja wspierac ale to jest tak jak w samolocie: najpier zaloz dziecku maske tlenowa w razie katastrofy a potem sobie! wiec ja tak mysle ze ja pojde do psychologa najpierw i potem mame zaciagne bo ona to jest apatayczna ze ie wie co sie do niej mowi. ale mama jest emerytka i nie musi z domu wychodzic, ja musz e do pracy i wiem jak to okropnie brzmi ale to mnie ratuje bo mama teraz ze mna mieszka i tak bardzo jak ja chce ja wspierac to bym nie wydolila caly dzien byc przy niej bo ten nasz bol to by sie nie zrobil podwojny jak bysmy razem siedzialy tylko raczej do kwadratu :(:(sorry ze ja tu tak wam jecze na tym forum ale kurcze juz mam dosc. 41 Odpowiedź przez MILEN09 2010-09-10 21:28:31 MILEN09 Woman In Red Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-08-18 Posty: 261 Wiek: 54 Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?Tak się żle czułam że nawet tu nie potrafiłam zajrzeć trzy dni."Cieszę się" że chociaż tu ktoś mnie że nie jestem mąż zmarł 13 maja więc minęły już prawie cztery żyć, walczę ze sobą żeby chodzić do pracy chociaż nie jestem w stanie wypełniać swoich obowiązków tak jak zaczęłam pisać zaraz po sie że nie powinno się płakać bo jest im ciężko, ale zawsze kiedy jest mi bardzo żle przyśni mi sieęa wtedy mam wrażenie że jest ze nie potrafię jeszcze zrobić "porządku" z jego jego buty stoją tak jak je zostawił. Myślę o remoncie tak jak planowaliśmy o zrobieniu czegokolwiek ale chyba jeszcze nie na pomniku epitafium" Odszedłeś cicho i bez pożegnania jak ten co nie chce swym odejściem smucić jak ten co wierzy w chwili rozstania że niebawem..wróci".Wdzięczna jestem że ktoś jest ze mną. Pozdrawiam Was wszystkie. 42 Odpowiedź przez Andia74 2010-09-10 22:06:40 Ostatnio edytowany przez Andia74 (2010-09-10 22:14:04) Andia74 Powoli się zadomawiam Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-06-11 Posty: 52 Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić? MILEN09 napisał/a:Tak się żle czułam że nawet tu nie potrafiłam zajrzeć trzy dni."Cieszę się" że chociaż tu ktoś mnie że nie jestem mąż zmarł 13 maja więc minęły już prawie cztery żyć, walczę ze sobą żeby chodzić do pracy chociaż nie jestem w stanie wypełniać swoich obowiązków tak jak zaczęłam pisać zaraz po sie że nie powinno się płakać bo jest im ciężko, ale zawsze kiedy jest mi bardzo żle przyśni mi sieęa wtedy mam wrażenie że jest ze nie potrafię jeszcze zrobić "porządku" z jego jego buty stoją tak jak je zostawił. Myślę o remoncie tak jak planowaliśmy o zrobieniu czegokolwiek ale chyba jeszcze nie na pomniku epitafium" Odszedłeś cicho i bez pożegnania jak ten co nie chce swym odejściem smucić jak ten co wierzy w chwili rozstania że niebawem..wróci".Wdzięczna jestem że ktoś jest ze mną. Pozdrawiam Was mnie najgorsze bylo 6-9 miesiecy po Jego smierci... ale potem juz tylko bylo psychicznie lepiej ze mna. Ja szybko zrobilam porzadek z rzeczami meza, ale ja do tych naleze, dzisiaj sie z tego ciesze, bo gdyby to zostalo na pozniej to bym wciaz chodzila przytlumiona. Przestawilam meble, pozmienialam wiele rzeczy. Zmienilam swoj kolor wlosow, fryzure, odchudzilam sie o 10kg, tak aby sie podobac samej sobie, aby nie patrzec w lustro i widziec ciagle te sama smutna, zaplakana siebie. Staram sie cieszyc zyciem, bo przeciez tak szybko mozna je stracic. Zobaczysz, jeszcze jestes na poczatku drogi, ale to sie zmieni. Naprawde. Nie jest dobrze, i juz nigdy nie bedzie, ale zmniejsza sie bol, ucicha rozpacz, wszystko sie zmieni i bedzie bardziej poukladane w sercu. Ale pustka... ona zostaje... chyba na zawsze.... . 43 Odpowiedź przez MILEN09 2010-09-10 23:08:02 MILEN09 Woman In Red Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-08-18 Posty: 261 Wiek: 54 Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?Życie w ogóle jest okrutne a jeszcze nas tak doświadczyło. Mam dla kogo żyć jest przede wszystkim wnusia jeden roczek ale zawsze wtedy myślę że on nie doczekał nawet jej roczku. I tu chyba przeznaczenie udało mi sie zrobić jedno jedyno zdjęcie pamiątka dla niej na całe życie tak chciał żeby wziąc ją za rączkę i kupić jej co będzie chciała widać było że jest za dziadkiem Jest córka która mieszka daleko i bardzo mi jej brakuje i syn ale to jest mężczyzna który nie zawsze mówi to co czuje a chyba też brakuje mu ojca mógł zawsze na niego liczyć czasami zapominam co czują po jego stracie dzieci 44 Odpowiedź przez Andia74 2010-09-10 23:57:08 Andia74 Powoli się zadomawiam Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-06-11 Posty: 52 Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić? MILEN09 napisał/a:Życie w ogóle jest okrutne a jeszcze nas tak doświadczyło. Mam dla kogo żyć jest przede wszystkim wnusia jeden roczek ale zawsze wtedy myślę że on nie doczekał nawet jej roczku. I tu chyba przeznaczenie udało mi sie zrobić jedno jedyno zdjęcie pamiątka dla niej na całe życie tak chciał żeby wziąc ją za rączkę i kupić jej co będzie chciała widać było że jest za dziadkiem Jest córka która mieszka daleko i bardzo mi jej brakuje i syn ale to jest mężczyzna który nie zawsze mówi to co czuje a chyba też brakuje mu ojca mógł zawsze na niego liczyć czasami zapominam co czują po jego stracie dzieciJa zostalam z malenkim jeszcze dzieckiem, corka ma 6 lat, wiec ja tez mam dla kogo zyc. Codziennie rozmawiamy o tacie jaki byl wesoly, jak gotowal, jak bawilismy sie razem. Mysle, ze Ona tak do konca Go pamietac nie bedzie, moze jak za mgla, ale pamiec w jej serduszku postaram sie pielegnowac. Powodzenia zycze! Naprawde i szczerze!! 45 Odpowiedź przez MILEN09 2010-09-11 23:25:27 MILEN09 Woman In Red Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-08-18 Posty: 261 Wiek: 54 Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?Andia74Wiem że jest ci ciężej masz małe dziecko którym musisz się zająć mimo że jest ci żleja znowu przepłakałam cały wieczór moja teściowa która straciła również wcześniej męża a teraz syna dzisiaj widząc że coś jest ze mną nie tak zapytała czy mam jakiś problem powiedziałam że sobie nie radzę psychicznie ale nie potrafiła ze mną porozmawiać chociaż przeżyła to samo ja chyba zwariuję boję się chyba będę musiała skorzystać z fachowej pomocy a tak nie chciałabym brać leków 46 Odpowiedź przez wild_flower 2010-09-12 02:07:07 Ostatnio edytowany przez Wika (2010-09-12 16:08:33) wild_flower Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-09-05 Posty: 584 Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?Bardzo Wam współczuje Nie ma na świecie słów, które mogą wyrazić jak wielki jest ludzki żal w obliczu odejścia bliskich nam osób... 47 Odpowiedź przez Andia74 2010-09-12 03:02:51 Andia74 Powoli się zadomawiam Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-06-11 Posty: 52 Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić? MILEN09 napisał/a:Andia74Wiem że jest ci ciężej masz małe dziecko którym musisz się zająć mimo że jest ci żleja znowu przepłakałam cały wieczór moja teściowa która straciła również wcześniej męża a teraz syna dzisiaj widząc że coś jest ze mną nie tak zapytała czy mam jakiś problem powiedziałam że sobie nie radzę psychicznie ale nie potrafiła ze mną porozmawiać chociaż przeżyła to samo ja chyba zwariuję boję się chyba będę musiała skorzystać z fachowej pomocy a tak nie chciałabym brać lekówKochana, mi juz nie jest ciezko... ja sie bardzo ciesze, ze Bog dal mi na drodze wspanialego czlowieka z ktorym przezylam 12 najcudowniejszych, najwazniejszych lat z mojego zycia. Dal mi dziecko z tego zwiazku.... o coz bym mogla prosic wiecej.... Ja w zyciu swoje przezylam, styracilam dom w huraganie stracilismy wszystko co mielismy, moj maz 7 lat temu przezyl tragiczny wypadek samochodowy po ktorym byl 3 tygodnie nieprzytomny a ja bylam wowczas w 7 miesiacu ciazy, moje dziecko w dniu porodu umieralo mi na rekach, cudem ocalalo.... teraz smierc meza. Ale wciaz sie ciesze zyciem, bo moj maz napelnil mnie miloscia ktora starczy na wiele, wiele lat... a jak juz sie ten zapas wykonczy to moje serce bedzie wciaz napelnione miloscia do Niego i naszego dziecka. Ja sie ciesze, ze Go mialam, ja sie ciesze, ze w dniu smierci byl MOIM Mezem, Ojcem mojego dziecka.... ze to wlasnie On przewrocil moj swiat do gory nogami 12 lat temu, ze dla Niego 12 lat temu wyemigrowalam (jak dla mnie) do najwspanialszego miejsca na ziemii, to On mnie nauczyl smiac sie z problemow i zyc dzisiejszym dniem bo terazniejszosc jest rownoznaczne z prezentem (present=gift) jaki Bog nam daruje, prezentem pod postacia zycia... a teraz jest moj czas, aby zyc tym czym On napelnil, z tym co mnie nauczyl, z moim-naszym... zobacz jak cudownie!!!!Oczywiscie, ze brakuje mi Jego obecnosci, ale jak dla mnie to On tu jest, czasem tak bardzo, ze czuje Jego zapach..... 48 Odpowiedź przez MILEN09 2010-09-13 22:15:24 MILEN09 Woman In Red Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-08-18 Posty: 261 Wiek: 54 Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?Może jeszcze trochę .... i mnie będzie tak sobie pomyślałam, że nie mogę na nikogo mogę oczekiwać, że "ich" życie się zmieni. To ja muszę znależć swoje miejsce w potrafię narazie cieszyć się życiem ale wydaje mi się że momentami sama nie wiem czego "zrozumie- kto stracił".Mój mąż też mi dał dużo szczęścia przeżyliśmy razem 27 po pogrzebie śniło mi się, że to ja umarłam a on bardzo płakał. Też mi się wydaje, że w trudnych chwilach jest ze nas zaskoczyło nigdy nie rozmawialiśmy nawet o tym co by było gdyby? A jeżeli tak to nigdy nie myślałam że to on sobie w głowie że to ja miałam być "pierwsza".Przeżyłam cały zły miesiąc może w tym następnym choć na kilka dni pojawi sie trochę lepszych dni? 49 Odpowiedź przez Smutna Marysia 2010-09-14 17:09:25 Smutna Marysia Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-09-14 Posty: 502 Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?Witam, dzisiaj mija 12 tygodni jak zmarł mój mąż, jest mi bardzo żle. 50 Odpowiedź przez lilii 2010-09-15 21:15:40 lilii Do zakochania jeden krok Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-09-15 Posty: 42 Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?witam wszystkie panie,Najgorszy dzień w moim życiu to zmarł mój narzeczony miał być nasz ślub, bylismy razem 8 lat, mieszkaliśy razem 5 lat, kazdy dzien bez niego jest dla mnie koszmarem. Nic mi po nim nie zostało, nie mieliśmy dzieci. Czuje się obca, patrze się w lustro i nie wiem kim jestem, nie pasuje do swoich znajomych, rodziny do tego świata, czuje się jakby świat pędził, wszyscy pędzą tylko ja stoje sama i stoje... i nie wiem co się dzieje, ten świat jest okropny, wszyscy w pogoni za kasą nie mają dla siebie czasu, nawet nie wiedzą kiedy to może być ten ostatni dzień, nie życze nikomu takie nieszczęścia jakie nas spotkało, modle się każdego dnia abym mogła do niego dołączyć....., ale znając jakie życie jest okrutne pewnie będę musiala zyc 90 lat, może bedzie wczesniej koniec świata.... 51 Odpowiedź przez MILEN09 2010-09-16 17:28:10 MILEN09 Woman In Red Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-08-18 Posty: 261 Wiek: 54 Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?Wiecie nie przypuszczałam, że przeżycia po śmierci bliskiej osoby są tak straszne. Naprawdę istna huśtawka nastrojów. Z perspektywy czasu, a minęły 4 miesiące od śmierci męża, myślę że te pierwsze 3 miesiące były łatwiejsze? po prostu moje samopoczucie zmieniło sie na lepsze na trzy dni. I znowu w dół?A tak chciałam napisać Wam, że ze mną jest lepiej. 52 Odpowiedź przez Andia74 2010-09-16 18:45:01 Andia74 Powoli się zadomawiam Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-06-11 Posty: 52 Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić? MILEN09 napisał/a:Wiecie nie przypuszczałam, że przeżycia po śmierci bliskiej osoby są tak straszne. Naprawdę istna huśtawka nastrojów. Z perspektywy czasu, a minęły 4 miesiące od śmierci męża, myślę że te pierwsze 3 miesiące były łatwiejsze? po prostu moje samopoczucie zmieniło sie na lepsze na trzy dni. I znowu w dół?A tak chciałam napisać Wam, że ze mną jest juz wspomnialam dla mnie najgorsze bylo od 6 do 9 miesiaca.... Nawet nie chce wspominac, tak jakby dotarlo do mnie co naprawde sie stalo... ale potem juz bylo lepiej. Mi bardzo pomog powrot do kosciola.... po wielu wielu latavch poczulam sie wlasnie jakos ze kosciol jest mi bardzo potrzebny, napotkalam tam bardzo fajnych ksiezy (tych naprawde z powoloaniem). 53 Odpowiedź przez Smutna Marysia 2010-09-17 12:06:47 Smutna Marysia Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-09-14 Posty: 502 Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?Też uważam,że jest też huśtawkę nastrojów. Są dni, że jakoś sobie radzę, ale są dni, że jestem wszystkich mam pretensje, jestem zła na czły świat, sama nie wiem po co. żyję jak w próżni, nie widzę żadnej przyszłości dla siebie, mimo że mam 3 dorosłych synów, bardzo że oni mnie też potrzebują, ale oni kiedyś założą swoje rodziny i ja już będę na dalszym umiem z nikim rozmawiać na te tematy, nie mam zaufania do nikogo... 54 Odpowiedź przez MILEN09 2010-09-17 16:09:27 MILEN09 Woman In Red Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-08-18 Posty: 261 Wiek: 54 Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?Smutna MarysiuWszystkim nam nie jest jest ból naprawdę nie do opisania. Ja też doszłam do wniosku, że sama nie wiem czego chcę, jak nikt nie dzwoni mam żal, jak gdzieś jestem chcę uciekać bo wydaje mi się że nikt mnie nie też szukałam pomocy i zrozumienia tu na pomaga, bo nawet w pracy otworzyłam sie i potrafie powiedzieć więcej o tym co czuję. 55 Odpowiedź przez Smutna Marysia 2010-09-18 21:48:38 Smutna Marysia Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-09-14 Posty: 502 Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?Dziękuję MILENO9. mam wrażenie, że nasz stan psychiczny jest bardzo podobny, może masz rację i znajdziemy tutaj na tym forum jakąś ulgę, Bardzo boję się nadchodzącej zimy. tych ponurych dni. o świętach Bożego Narodzenia to już nie wspomnę. Nie wiem czy dam radę, z pewnością tak ale jakim kosztem, wszystko jest już inne, nie chce mi się nic. Codziennie jadę na cmentarz, chciałabym z tym skończyć, ale nie mogę, muszę tam być, chociaż na chwilkę. żyję dniem dzisiejszym a przyszłości nie ma, nie wiem po co żyję. Ciągle zadaję sobie pytanie dlaczego. Mój mąż zmarł na raka trzustki, to jest wyrok, wiedziałam o tym od początku, ale razem do końca mieliśmy nadzieję, walczyliśmy 1,5 roku, cały czas chemia, tylko paliatywna ale tydzień to było piekło dla nas, a teraz ból dla mnie, nie mogę z tym się pogodzić i dlaczego,,,, 56 Odpowiedź przez Andia74 2010-09-18 23:56:33 Andia74 Powoli się zadomawiam Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-06-11 Posty: 52 Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić? Smutna Marysia napisał/a:Dziękuję MILENO9. mam wrażenie, że nasz stan psychiczny jest bardzo podobny, może masz rację i znajdziemy tutaj na tym forum jakąś ulgę, Bardzo boję się nadchodzącej zimy. tych ponurych dni. o świętach Bożego Narodzenia to już nie wspomnę. Nie wiem czy dam radę, z pewnością tak ale jakim kosztem, wszystko jest już inne, nie chce mi się nic. Codziennie jadę na cmentarz, chciałabym z tym skończyć, ale nie mogę, muszę tam być, chociaż na chwilkę. żyję dniem dzisiejszym a przyszłości nie ma, nie wiem po co żyję. Ciągle zadaję sobie pytanie dlaczego. Mój mąż zmarł na raka trzustki, to jest wyrok, wiedziałam o tym od początku, ale razem do końca mieliśmy nadzieję, walczyliśmy 1,5 roku, cały czas chemia, tylko paliatywna ale tydzień to było piekło dla nas, a teraz ból dla mnie, nie mogę z tym się pogodzić i dlaczego,,,,A dlaczego nie cieszysz sie, ze Twoj maz juz sie nie meczy, nia czuje bolu, jest w miejscu gdzie nie ma chemii, cierpienia, lekarzy, szpitali, ponizenia przez chorobe..... ze w koncu los przyniosl mu ulge po poltora roku meczarni?? Moj tata zmarl na raka, zal jest duzy, ale z drugiej strony jaki koszmar jest patrzac jak ukochana osoba cierpii, wije sie z bolu, jest ponizona przez w slwoim czlowieczenstwie przez chorobe do najgorszego (sama napisalas, ze przeszlas przez pieklo)??? Pomodl sie za Niego, zrob cos dla Niego aby bylo latwiej, lzej przejsc przez rozpacz, zalobe, uwierz mi ONI tego potrzebuja, bardziej niz rozpaczy...Oczywiscie to taki moj punkt widzenia. Wszystko ma dwie strony. Zal, pustka... wszystko jest.... tylko czy wolalabys aby trwalo to wszystko nadal, aby trwala choroba?? Oczywiscie, lepiej by bylo aby choroba nie przyszla nigdy, ale tak sie stalo i nie zmienisz tego.... i nie pytaj dlaczego!!! Takie jest zycie! Widocznie to byl czas dla twojego meza aby zejsc z tego swiata i wspomoc Ci tam z nieba. Ja tez stracilam meza, zmarl nagle, przyszedl z pracy, polozyl sie spac, nigdy sie nie obudzil. 57 Odpowiedź przez Smutna Marysia 2010-09-19 10:03:05 Smutna Marysia Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-09-14 Posty: 502 Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?Tak kochane. ostatni tydzień to był modliłam się, żeby Bóg mu ulżył i go zabrał, prosiłam jego matkę, którą bardzo kochał i już zmarła, żeby mu pomogła przejść na drugą ciągle sie modlę za niego i za wszystkich, którzy już tam są, może kiedyś mi też pomogą przejść na drugą stronę. Tylko raz jak było 6 tygodni od śmierci w nocy sie obudziłam i czułam, że on jest obok mnie, po prostu go czułam, powiedział mi naszą tajemnice, dał buzi i ja zamknęłam oczy i to powtórzyło się dwa pewna, że to nie był sen. Więcej od tego czasu nic się nie wydarzyło, ani się nie przyśnił, chociaż codziennie proszę oto. Bardzo za nim tęsknię. 58 Odpowiedź przez Smutna Marysia 2010-09-19 10:05:23 Smutna Marysia Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-09-14 Posty: 502 Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?Tak kochane. ostatni tydzień to był modliłam się, żeby Bóg mu ulżył i go zabrał, prosiłam jego matkę, którą bardzo kochał i już zmarła, żeby mu pomogła przejść na drugą ciągle sie modlę za niego i za wszystkich, którzy już tam są, może kiedyś mi też pomogą przejść na drugą stronę. Tylko raz jak było 6 tygodni od śmierci w nocy sie obudziłam i czułam, że on jest obok mnie, po prostu go czułam, powiedział mi naszą tajemnice, dał buzi i ja zamknęłam oczy i to powtórzyło się dwa pewna, że to nie był sen. Więcej od tego czasu nic się nie wydarzyło, ani się nie przyśnił, chociaż codziennie proszę oto. Bardzo za nim tęsknię. 59 Odpowiedź przez MILEN09 2010-09-19 18:45:35 MILEN09 Woman In Red Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-08-18 Posty: 261 Wiek: 54 Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?Marysiu piszesz, że żyjesz dniem dzisiejszym, że nie myślisz o przyszłości. Tak chyba powinno wrazenie , że my wszystkie zatrzymałyśmy się w tym zabieganym dniem dzisiejszym i powinnyśmy sie cieszyć z małych liczą sie rzeczy materialne, bo przecież nie one są też bardzo tęsknię, ale cieszę się że mam komu się wygadać, odezwała się mi trochę lżej i kiedy już teraz widzę go na zdjęciu zaczynam uśmiechać sie do myślę narazie o Świecie Zmarłych o Bożym jeszcze tyle dni a jeden tylko dzień potrafił tak radykalnie zmienić nasze życie. 60 Odpowiedź przez Smutna Marysia 2010-09-23 06:54:53 Smutna Marysia Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-09-14 Posty: 502 Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?Jestem w strasznym dołku, wczoraj były 3 miesiące od śmierci i nasza rocznica spędziłam sama, Byłam 2 razy na cmentarzu, miałam mszę za męża. Jestem bardzo samotna, tak mi żle, nie wiem co będzie dalej, czy ten ból chociaż trochę ulży, czy już pozostanie na zawsze? Bardzo się staram żyć normalnie ale chyba mi nie wychodzi. Tylko płaczę i mam pretensje do wszystkich i o że chyba dostaję do głowy.
\n jak żyć po śmierci dziecka forum
Zachęcam do poszukania profesjonalnej pomocy - psychologa, psychoterapeuty, być może także przyda się wsparcie farmakologiczne od psychiatry. Może Pani odnaleźć grupę wsparcia dla osób w żałobie (w Częstochowie przy ul. Krakowskiej 45a działa Akademia Walki z Rakiem, może tam Pani znajdzie taką grupę lub uzyska o niej informacje).
Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź 1 2012-04-02 10:23:14 braksil13333 Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-04-02 Posty: 3 Temat: Samobójcza śmierć dzieckaPolecono mi to forum, może ktoś cokolwiek mi doradzi, jak sam radzi sobie w podobnej bo dopiero dwa tygodnie temu, mój 14-letni syn popełnił samobójstwo. Do teraz nie wiem dlaczego, co się stało, dlaczego cierpiał, dlaczego targnął się na życie. Takiego bólu jeszcze nigdy nie czułam. Nic tak nie boli, jak strata dziecka, i to na dodatek poprzez samobójczą śmierć. To wszystko jest świeże, do teraz nawet w pełni to do mnie nie dochodzi. Jestem na silnych lekach uspokajający, na zwolnieniu, bo chyba nie dałabym teraz rady pracować. Na dodatek oprócz mojej bliskiej znajomej nie mam nikogo, komu mogłabym się wypłakać, z kim porozmawiać - ojciec syna odszedł od nas, utrzymywał tylko sporadyczne kontakty, wieść o śmierci syna nie zrobiła na nim większego wrażenia. Rodziców, zwłaszcza mamy, ponieważ choruje, nie chce dodatkowo martwić, chociaż jest mi naprawdę źle. Były mąż nawet nie był na pogrzebie syna, swojej znajomej prawdopodobnie nigdy się nie odwdzięczę, wiem, że mogę na nią liczyć Nie wiem, co było nie tak, co się stało. Syn nie miał żadnego bliskiego kolegi, był bardzo zamknięty w sobie, wolał przebywać w samotności. Robiłam wszystko, żeby nie odczuwał aż tak bardzo braku ojca. Teraz chyba jeszcze nie dam rady iść do terapeuty, mimo że naprawde jest mi bardzo ciężko. Bardzo świeża i bolesna rana. Nie wiem, jak sobie radzić, nie wiem, jak się to dalej potoczy. 2 Odpowiedź przez Wielokropek 2012-04-02 10:44:34 Wielokropek 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-03-01 Posty: 26,016 Odp: Samobójcza śmierć dziecka Każda śmierć jest trudnym przeżyciem. Śmierć własnego dziecka jeszcze trudniejszym. Samobójcza śmierć - przeżyciem zwielokrotnionym brakiem odpowiedzi na różne pytania. Współczuję Ci kobieta, psychiatra, Elizabeth Kubler-Ross, zajmująca się problemami umierania i śmierci wyróżniła kilka etapów żałoby:1. ZAPRZECZENIE- szok- niedowierzanie- zaprzeczenie- wyparcie2. GNIEW, BUNT- obrona- walka- reakcja na zdarzenie- reakcja uzależniona od własności osobniczych3. TARGOWANIE, NEGOCJACJE, PERTRAKTACJE- chęć osiągnięcia stabilizacji- chęć osiągnięcia porozumienia- chęć zysku- potrzeba załatwienia "czegoś"4. DEPRESJA- przygnębienie- obniżenie poczucia własnej wartości- smutek- żal- poczucie pustki5. AKCEPTACJA- uspokojenie- pogodzenie- spokój- uczenie się nowego życia- przebaczenie- pojednanie- czasami akceptacja faktu zdarzenia bez zgody, przyzwolenia na owo etapy często nie są tak ostro zarysowane, przenikają się wzajemnie. Ty jesteś na początku tej drogi. Szok to chyba najlepsze określenie Twego stanu. Dobrze, że masz obok siebie tak oddaną znajomą. Pisz tutaj tak często, jak będziesz tego potrzebowała. Jestem dość często na tym forum, możesz liczyć na moje Cię mocno, choć wirtualnie. Jeśli ktoś chce, znajdzie ktoś nie chce, znajdzie powód."Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski 3 Odpowiedź przez braksil13333 2012-04-02 13:06:04 braksil13333 Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-04-02 Posty: 3 Odp: Samobójcza śmierć dzieckaJak się w ogóle pogodzić ze śmiercią dziecka, zwłaszcza taką śmiercią?Nie wiem dlaczego, nie wiem co się stało, czego nie zauważyłam. Dlaczego nie powiedział mi, co się dzieje, tylko odebrał sobie życie?Wiem, że to są pytania bez odpowiedzi. Teraz po prostu nie potrafię o niczym innym myśleć. 4 Odpowiedź przez Wielokropek 2012-04-02 13:14:28 Wielokropek 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-03-01 Posty: 26,016 Odp: Samobójcza śmierć dziecka braksil13333 napisał/a:Jak się w ogóle pogodzić ze śmiercią dziecka, zwłaszcza taką śmiercią?Nie wiem dlaczego, nie wiem co się stało, czego nie zauważyłam. Dlaczego nie powiedział mi, co się dzieje, tylko odebrał sobie życie?Wiem, że to są pytania bez odpowiedzi. Teraz po prostu nie potrafię o niczym innym się ze śmiercią własnego dziecka? Kiedyś to pewnie nastąpi. Daj czasowi czas. Twój syn był zamkniętym w sobie dzieckiem. Być może niczego nie przeoczyłaś, bo bardzo ukrywał swoje trudne uczucia i sytuacje, a być może jego decyzja o śmierci była podyktowana impulsem. Jeśli ktoś chce, znajdzie ktoś nie chce, znajdzie powód."Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski 5 Odpowiedź przez margeri 2012-04-02 16:50:50 margeri Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-04-29 Posty: 22 Wiek: 40z plusikiem Odp: Samobójcza śmierć dzieckaBraksil kochana lacze sie z Toba w moge to polecam forum dla rodzicow po stracie sa matki,ktore doswiadczyly tej samej i tu znajdziesz napewno zyczliwe osoby,ktore utula troche Twoje zbolale zechcesz zajrzyj takze tam nas tam laczy wspolny chcesz odezwij sie na meila mojego..takze jestem matka po sie zaczal bez mojego napisac do Ciebie,ale Twoj meil ukryty jest. 6 Odpowiedź przez Averyl 2012-04-02 21:45:13 Averyl 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-06-12 Posty: 4,641 Odp: Samobójcza śmierć dziecka Nie wiem, co powinno się zrobić/powiedzieć w takich chwilach, ale jak przeczytałam o Twojej stracie, to aż mi łzy w oczach stanęły. Bardzo mi Ciebie żal, bardzo Ci współczuję. "Kobiety, nie jesteście centrum rehabilitacyjnym dla źle wychowanych mężczyzn. To nie wasze zadanie zmieniać ich, wychowywać czy im matkować. Potrzebujecie partnera, a nie projektu." J. Roberts 7 Odpowiedź przez yessa 2012-04-02 22:35:57 yessa Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-01-12 Posty: 885 Odp: Samobójcza śmierć dziecka Kochana, nie tak dawno temu i w moim otoczeniu znajomi rodzice stracili dzieci tylko że w wypadkach... Najpierw był syn, później syn i córka (dwoje na raz)... Choć mija już rok od tamtych wydarzeń serce ściska mi z żalu gdy o tym pomyślę, tym bardziej, że jedna z tych osób była mi naprawdę bliska. Chciałabym napisać coś co podniesie Cię choć trochę na duchu ale po prostu... Nie wiem co... Twoje życie ogarnięte ogromnym bólem będzie jeszcze długo... Pytania wciąż pozostaną bez Ci więc dużo bardzo dużo siły i jedyne co mogę Ci poradzić to wychodź do ludzi, ucz się pomału tego "nowego życia", uczestnicz w nim, wiem że to bardzo trudne ale nie zamykaj się w sobie. Twój syn najwidoczniej nie był szczęśliwy w TYM życiu i to na pewno nie z Twojej winy... Teraz jest szczęśliwy i wierzę w to mocno, że trwa przy Tobie choć w innej postaci. Szczęście jest jak motyl: spróbuj je złapać, a odleci. Usiądź w spokoju, a ono spocznie na twoim de Mello 8 Odpowiedź przez braksil13333 2012-04-03 15:16:51 braksil13333 Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-04-02 Posty: 3 Odp: Samobójcza śmierć dzieckaDla mnie bardzo dużo znaczy sam fakt, że się w ogóle mogę wygadać. Nawet w takim wirtualnym miejscu. Znajomej nie chce cały czas obarczać sobą, jak siedzę sama i nad tym wszystkim rozmyślam, to różne rzeczy przychodzą mi do głowy. Czasami zastanawiam się, czy nie zrobić tego samego, chociaż wiem, że to nie ma najmniejszego sensu, i że to nie powinno być tak. Wiem, że muszę się nauczyć tego ,,nowego życia'' chociaż to dla mnie teraz odległa przyszłość. 9 Odpowiedź przez Wielokropek 2012-04-03 18:58:40 Wielokropek 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-03-01 Posty: 26,016 Odp: Samobójcza śmierć dziecka Pisz. Pisz zwłaszcza wtedy, gdy przychodzą Ci do głowy różne, nie najmądrzejsze potrafimy przytulić, ale też wylewamy kubeł zimnej wody, gdy jest taka potrzeba. Z tym "nowym życiem" nie bądź zbyt ambitną. Chociaż... już żyjesz inaczej. Jeśli ktoś chce, znajdzie ktoś nie chce, znajdzie powód."Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski 10 Odpowiedź przez Akademia Wyobraźni 2012-04-06 23:05:18 Akademia Wyobraźni Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-04-06 Posty: 5 Odp: Samobójcza śmierć dziecka braksil13333 napisał/a:Polecono mi to forum, może ktoś cokolwiek mi doradzi, jak sam radzi sobie w podobnej bo dopiero dwa tygodnie temu, mój 14-letni syn popełnił samobójstwo. Do teraz nie wiem dlaczego, co się stało, dlaczego cierpiał, dlaczego targnął się na życie. Takiego bólu jeszcze nigdy nie czułam. Nic tak nie boli, jak strata dziecka, i to na dodatek poprzez samobójczą śmierć. To wszystko jest świeże, do teraz nawet w pełni to do mnie nie dochodzi. Jestem na silnych lekach uspokajający, na zwolnieniu, bo chyba nie dałabym teraz rady pracować. Na dodatek oprócz mojej bliskiej znajomej nie mam nikogo, komu mogłabym się wypłakać, z kim porozmawiać - ojciec syna odszedł od nas, utrzymywał tylko sporadyczne kontakty, wieść o śmierci syna nie zrobiła na nim większego wrażenia. Rodziców, zwłaszcza mamy, ponieważ choruje, nie chce dodatkowo martwić, chociaż jest mi naprawdę źle. Były mąż nawet nie był na pogrzebie syna, swojej znajomej prawdopodobnie nigdy się nie odwdzięczę, wiem, że mogę na nią liczyć Nie wiem, co było nie tak, co się stało. Syn nie miał żadnego bliskiego kolegi, był bardzo zamknięty w sobie, wolał przebywać w samotności. Robiłam wszystko, żeby nie odczuwał aż tak bardzo braku ojca. Teraz chyba jeszcze nie dam rady iść do terapeuty, mimo że naprawde jest mi bardzo ciężko. Bardzo świeża i bolesna rana. Nie wiem, jak sobie radzić, nie wiem, jak się to dalej wszystkim pogódź się z jego świadomym wyborem śmierci. On tego chciał. I nie wierz w katolickie zabobony, że rzekomo przez samobójczą smierć zostanie wyklęty, bla, bla... To bzdura. Wszystkie dusze podlegają prawu reinkarnacji tak długo, jak długo tego chcą. Może zrealizował już swoje zadanie i postanowił odejść. Poza tym system edukacyjny i wibracje, jakie są codziennością w szkołach są na bardzo niskim poziomie, chłopiec zwyczajnie nie wytrzymał dłużej w bagnie. Osobiście podejrzewam, że zderzenie z grupą rówieśników spowodowało u niego załamanie nerwowe. Każdy wrażliwy nastolatek ma myśli samobójcze, mnie prześladowały przez kolejnych dziesięć lat 11 Odpowiedź przez Mercedeska 2012-04-07 00:20:54 Mercedeska Netbabeczka Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-09-23 Posty: 485 Wiek: 28 Odp: Samobójcza śmierć dziecka braksil13333 napisał/a:Dla mnie bardzo dużo znaczy sam fakt, że się w ogóle mogę wygadać. Nawet w takim wirtualnym miejscu. Znajomej nie chce cały czas obarczać sobą, jak siedzę sama i nad tym wszystkim rozmyślam, to różne rzeczy przychodzą mi do głowy. Czasami zastanawiam się, czy nie zrobić tego samego, chociaż wiem, że to nie ma najmniejszego sensu, i że to nie powinno być tak. Wiem, że muszę się nauczyć tego ,,nowego życia'' chociaż to dla mnie teraz odległa sie ze tu napisalas, ja mame namówiłam tez na takie forum, jej syn,moj brat zginał 7 miesiecy temu pod kołami samochodu. Lezał na drodze, ile osądów słyszelismy jak cieżko było słuchac ze sam prosił sie o smierc... Do konca zycia nie dowiemy sie jak na prawde było.... Na razie jestes w szoku. Mama mowi, ze nie wierzy do tej pory ze czeka az przyjdzie do domu, a teraz juz zaczynamy plakac na kazda mysl i wspomnienie. Tesknota. Mama miala tez dwie przyjaciółki, jedna do dnia dzisiejszego jej towarzyszy a druga znalazła kolezankę bez problememow i smutku. Nie bedzie Ci lepiej i łatwiej. Ja straciłam brata ale nie mogę porównywać tego do wstrząsu jakie przezywasz TY i moi rodzice i na pewno wielu innych. Kazdy ból jest inny. Bo Twoj syn zdecudował tak, a jej syn zginał taka smiercią, a innny w wypadku. Twoj syn sam wybrał swoją drogę, bedzie ją TAM przechodził na nowo, bo tylko tam na górze wiedzą czym sie kierował. zycze Ci wytrwałości, pisz tu do nas. Bo choćby człowiek był nie wiadomo jak dzielny, czasami czuje sie bardzo samotny.... 12 Odpowiedź przez rozana0woda 2012-04-07 15:33:06 rozana0woda Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-04-07 Posty: 1 Odp: Samobójcza śmierć dzieckaTwój syn nie wybrał czasem zbyt łatwej drogi?Nie chciałabym Cię urazić, ale samobójstwo jest zwyczajnym tchórzostwem, ucieczką. Najlepiej zostawić problemy i zrozpaczonych ludzi. Wiem, że to przykre ale taka prawda. 13 Odpowiedź przez AnnaKatarzyna 2012-04-09 22:07:49 AnnaKatarzyna Mój jest ten kawałek podłogi Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-10-24 Posty: 77 Odp: Samobójcza śmierć dzieckaNie zgadzam się z Tobą rozana0woda. Nie masz pojęcia przez co on przechodził, co myślał i dlaczego to zrobił... skoro zdecydował się na taki krok na pewno nie zrobił tego dlatego, że zupa była zasłona. Każdy samobójca jest inny, ma swoje problemy i czasem po prostu nie potrafi inaczej. Potrzebuje pomocy, ale może nie umieją o nią poprosić, walczy ale siła i determinacja nie trwa wiecznie. Co nie czyni od razu z nich tchórzy... 14 Odpowiedź przez kasandra1234 2012-04-10 00:40:50 kasandra1234 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-12-29 Posty: 1,326 Wiek: słuszny :) Odp: Samobójcza śmierć dziecka Braksil trudno tu znalezc jakiekolwiek slowa żeby cię pocieszyc Co się stalo że doszło do takiej tragedi? Pewnie mial problemy o ktorych ty nie mialas pisze tu o problemach namacalnych,w szkole,czy z rowieśnikami lecz natury mlodziezy teraz cierpi na własnie ona byla skutkiem jego smutku a następnie tak tragicznej nie dzieje się bez przyczyny-to nie obwiniaj po prostu trudno być czujnym na każdym klapek na oczach...W moim bliskim otoczeniu tez mialo miejsce takie tragiczne poukladana,katolicka,a jednak...Pozdrawiam Cie serdecznie i trzymaj sie kochana * Nie jestem idealna ale idealnie sobie z tym radzę... 15 Odpowiedź przez florenci 2012-04-10 21:16:22 florenci Niewinne początki Nieaktywny Zawód: manager Zarejestrowany: 2012-04-10 Posty: 3 Wiek: 33 Odp: Samobójcza śmierć dzieckaBraksil....tak mi przykro...sama mam małą Córeczkę, którą kocham nad życie, jest dla mnie wszystkim, wychowuje się bez ojca. Jest mała więc i problemy są małe. Nie myśl, nie zastanawiaj się dlaczego, a przede wszystkim nie szukaj winy w sobie. Jeśli wierzysz...nie koniecznie w kościół...to pamiętaj, że nie każdą decyzję możemy rozumieć, dlaczego stało się akurat tak, a nie inaczej w naszym życiu. Strata bliskiej osoby, dziecka to najtrudniejsza i najcięższa rzecz, jaka może w życiu się przydarzyć. Trzymam kciuki za Ciebie. Będzie dobrze. I chyba nie powinniśmy oceniać nikogo... 16 Odpowiedź przez Wojciech Imielski 2012-04-10 21:30:17 Ostatnio edytowany przez Wojciech Imielski (2012-04-10 21:37:40) Wojciech Imielski Net - EKSPERT Nieaktywny Zawód: psycholog Zarejestrowany: 2010-11-19 Posty: 316 Wiek: 32 Odp: Samobójcza śmierć dziecka rozana0woda napisał/a:Twój syn nie wybrał czasem zbyt łatwej drogi?Nie chciałabym Cię urazić, ale samobójstwo jest zwyczajnym tchórzostwem, ucieczką. Najlepiej zostawić problemy i zrozpaczonych ludzi. Wiem, że to przykre ale taka propozycję - proszę się trochę przejść, albo pobiegać, przewietrzyć i odświeżyć umysł, bo taka gadka zawsze budzi we mnie obawy co do poziomu inteligencji, a już na pewno podejrzenia co do zaburzeń w procesie uspołecznienia. Stwierdzenie "taka jest prawda" dowodzi poza tym niezwykle dobrego samopoczucia. Szczerze zazdroszczę, jeśli w tej sytuacji, dysponując zawartymi tutaj informacjami, na temat zresztą samobójstwa młodej Osoby, wie Pani tak doskonale, "jaka jest prawda". Może przy okazji podzieli się z nami Pani informacją, co dla Pani oznacza słowo "prawda"? Ciekaw jestem swoją drogą, czy odważyłaby się Pani na podjęcie kroku, jakim jest samobójstwo i w czym manifestuje się z kolei Pani tchórzostwo (poza wypisywaniem bzdur pod pseudonimem). Zapewniam, że znalazłbym w Pani życiu dziesiątki takich momentów. Gratuluję wyczucia, taktu i delikatności. 17 Odpowiedź przez Mercedeska 2012-04-10 22:09:36 Mercedeska Netbabeczka Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-09-23 Posty: 485 Wiek: 28 Odp: Samobójcza śmierć dziecka Wojciech Imielski napisał/a:rozana0woda napisał/a:Twój syn nie wybrał czasem zbyt łatwej drogi?Nie chciałabym Cię urazić, ale samobójstwo jest zwyczajnym tchórzostwem, ucieczką. Najlepiej zostawić problemy i zrozpaczonych ludzi. Wiem, że to przykre ale taka propozycję - proszę się trochę przejść, albo pobiegać, przewietrzyć i odświeżyć umysł, bo taka gadka zawsze budzi we mnie obawy co do poziomu inteligencji, a już na pewno podejrzenia co do zaburzeń w procesie uspołecznienia. Stwierdzenie "taka jest prawda" dowodzi poza tym niezwykle dobrego samopoczucia. Szczerze zazdroszczę, jeśli w tej sytuacji, dysponując zawartymi tutaj informacjami, na temat zresztą samobójstwa młodej Osoby, wie Pani tak doskonale, "jaka jest prawda". Może przy okazji podzieli się z nami Pani informacją, co dla Pani oznacza słowo "prawda"? Ciekaw jestem swoją drogą, czy odważyłaby się Pani na podjęcie kroku, jakim jest samobójstwo i w czym manifestuje się z kolei Pani tchórzostwo (poza wypisywaniem bzdur pod pseudonimem). Zapewniam, że znalazłbym w Pani życiu dziesiątki takich momentów. Gratuluję wyczucia, taktu i za tak trafną odpowiedz na post "rozana0woda". Mi brakło słow. Bo choćby człowiek był nie wiadomo jak dzielny, czasami czuje sie bardzo samotny.... 18 Odpowiedź przez lekarzdentysta 2012-04-23 18:00:30 lekarzdentysta Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-04-23 Posty: 3 Odp: Samobójcza śmierć dzieckaRozumiem, że ludzie piszący na tym forum również dali się nabrać na rzekome rozpaczliwe posty braksil? 19 Odpowiedź przez Mercedeska 2012-04-23 20:07:49 Mercedeska Netbabeczka Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-09-23 Posty: 485 Wiek: 28 Odp: Samobójcza śmierć dziecka lekarzdentysta napisał/a:Rozumiem, że ludzie piszący na tym forum również dali się nabrać na rzekome rozpaczliwe posty braksil?Tzn co masz na mysli?? Bo choćby człowiek był nie wiadomo jak dzielny, czasami czuje sie bardzo samotny.... 20 Odpowiedź przez Pan Lewski 2012-04-24 19:28:12 Pan Lewski Net-facet Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-04-17 Posty: 872 Wiek: 23 Odp: Samobójcza śmierć dziecka rozana0woda napisał/a:Twój syn nie wybrał czasem zbyt łatwej drogi?Nie chciałabym Cię urazić, ale samobójstwo jest zwyczajnym tchórzostwem, ucieczką. Najlepiej zostawić problemy i zrozpaczonych to bardzo pomocne, z pewnością podbudujesz tym autorkę tematu :]rozana0woda napisał/a:Wiem, że to przykre ale taka tępa bezczelność przyznawać sobie prawo do orzekania o wybrał rozwiązanie które wydało mu się najlepsze, zostawił po sobie smutek ale przynajmniej już nie cierpi. Każdy człowiek który nie przeszedł kursu doskonalenia techniki jazdy i spowodował wypadek, powinien zostać rozstrzelany. 21 Odpowiedź przez PIGWA 2012-04-28 08:12:45 PIGWA Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zawód: LEŻAKOWANIE Zarejestrowany: 2011-03-01 Posty: 11,917 Odp: Samobójcza śmierć dzieckaczyżby to nie była prawda?z takich rzeczy nie powinno robic się żartów! 22 Odpowiedź przez lekarzdentysta 2012-04-28 09:32:21 lekarzdentysta Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-04-23 Posty: 3 Odp: Samobójcza śmierć dzieckaTak, to nie jest też nie rozumiem jak można robić sobie jaja z takich ludzie mają czasami chore pomysły. 23 Odpowiedź przez Teo 2012-04-28 10:22:46 Teo Gość Netkobiet Odp: Samobójcza śmierć dziecka Samobójstwo jest skutkiem ciężkiej choroby i depresji, gdzie człowiek już nie myśli racjonalnie, bo nie może myśleć. Robi rzeczy, których normalnie by nie zrobił i nie umie się przed tym powstrzymać. Każdy kto przez to przeszedł wie o czym piszę, a wszystkie komentarze typu "najłatwiejsza droga" "przecież mógł się ogarnąć" są zbędne, bo nie mogł, dosłownie, fizycznie nie mógł. Wybrał samobójstwo bo jego mózg nie dawał rady, "popsuł" się i wysyłał mu błędne dziecko było chore, to nie ulega wątpliowści. Czy możesz za to winić brak ojca? Po części tak, ale wydaje mi się, że bardziej prawdopodobna była choroba fizyczna, czyli coś w jego organizmie źle funkcjonowało. Bo człowiek jest jak silnik, jak wszystko ma dostarczonee to działa normalnie i dobrze, ale jak tylko czegoś zabraknie, jakiegoś oleju, substancji, to zaciera się, zacina, piszczy i przestaje dobrze funkcjonować. 24 Odpowiedź przez CupraFR 2012-04-28 12:28:03 CupraFR 100% Netkobieta Nieaktywny Zawód: kształcę się Zarejestrowany: 2009-06-08 Posty: 3,695 Wiek: 20 Odp: Samobójcza śmierć dziecka Jakiś miesiąc temu samobójstwo popełniła moja 15letnia koleżanka. Uprawiała sport, odnosiła w nim międzynarodowe sukcesy, była gwiazdką reprezentacji, podobnie jak jej młodsza siostra. Miała mnóstwo znajomych, przyjaciół, osób, które ją bardzo podziwiały i zazdrościły. Całe jej życie matka z ojcem kłócili się, stosowali wobec siebie przemoc psychiczną i fizyczną. Są dwa lata po rozwodzie. Matka mieszka z córkami i ze swoimi rodzicami. Miała w nich wsparcie. Ojciec uciekł za granicę, ze względu na problemy z prawem w Polsce. Przyleciał na pogrzeb. Na stypie już go nie było. Poleciał z powrotem. Co było przyczyną jej śmierci? Nie wiadomo i zapewne nigdy się nie dowiemy. Chodzą plotki, które tak na prawdę są w rzeczywistości niezłymi plotkami. mimo rodziców takich jakich miała, była bardzo pozytywną osóbką, ciągle uśmiechniętą, ambitną. Tym bardziej trudno w coś takiego uwierzyć. A jednak coś się działo u niej w głowie, czegoś miała dość. Problem psychiczny? Na pewno. Jakiś impuls, który poprowadził do czegoś takiego? Być może... Jej matka wini siebie za to, co się stało. Na pogrzebie córki popadła w straszną histerię. Może miała coś na sumieniu, co mogło popchnąć córkę do takiego czynu. Nie wiadomo. Pewne jest to, że w jej umyśle działo się coś złego i nie dawała tego po sobie poznać. Myślę, że nigdy nie znajdziemy odpowiedzi, dlaczego ona i Twój syn popełnili samobójstwo. Patrząc na matkę tej dziewczyny wiem, co możesz teraz czuć. Ale nie obwiniaj się to. Nie każę Ci tego zrozumieć, bo nigdy tak się nie stanie. Śmierci samobójczej swojego dziecka nie da się niestety zrozumieć. Starałaś się żeby było mu jak najlepiej. Wcale nie za mało, ani za dużo. Robiłaś co mogłaś. Był samotnikiem, jest to kwestia charakteru bądź wyboru. Życzę Ci dużo wytrwałości kochana, aby przetrwać te najgorsze chwile. Tak jak już przytoczyła etapy żałoby koleżanka wyżej, dojdzie do momentu akceptacji. Życzę Ci wszystkiego dobrego, aby rany szybko się zagoiły. "...w grzywie wiatr, a w kopytach magia..."ZdolniachaNapaleniecSpryciarz 25 Odpowiedź przez OlgaS 2012-08-29 12:14:15 OlgaS Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-08-29 Posty: 2 Odp: Samobójcza śmierć dzieckaDzień dobryJestem studentką piątego roku Społecznej Psychologii Klinicznej. Piszę pracę magisterską na temat wsparcia i radzenia sobie mam po stracie dziecka (samobójstwo, choroba, wypadek). Po śmierci samobójczej mego kolegi zaczęłam obserwować to, w jaki sposób otacza się opieką jego mamę. Później rozszerzyłam krąg obserwacji i zauważyłam, że ludzie nie zawsze potrafią dostosować pomoc do aktualnej potrzeby mamy w żałobie. Postanowiłam więc stworzyć pracę, która będzie także drogowskazem dla osób pomagających. Chciałabym zatem przebadać jak największą liczbę mam, aby moja praca mogła w przyszłości służyć jako rzetelna pomoc osobom po stracie dziecka. Chciałabym więc zapytać czy znalazłyby się wśród Was Mamy, które zechciałyby wypełnić trzy kwestionariusze. Znajdują się w nich dość trudne pytania, ponieważ nawiązują do okresu żałoby. Jednak głos mam, które doświadczyły śmierci dziecka jest bardzo ważny, gdyż pozwoli lepiej zrozumieć osoby w takiej sytuacji, a tym samym umożliwi trafniejszą pomoc i wsparcie ze strony tych, którzy będą próbowali tej pomocy któraś z Was chciała mi pomóc byłabym bardzo wdzięczna. Nie mogę niestety wpisać swego adresu e-mail, ponieważ nowy użytkownik forum nie ma takiego przywileju. Prosiłabym więc o kontakt tu na Ś 26 Odpowiedź przez Olena1990 2012-08-29 13:18:01 Ostatnio edytowany przez Olena1990 (2012-08-29 13:18:30) Olena1990 Dobry Duszek Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-07-30 Posty: 109 Wiek: 26 Odp: Samobójcza śmierć dziecka Mercedeska napisał/a:lekarzdentysta napisał/a:Rozumiem, że ludzie piszący na tym forum również dali się nabrać na rzekome rozpaczliwe posty braksil?Tzn co masz na mysli??Ja również jestem ciekawa co lekarzdentysta miał na myśli. Być może będziesz miał ochotę rozwinąć swoją myśl? 27 Odpowiedź przez agnieta1987 2012-09-01 18:24:14 agnieta1987 Netbabeczka Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-08-15 Posty: 423 Odp: Samobójcza śmierć dzieckano wlasnie co?nie sadze zeby ktora kolwiek matka czy w ogule osoba zdrowa psychicznie robila sopbie zarty z takiego wcale nie jest smieszne......a wrecz powinien do konca sie wypowiedziec a nie ulotnic sie po jednym zdaniu 28 Odpowiedź przez jutrzenka31 2012-09-02 22:55:53 jutrzenka31 Tajemnicza Lady Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-08-24 Posty: 81 Odp: Samobójcza śmierć dzieckaO co tu chodzi? i skąd taka pewność, że to nie prawda. Czytam to wszystko, wstrząsająca historia, same łzy lecą, a to tylko głupie żarty wymysły? kogo stać na wymyślenie czegoś takiego? 29 Odpowiedź przez cisza to ja 2012-09-03 11:47:37 cisza to ja Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-08-26 Posty: 632 Wiek: nie wyglądam na tyle Odp: Samobójcza śmierć dziecka lekarzdentysta napisał/a:Tak, to nie jest też nie rozumiem jak można robić sobie jaja z takich ludzie mają czasami chore mnie aż dusiło gdy czytałam. Tymczasem nie odzywa się autorka wątku, a także oponent. 30 Odpowiedź przez lydia_70 2012-09-03 12:51:48 Ostatnio edytowany przez lydia_70 (2012-09-03 12:57:07) lydia_70 Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-08-29 Posty: 23 Odp: Samobójcza śmierć dziecka jutrzenka31 napisał/a:O co tu chodzi? i skąd taka pewność, że to nie prawda. Czytam to wszystko, wstrząsająca historia, same łzy lecą, a to tylko głupie żarty wymysły? kogo stać na wymyślenie czegoś takiego?Np. że się nie odzywa: jak robiła sobie jaja, to może jej się głupio zrobiło, żeby cały czas naciągac na to ludzi? A jeżeli jednak to prawda, to było to już kilka miesięcy temu, może nie wchodzi na forum. 31 Odpowiedź przez Wojciech Imielski 2012-09-03 13:05:38 Wojciech Imielski Net - EKSPERT Nieaktywny Zawód: psycholog Zarejestrowany: 2010-11-19 Posty: 316 Wiek: 32 Odp: Samobójcza śmierć dziecka Szanowne Panie, proszę się tak nie denerwować, cały ten wątek to najprawdopodobniej zwykła prowokacja, pełno tego wszędzie, ot - dobrodziejstwa internetowej anonimowości.... 32 Odpowiedź przez marzec152012 2013-03-26 13:24:06 marzec152012 Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-03-26 Posty: 1 Odp: Samobójcza śmierć dzieckaMoja corka odebrala sobie zycie 15 marca 2012 r.....zostalam zupelnie sama.......to jest prawie tak jak bym nie zyla....bo co to za zycie....ponadto z dnia na dzien jest gorzej.....a jest ten czas co ponoc leczy rany ? Brak mi slow.... 33 Odpowiedź przez monnna 2013-04-02 15:40:32 monnna Do zakochania jeden krok Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-02-25 Posty: 40 Odp: Samobójcza śmierć dziecka rozana0woda napisał/a:Twój syn nie wybrał czasem zbyt łatwej drogi?Nie chciałabym Cię urazić, ale samobójstwo jest zwyczajnym tchórzostwem, ucieczką. Najlepiej zostawić problemy i zrozpaczonych ludzi. Wiem, że to przykre ale taka kiedy ktos w ten sposob innych nie jest ucieczkę mogę sie zgodzic. Na pewno nie jest pojsciem na latwiznę. Kiedy juz nie ma innego ratunku pozostaje tylko to. 34 Odpowiedź przez Saligia 2013-04-02 18:11:09 Saligia Szamanka Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-02-12 Posty: 285 Wiek: 27 Odp: Samobójcza śmierć dziecka marzec152012 napisał/a:Moja corka odebrala sobie zycie 15 marca 2012 r.....zostalam zupelnie sama.......to jest prawie tak jak bym nie zyla....bo co to za zycie....ponadto z dnia na dzien jest gorzej.....a jest ten czas co ponoc leczy rany ? Brak mi slow....Jak sobie radzisz? Jak się czujesz? Gazela TV without TV 35 Odpowiedź przez Zaq12p 2018-10-03 19:50:31 Zaq12p Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2018-10-03 Posty: 1 Odp: Samobójcza śmierć dziecka rozana0woda napisał/a:Twój syn nie wybrał czasem zbyt łatwej drogi?Nie chciałabym Cię urazić, ale samobójstwo jest zwyczajnym tchórzostwem, ucieczką. Najlepiej zostawić problemy i zrozpaczonych ludzi. Wiem, że to przykre ale taka tygodnie temu moja ledwie 18 letnia córka, po dwóch latach leczenia depresji, popełniła masz tak wspierać zrozpaczona matkę lepiej obetnij sobie palce. To co piszesz to bzdury. Samobójstwo to łatwiejsze wyjście, ale dla zdrowej psychicznie osoby, do tego dorosłej, która już nauczyła się radzić sobie z problemami. My mówimy o dzieciach, których mózg ma pipieprzone szlaki, przez dojrzewanie i warunki mimo leczenia u córki depresji przegrałam walkę. Choroba ja zabiła. Do końca życia będę zadawać sobie pytania, co jeszcze mogłam zrobić, jak mogłam jej pomóc, jak dotrzeć do niej. Serce mi pęka. Może Twój syn też cierpiał na depresję. Moja córcia leczyla się od 16roku, ale kilka miesięcy w ogóle nie zorientowałam się co się dzieje. Myślałam, że to hormonki 36 Odpowiedź przez Nemisa 2018-10-04 16:34:37 Nemisa Zaglądam tu coraz częściej Nieaktywny Zarejestrowany: 2018-10-04 Posty: 10 Odp: Samobójcza śmierć dzieckaBardzo mi przykro ... Rozumiem, że nie jest Pani jeszcze gotowa na terapię, jeżeli Pani poczuje, że to jest ten moment - proszę to zrobić. Terapia pomoże Pani przepracować stratę. Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
26.12 2021 odeszła moja kochana mama.Nie wiem jak mam dalej żyć,jest ogromny żal i smutek.Codziennie zadaje sobie pytanie dlaczego byłam z nią 24 godz.na dobę,jak dalej z tym żyć.A moi bliscy tylko mówią ,ze muszę się z tym pogodzić,ale to jest silniejsze ode mnie.W sercu została pustka ,po stracie kochanej mamy. Widok (5 lat temu) 29 sierpnia 2016 o 16:41 22 lipca 2016 straciłam mojego jedynego ukochanego Syna ...miał zaledwie 25 lat... Poszedł spać i już się nie obudził...Nie sprawiał wrażenia człowieka któremu coś dolega...wręcz odwrotnie...tryskał werwą i energią , humorem....ale stało się !!!! Zabrał ze sobą również i moje życie ...nie umiem i nie chcę żyć ... Czy jest w Gdańsku grupa wsparcia dla takich osieroconych rodziców ?? 0 0 ~X (5 lat temu) 29 sierpnia 2016 o 19:42 0 0 ~kijek (5 lat temu) 30 sierpnia 2016 o 09:47 W Gdyni jest grupa wsparcia Nagle Sami: Ta fundacja oferuję też pomoc psychologiczna i duchowa przez Skype, telefon, e-mail. 0 0 ~Jara (2 lata temu) 2 września 2019 o 15:48 Ja jestem z Warszawy i chodzę na terapię grupową i indywidualną w poradni Psychologgia Plus. To naprawdę pomaga. Śmierć dziecka to najgorsza rzecz, jaka może zdarzyć się rodzicom. Przed rozpoczęciem terapii myślałam, że po prostu umrę. Polecam rodzicom szukać wsparcia, rozmawiać, nie zamykać się. Mi terapia pomogła. Pamiętajcie też, że trzeba przeżyć swoją żałobę. Nie zamykajcie się na swój smutek. Jeżeli nie dacie sobie naprawdę go poczuć, nigdy nie będziecie wolni. 3 5 ~Ja (2 lata temu) 2 września 2019 o 20:00 Tak. Masz rację. Żałobę trzeba przeżyć ale nie kazdy chce isć na terapię. To bardzo trudne. 1 0 ~anonim (10 miesięcy temu) 19 września 2021 o 21:05 Nic 0 0 ~anonim (9 miesięcy temu) 4 października 2021 o 20:34 Też straciłam synka rana w sercu pozostaje na przyniesie ukojenie,ale nie wiele lat ,a ja wciąż za nim współczucia 0 0 ~anonim (2 miesiące temu) 3 maja 2022 o 14:46 Czy wiesz co było przyczyną ? Mój syn 25 lat umarł 26 marca 2022r Nagle, do tej pory nic nie wiem .Nie potrafię bez niego żyć !!! Codziennie proszę go by zabrał mnie do siebie , obmyślam plany samobójstwa Jedna rzecz która mnie jeszcze trzyma to chce wiedzieć co się stało .Znaleziono go w domu w łóżku martwego a wcześnie pisał ze idzie spać 0 1 ~anonim (2 miesiące temu) 3 maja 2022 o 19:57 Jeżeli faktycznie masz myśli samobójcze to szukaj wsparcia, chociażby zadzwoń tu 800 70 2222 Nie rób tego, na pewno masz dla kogo żyć. 0 0 ~anonim (2 miesiące temu) 4 maja 2022 o 10:15 Nie mam , zostałam sama .On był moim światłem , Nie widzę żadnego powodu do życia .Chce być tylko z nim .Już nic nie jest ważne 0 0 ~anonim (2 miesiące temu) 22 maja 2022 o 22:46 Proszę pamiętać o tym,że syn czeka na Panią w niebie. A samobójcy nie mogą iść do nieba 0 0 ~anonim (1 miesiąc temu) 20 czerwca 2022 o 18:32 ... mysl, że nasza najukochansza Coreczka gdzies na nas czeka trzyma nas przy życiu.. miną 2 lata...są dni,że daje radę, ale więcej jest tych, w których serce wali, nic się nie chce..krzyczysz w duszy i nie wiesz co że soba zrobić...24 dobę mam Ja w głowie...jedyne ,za co jestem Bogu wdzięczna to to...ze sni mi się co noc...cały dzień czekam,żeby iść spać... 0 0 ~anonim (1 tydzień temu) 21 lipca 2022 o 16:39 Łatwo mówić, trudniej zrealizować. Życie bez jedynego dziecka nie ma sensu, choć ksiądz jeden, drugi, trzeci straszy piekłem po śmierci samobójczej. Nie umiem żyć bez mojej Córeczki. Miałam tylko ją i miałyśmy plany na szczęśliwe wreszcie życie, które teraz bez mego Skarba nie ma sensu. Więc doskonale rozumiem osoby, które mają myśli samobójcze. Serce tak boli z tęsknoty za Córeczką, że nikt tego nie zrozumie. 0 0 ~anonim (6 dni temu) 23 lipca 2022 o 18:57 Ksiądz to tylko zawód i moim zdaniem nie ma prawa takich życzy mówić bo sam tego nie przeżył i nigdy nie poczuje matki po utracie dziecka 0 0 ~ewa. (1 miesiąc temu) 21 czerwca 2022 o 10:33 Musi Pani odnaleźć sens życia. Wszędzie trąbią, że brakuje wolontariuszy przy opiece nad małymi dziećmi porzuconymi przez rodziców, które jeszcze czekają na adopcję. A może nigdy się nie doczekają. Personel robi co może, ale zawsze to za mało. Dla takich maluszków Pani ciepło było by bezcenne, a może i Pani pomoże ukoić choć trochę cierpienie. A może inny rodzaj aktywności, cokolwiek, aby nie siedzieć w 4 ścianach z głową całą wypchaną złymi myślami. 1 0 ~anonim (6 dni temu) 23 lipca 2022 o 18:54 Witam Cie serdecznie bardzo dobrze rozumie Twoja sytuacje ja również straciłam syna w styczniu tego roku miał zaledwie 14 lat obudził się rano zjadł ze mną śniadanie pojechałam na pół godziny na zakupy a wróciwszy znalazłam go martwego w swoim pokoju bez przyczyny ktoś go zabrał pytanie tylko dlaczego młody zdrowy chłopak miał całe życie przed sobą moje życie odeszło razem z nim 0 0 do góry
Byłyśmy razem np. na koncercie AC/DC. Ada mówiła: Mamo, muszę jeździć na ich koncerty, bo oni mogą wkrótce umrzeć - wspomina Jolanta Garbaczewska. (arch. prywatne) śmierć dziecka. Śmierć rodzica jest trudna. Ale w jakimś sensie normalna, zgodna z "harmonogramem". Jak jesień po lecie. Ale śmierć dziecka rozsadza mózg.
“Dzień z życia Aniołka, czyli wiersze po śmierci dziecka. Pamiętam jak to było..ktoś mnie łaskotał a potem… A potem już tak chciałam wyjść…tam do Was i wyciągnęli mnie, ale tatuś się odwrócił, a Ty Mamo płakałaś Dotknęłam policzków Twoich – zapłakałaś mocniej, chciałam przytulić tatusia, ale się tylko skulił… Dlaczego? Chciałam krzyczeć, bo byłam blisko, ale nie widzieliście. A moje pieszczoty sprawiały Wam ból. Wtedy przyszła po mnie… Nie przedstawiła się.. zabrała na chmurkę i pogłaskała po główce. Powiedziała, że jeszcze troszkę i mnie zobaczycie, i będziemy się uśmiechać. Powiedziała, że nauczy mnie wszystkiego. Zapytałam, dlaczego jestem tutaj. Podobno wszystkie dzieci wracają na chmurki, kiedy ich skrzydełka są zbyt duże. To znaczy, że jeszcze nasze duszyczki nie są gotowe, by zejść na ziemię, by stawić czoło trudom codzienności. Mądre słowa, za dużo… Zasnęłam. Kilkanaście minut później obudziła mnie. Powiedziała, że czas na lekcje. Zabrła mnie do Was. Zabawne, ale byliście w domku już. Nadal płakaliście. Byłam zła. Tak zła, że tyle bólu, że tęsknicie do mnie a ja do Was, choć się nie widzimy. Moja nauczycielka wyjaśniła, że nie mogę się denerwować. Tak właśnie sprawiam, że bardziej boli, że moja cierpliwość nauczy Was uśmiechu i że kiedyś się spotkamy. Podglądam Was co kilka minut. Patrzę, jak się bawicie z moim rodzeństwem. Zazdroszczę. Ale kocham Was wszystkich. Dla Was płyną dni, miesiące, lata. A dla mnie to sekundy, minuty, godziny. Tak wolno. Ale postanowiłam zamrugać. Mrugnęłam oczkiem. Uśmiechnęłaś się! Zobaczyłaś ten błysk Słońca i uśmiechnęłaś się do mnie. Tata też! Te dwa ciepłe uśmiechy tulę do serduszka, tulę mocno. Teraz błyskam co kilka minut i się uśmiechacie. Czasem do nieba, czasem do dzieci, czasem do siebie, a ja chowam to i podglądam Wasze spokojne życie. Przyszła…przyszła i powiedziała, że mamy ważne zadanie… Pokazała mi samotnego zapłakanego Aniołka. Kazała zabrać za rączkę. Powiedziała, że minęło dość minut i muszę zaprowadzić maleństwo do Twojego brzuszka. Że ma już dość słabiutkie skrzydełka i może zejść i że potrzeba mu ciepła. Nigdy nie zapomnę tej godziny. Dla Ciebie minęły wieki i wiem, że nadal pamiętacie… Zobaczyłaś dwie kreseczki… Płakałaś. Ty, Tatuś.. płakaliście razem. A ja stałam przy Was i głaskałam brzuszek uspokajając. Już czas… Poczujesz ruchy. Idę połaskotać brzuszek. Gili gili Auć kopie Gili gili Auć znowu kopie. Och jak cudownie! Tulę, głaszcze, a Wy się śmiejecie. To ciepło z Waszej radości sprawia, że mogą fruwać wysoko. Och minęło kilka sekund Oj!!! Zapomniałam Mamusiu! Znowu płaczecie. Mamusiu nie… Przepraszam, już łaskocze, już maleństwo kopie. Nic nam nie jest. Nic Wam nie jest. No gili gili gili gil I wielki kopniak Ufff Uspokoiliście się… Tak przewędrowałam z Wami w moim świecie minuty, a w Waszym miesiące i lata. Już czas wyjść, już przychodzę i budzę maleństwo, a ty czujesz pierwsze skurcze. Cierpisz… ale jednocześnie cieszysz się. Głaszczę Ciebie, by mniej bolało. Wołam Maleństwo, by szybciej wyszło. Jest! Po tylu godzinach się wydostało, choć dla mnie to tylko mgnienie Od tej pory mogę tylko Was obserwować, mrugać Wam, a czasem szeptać. Wiem, że pamiętacie. Jeśli znowu będę musiała zaprowadzić Aniołka do Twego brzuszka, by przemieniło się w maleństwo, będę bliżej. Jeśli nie, będę czuwać, aż minął moje 24 godziny i lata Waszego życia Przyjdę wtedy do Was i przytulę. Przyjdę i powiem, jak tęskniłam, i wtedy znowu się dotkniemy. Bez łez, bez żalu. A teraz tylko spoglądam z uśmiechem i już nie zazdroszczę, bo choć nie mogę Was dotykać, to mogę pilnować, by nic Wam się nie stało. Kocham Was. Każdy błysk słońca, każdy szum drzewa, każda kropla rosy, każdy raz, gdy zatrzymujecie się i zachwycacie światem, to moje wyszeptane kocham do Was… Twego powrotu czekam na próżno. Twe serce zimne, nie bije wcale, ile bym dała by biło dalej. Kolory świata przechodzą w jesień, a ja samotna chodzę po lesie. Lecz las to ludzi obcych, dalekich, co patrzą na nas słabych, kalekich. Kalectwem moim na całe życie, będzie żałoba po małym bycie. Które zjawiło się niespodzianie i nastawiona na jego trwanie nie będę nigdy z tym pogodzona że go tu nie ma w moich ramionach Po mej Iskierce pustka została Gdzie teraz jesteś Iskierko mała? Siedzi aniołek wśród gwiazd miliona I patrzy na Ciebie Matko zamyślona Patrzy jak płaczesz po kątach skrycie Jak starasz się na nowo ułożyć swe życie Jak walczysz z trudami dnia codziennego I jak tęsknisz do Dziecka? do Synka swojego Jak tłumaczysz bliskim i dalekim Że byłem Dzieckiem, że byłem Człowiekiem Że choć malutki w Twym sercu schowany Byłem Twym Synkiem? kochanym i oczekiwanym Matko kochana? Twój ból nie ustaje Wiedz, że mnie również serce się kraje Lecz widać tak być już musiało Że teraz osobno, choć wcześniej jedno ciało Gdy smutno Ci będzie, gdy świat Cię znów wkurzy Popatrz w niebo, na księżyc duży Tam zawsze ja? gdy taka potrzeba Mrugnę do Ciebie z obłoków nieba Siedzi Aniołek na chmurce niebieskiej I śle do Matki swe wielkie serce Śle pocałunki i uśmiechów kilka Śle buziak duży? przecież to chwilka Przychodzi w nocy, gdy sen jest spokojny Przychodzi do Mamy? wtedy jest wolny Razem się tulą i spacerują Razem się bawią i razem malują Razem w sklepiku zabawki kupują Lub nad Bałtykiem bursztyny znajdują Lecz sen kiedyś minie i Mama zostanie Anioł odleci.?Nie odchodź Kochanie!!! Zostań tu ze mną, bym zawsze wiedziała Że nigdy Tobie już krzywda nie będzie się działa? Ja Mamo wrócę? w Twój sen radosny Wrócę nim przyjdzie pierwszy dzień wiosny Wrócę i znów razem będziemy Robić te rzeczy o których tylko my wiemy
5.8K views, 27 likes, 0 loves, 3 comments, 0 shares, Facebook Watch Videos from Party: Michał Wójcik cierpi po śmierci Jani: "Wie, że musi żyć i pracować dla dziecka" Nic nie trwa wiecznie, wszystko się zmienia. Ten co dużo ma, może za chwilę nic nie mieć, a ten co nic nie ma, może mieć dużo. Twój stan, o ktorym piszesz, wierzę że jest przejściowy .